GoPro – historie, które kręcą się same

GoPro – historie, które kręcą się same

Będzie to krótka historia o tym, jak filmiki o kotkach, nurkowaniu na Trynidadzie oraz lotach stratosferycznych pomagają budować unikatowy, spójny świat marki.

W ubiegłym roku wszyscy w polskim światku branżowym oszaleli na punkcie storytellingu: że ach – marketing taki nowatorski, że ach – ludzie tacy zachwyceni, że ach – zasięg taki viralowy… Jednym nie wychodzi to wcale, innym – lepiej albo gorzej. A marketerzy GoPro nie muszą się nawet starać.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Gawędziarstwo jest stare jak ludzkość, a raczej tak stare jak komunikacja międzyludzka. Razem z rozwojem mediów i technologii zmienia się sposób opowiadania (tradycja ustna, pismo, grafiki i zdjęcia, wideo), nie zmienia się jednak jego rdzeń – świat przedstawiony, fabuła, bohater, emocje. Historie w reklamie opowiadano zawsze, tylko nie miały one zgrabnej, obco brzmiącej nazwy.

Marka GoPro jest tutaj w komfortowej sytuacji – jej produkty służą do opowiadania zajmujących historii, według MacLuhanowskiej zasady „the medium is the message”. Ten związek jest tak mocny, że sama nazwa produktu stała się synonimem kamery używanej do filmowania sportów wyczynowych. Ogromną rolę odegrały w tym materiały wideo zamieszczane w sieci przez użytkowników GoPro. I nie chodzi o rejestrację skoku Baumgartena czy ewolucji Kena Blocka – chodzi o historie z życia zwykłych ludzi.

Pierwszy filmik, o którym opowiem, zaczyna się jak katastroficzny film akcji – całość widzimy z perspektywy strażaka, wkraczającego po pożarze do parterowego domu na przedmieściach amerykańskiego miasta. Pogrążone w półmroku wnętrze rozświetla pojedyncza latarka na hełmie. W tle słychać szum komunikatów z dyspozytorni. Nagle oko kamery zatrzymuje się na nieruchomym ciele kilkumiesięcznego kotka. Bohater podnosi bezwładne stworzenie i wynosi na zewnątrz. Akcja ratunkowa – tlen, woda, masaż – i nagle kociak zaczyna się ruszać, otrzepuje się z wody, żałośnie pomiaukuje i staje o własnych siłach. W tych dwóch minutach mieści się cała historia i potężny ładunek emocji – od smutku po radość i wzruszenie. Niestety, dla ciekawych, co się stało potem – zwierzątko nie przeżyło.

Następna historia zaczęła się na Reddicie – ktoś podczas nurkowania odnalazł zagrzebaną na dnie kamerę GoPro i wrzucił zdjęcie na serwis. Zaczął przeglądać znajdujące się w pamięci urządzenia rodzinne filmy i zdjęcia z zabaw z dziećmi – niby zwyczajne, ale dla posiadacza zgubionej rok wcześniej kamery mające ogromną wartość sentymentalną. – Wiem, jak niezastąpione są te filmy i zdjęcia – mówi w reportażu znalazca. Na szczęście właściciel kamery kręcił również filmy ze swojej pracy; a pracę ma ciekawą – jest członkiem SWAT – policyjnej jednostki specjalnej. Dzięki odznakom na uniformie udało się dotrzeć do jednostki, w której służy posiadacz GoPro i skontaktować się z nim.

I ostatnia historia na dziś – goście chcą sfilmować Ziemię z kosmosu (no dobra, ze stratosfery), dlatego do balonu wypełnionego helem podczepiają skrzynkę z GoPro i smartfonem. Aerostat startuje Wielkiego Kanionu. Konstruktorzy zamierzali śledzić urządzenie za pomocą aplikacji w telefonie i GPS-u, jednak po powrocie na wysokość 1000 km telefon nie złapał sieci ponownie i zaginął. Po dwóch latach całą skrzynkę (80 km od miejsca startu) znajduje turystka. Zanosi sprzęt do salonu operatora telefonicznego, który identyfikuje właściciela karty SIM. Twórcy projektu mogą pochwalić się unikatowymi ujęciami, zaś marka – świetną historią.

Historie o niezwykłych przygodach użytkowników kamer pojawiają się w sieci codziennie – jeśliście ich ciekawi, wstukajcie po prostu nazwę marki w wyszukiwarkę Youtube’a. Działa tutaj efekt skali – jeśli sprzedasz miliony kamerek, na pewno wśród posiadaczy znajdzie się odpowiednia liczba wariatów, zapaleńców i geniuszy, którzy wykorzystają sprzęt w sposób, o jakim się projektantom nie śniło. Do technicznych parametrów zostaje tym samym dodana kropla nieprzewidywalności oraz kreatywności.

Pracownicy marketingu GoPro mogą właściwie repostować treści wrzucane do sieci przez użytkowników (tak jest w przypadku profilu marki na Instagramie) i patrzeć z satysfakcją na rosnące słupki sprzedaży. W historiach, opowiadanych przez GoPro i na temat GoPro, przewijają się zarówno wartości marki – przygoda, akcja, radość, energia, jak również unikatowe cechy produktu – odporność na czynniki środowiskowe, trwałość, wysoka jakość zdjęć i wideo. Treści mają jeszcze jedną, unikalną zaletę – są autentyczne, stworzone przez samych użytkowników sprzętu, a to najważniejsza wartość w dzisiejszym marketingu.

Historie GoPro piszą się same. Tak, jak ten tekst.

 

Marcin Turkot
interactive account manager w ESKADRA

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij
Reklama Zamknij