7 grzechów głównych w mobile marketingu

7 grzechów głównych w mobile marketingu

Brand managerowie bardzo entuzjastycznie reagują na technologie mobilne i chętnie wplatają je w działania marketingowe. Uczulam jednak, że nie są to tanie zabawy. Bardzo szybko może się okazać, że aplikacje mobilne nie dostarczą spodziewanych wyników. Jakich błędów należy się wystrzegać?

Po wyliczeniu kosztu pozyskania jednego użytkownika (dzieląc budżet na development aplikacji mobilnej przez sumę pobrań z marketów) można czasem zapłakać nad źle wydatkowanym budżetem marketingowym.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny:

Oto 7 największych grzechów w mobile marketingu:

1. Syndrom Mamby: "wszyscy mają appkę, mam i ja"

Kojarzysz reklamę gumy rozpuszczalnej Mamba z roku 1997? Jeśli w tej reklamie zamienić słowo „Mambę” na „appkę”, to spokojnie niektórzy marketerzy mogliby radośnie nucić „wszyscy mają appkę, mam i ja”. Ewentualnie „wszyscy mają appkę, chcę i ja”. Dlaczego? Bo konkurencja nie ma i ja chcę być pierwszy. Ale... dlaczego? Bo tak. Jeśli faktycznie to jest jedyny powód, dla którego chcesz wdrożyć aplikację mobilną, lepiej odpuść.

2. Brak konkretnych celów i wskaźników efektywności

Zadaj sobie pytania o KPI działań Twojej firmy w marketingu mobilnym, czyli kieruj się oczekiwaniami klienta, przekładając je na mierzalne wymagania. W ich układaniu proś o pomoc ludzi, firmy, agencje, które się na tym znają. Kilka razy już usłyszałam od marketingowców, że aplikacje mobilne nie dają oczekiwanych efektów. A jakich efektów oczekiwałeś? I czy aplikacja rzeczywiście była najlepszym sposobem na ich realizację? Aktywność w kanałach mobilnych to nie tylko posiadanie aplikacji mobilnej. Istnieją prostsze, równie mobilne sposoby na dotarcie do Twojej grupy celu...

3. Brak pogłębionej wiedzy nt. "mobilności" grupy docelowej

Owszem telefony mają "wszyscy", ale nie wszyscy wiedzą, „co to są aplikacje mobilne”. Nie wszyscy Twoi klienci zaglądają do marketu z aplikacjami. Ba, może boją się nawet tam wejść, bo… jeszcze operator naliczy im opłaty za korzystanie z Internetu. Tak, tak, poziom wiedzy o posiadanych telefonach u ludzi, którzy nie są związani ze środowiskiem biznesowym, jest bardzo niski i trzeba włożyć dużo pracy w edukację masowego klienta. To jest to zrobienia, ale dopiero wszyscy musimy na to zapracować. Zakładając, że mówimy o tzw. przeciętnym Kowalskim, to wybacz, ale nie zrozumie on Twojego komunikatu „Nasza aplikacja działa na telefonach i tabletach z systemem Android w wersji 1.6 i nowszych”. Co to jest Android? I on ma jakieś wersje?! To tylko my, z branży (tfu!), rozumiemy te frazy. Zapytaj swoją mamę albo przyjaciela z zupełnie innej branży, na jakim OS-ie pracuje jego smartfon? Z mojego doświadczenia (a poruszam się w świecie geeków, więc mogę zawyżyć statystyki) nie więcej niż 30% osób potrafi bez wahania odpowiedzieć na to pytanie.

4. Pragnienie miliona pobrań

Jeśli już planujesz zaprojektować i zrealizować aplikację mobilną, spodziewaj się tysięcy pobrań. Miliony to mit. Tylko 3 polskie aplikacje mobilne mogą pochwalić się takim jednomilionowym wynikiem (sumując pobrania ze wszystkich marketów, w jakich dostępna jest aplikacja). Dwie pierwsze aplikacje, Allegro i GG to aplikacje z trzy- i czteroletnim stażem na rynku. Trzecia aplikacja, TVN Player nie skończyła jeszcze roku, ale ma nieustanne wsparcie promocyjne w telewizji o bardzo dużym zasięgu. Aplikacje mobilne wdrażane dla celów marketingowych uzyskują średnio kilkanaście tysięcy pobrań w 2-3 pierwszych miesiącach po publikacji w marketach. 20 tysięcy pobrań uważane jest za sukces.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

  • Partner technologiczny:
  • SARE
Zamknij