Nierówno o równości

Nierówno o równości

Wyobraźmy sobie, że chcemy coś zmienić. Sytuację niewygodną czy niesprawiedliwą dla znajdujących się w niej osób. Najpierw podnosimy raban, że nie jest dobrze, dopiero potem wspólnie zarysowujemy obraz sytuacji wymarzonej, wreszcie zaczynamy wypracowywać takie warunki.

Mówienie o nierówności jest pierwszym etapem długofalowego procesu emancypacji, krytyka aktualnej sytuacji poprzedza postulatywną wizję przyszłości, to zrozumiałe. Jednak mówienie o „nierówności płci w polskiej branży marketingowej oczami jej przedstawicieli” unieważnia każdą cenną inicjatywę, która za owym tytułem mogłaby się kryć. My, przedstawicielki, też mamy przecież sporo do powiedzenia na ten temat.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Nowy Marketing przedsięwziął zadanie ambitne, ankietę przeprowadzoną wśród ludzi z branży, w której wypowiadają się oni i one na temat nie/równości płci w świecie szeroko pojętej reklamy. Wypowiedzi te odnoszą się do opublikowanego raportu z badań SAR „Kobiety i mężczyźni w branży komunikacji marketingowej w Polsce”. Nie chodzi o to, żeby tropić przejawy ich nieświadomości językowej i udowadniać, że język, którego używamy, tworzy pewien konkretny obraz świata, ale raczej o wskazanie ogólniejszej diagnozy, która wyłania się z zebranych wypowiedzi.

Z tej zbiorczej diagnozy wygłaszanej damsko-męskim chórem wynika więc, że kobiety to też ludzie, że na rynku pracy, w branży jest ich coraz więcej, że pracodawcy wreszcie skupiają się na kompetencjach, nie na płci. Z wielką emfazą wyśpiewywane są refreny zasłyszane gdzieś, kiedyś w oddali i brane jako swoje: „płeć nie ma znaczenia” (Tadeusz Żórawski), „biznes nie ma płci” (Anita Kijanka), „płeć powinna pozostawać na drugim planie” (Anita Chabrowska-Karpińska). Oczywiście skłonność dyskutantów i dyskutantek do generalizacji nie wyklucza formułowania pochwały indywidualizmu (no ba! mówimy przecież o rynkach, zyskach!), a nawet pewnej dozy wrażliwości: wszystko ma zależeć od konkretnej osoby, indywidualnych predyspozycji i jego/jej (częściej jego niż jej) sytuacji życiowej. Faktycznie, płeć nie przekłada się na żaden z tych elementów, w ogóle nie ma znaczenia w doborze ról i predyspozycji społecznych i zawodowych!

Od analizy stricte językowej ważniejsze byłoby przejrzenie związków przyczynowo-skutkowych budujących struktury logiczne tych wypowiedzi. Przede wszystkim roi się tu od błędów merytorycznych: parytet nie jest dyskryminacją, to pojęcia pochodzące z zupełnie innych porządków (zob. mój głos w innej debacie), kobiety nie były najbardziej niewykorzystanym potencjałem ekonomicznym na świecie (odsyłam do książki Silvii Federici), feminizacja branży nie oznacza jeszcze uprzywilejowania ze względu na płeć. Raport, który – jak to raporty – ma stanowić ilustracyjne unaocznienie pewnych mechanizmów sortujących i napędzających działania społeczne (praca jest wszak aktywnością społeczną!), mógłby być wykorzystany jako narzędzie pomocnicze w analizie przyczyn takiego stanu rzeczy i postulowaniu wprowadzenia rozwiązań, które mogłyby go zmienić. Ankieta pokazuje jednak, że schematyczne wizje świata, których rezultaty widzimy w postaci raportowanych liczb, są głęboko zakorzenione w formułach argumentacji i używanych formach językowych. Dlatego większość prezentowanych wypowiedzi nie stanowi analitycznego czy krytycznego komentarza, ale słowną ilustrację powielającą smutne statystyki. Wygląda na to, że w branży nie rozumiemy, co oznaczają podstawowe pojęcia, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że reklama nie jest zawieszoną w aspołecznej próżni przestrzenią działań, a pracujący i pracujące w tej branży nie są androgynicznymi stworami rodem z sci-fi (com’on, nawet w Westworldzie sztucznie kreowanemu człowieczeństwu przypisuje się płeć, orientację i rolę społeczną!).

Można dziwić się za każdym razem, kiedy używa się żeńskiej formy słów, które zdobyły monopol w polszczyźnie (pedagożka? zwyciężczyni?). Ale można też jednocześnie wspierać się w różnicach. Co to znaczy? W NoMonday znaczy to konkretnie tyle: kobiety w ciąży, które przyjmuje się do pracy z ciążą [sic!], pracują na wygodnej kanapie, kobiety (w ogóle) otwarcie uczestniczą w #czarnymproteście (bo chcą, bo mogą), to nie one rytualnie czyszczą ekspres do kawy. A same nie mają też problemu z pieczeniem ciasta z okazji Dnia Chłopca, bo nie walą głową w żadne szklane sufity i nie siłują się z przekraczaniem progów.

 

Tekst pochodzi ze strony: nomonday.pl

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij