SEO+UX=WNM, czyli pokręcony musical romantyczny w pięciu krótkich aktach

White Hat SEO

partnerem merytorycznym działu jest agencja whites

SEO+UX=WNM, czyli pokręcony musical romantyczny w pięciu krótkich aktach

Nie będziemy zaczynać tej rozmowy od definicji UX i SEO, czy rozważań na ile te dziedziny się zazębiają, a na ile kłócą ze sobą. Zostawmy te zabawy na filozoficzne prelekcje na branżowym kongresie. Jasne jest jedno – SEO i UX z każdym rokiem są sobie bliższe.

Zdjęcie royalty free z Fotolia 

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Akt pierwszy, czyli słodka, niewinna młodość oraz bunt i brylantyna

„Grease” – Greased lightning

Na początku SEO było jak Danny Zuko, czyli John Travolta w „Grease” – zły chłopiec w czerni (szkoda, że bez kapelusza), za którym szaleją dziewczyny. SEO było traktowane jako podejrzane czy wręcz kombinatorskie. Kojarzyło się - i nie oszukujmy się, wielu do tej pory się kojarzy – tylko z takimi rzeczami jak kupowanie linków, zakładanie spamerskich stron czy bezwartościowe precle.

SEO należało do „gangu adminów”, który wojował z Google. U swojego zarania wymagało głównie skomplikowanej wiedzy technicznej i było wręcz w zupełnie innym systemie pojęciowym. Wielu po prostu nie rozumiało SEO. UX podkochiwała się w nim, ale trzymała się z dala, ze swoimi koleżankami.

Akt drugi, czyli pierwsze pocałunki

„Hair” – Aquarius

SEO z biegiem lat okrzepło i zaczęło dostrzegać, że wojna z wyszukiwarkami nie ma sensu. Gdy przybrało kwiatowe szaty i wypisało na sztandarach ideę „peace and love”, zaczęło już patrzeć w stronę UX (chociaż podszczypywanie się z Google będzie zawsze, bo czy wyszukiwarka jest naszym przyjacielem, czy wrogiem?).

Tymczasem Google zrozumiał, że system opierający się na akademickiej zasadzie wyższej oceny dla prac o wysokiej cytowalności (na której wzorowali się w swoich początkach Sergey Brin i Larry Page – twórcy najpopularniejszej wyszukiwarki), nie jest wydajny dla treści nie naukowych. PageRank powoli i sukcesywnie stawał się mniej ważnym czynnikiem w algorytmie.

Akt trzeci, czyli miłości trudne początki

„Les Miserables” – Look down

Pozycjonowanie zamieniło się więc w interdyscyplinarną pogoń za różnymi czynnikami. Już nie walką, ale żmudnym przeciąganiem wielu różnych lin z Google. Jedną z najważniejszych z tych lin jest właśnie UX.

Chociaż nie możemy powiedzieć nic ze stuprocentową pewnością, podejrzewamy, że takie wskaźniki jak na przykład współczynnik odrzuceń, CTR z SERP, czas ładowania strony, czas spędzony na stronie, czy nawet chociażby wielkość przycisków na stronach mobilnych mogą już, albo w najbliższej przyszłości będą wpływać na wyniki wyszukiwania. Wiemy to między innymi dzięki większej otwartości młodszego choć często bardziej prężnego brata Google – rosyjskiego Yandexa.

Akt czwarty, czyli pierwsze kryzysy i ich zażegnanie

„Frozen” – Let it go

Musimy odpuścić i pogodzić się z tym, że to nie Google jest dla nas, a my dla Google. Wyszukiwarka to ich flagowy produkt. Produkt, który polega nie na zaspokajaniu potrzeb właścicieli stron, marketingowców czy seowców, a użytkowników wpisujących swoje zapytania. Wysoka jakość odpowiedzi przekłada się na zadowolenie klienta. Powiało chłodem?

Wiedz jednak, że to ty masz tę moc, by przełożyć zimne biznesowe zasady potężnej korporacji i monopolisty na naszym rynku wyszukiwarek na swoją korzyść. A jednym z kluczy do sukcesu jest właśnie zwracanie uwagi na UX.

Kolejne odsłony algorytmu Panda co raz bardziej zaczęły zbliżać ze sobą UX i SEO. Bo ocena jakości contentu strony bierze się nie tylko z czystego tekstu. Google patrzy czy strony, które nam prezentuje są warte zaufania (czy może lepiej powiedzieć, że są kompetentne). Zaczęły więc w wyścigu o lepsze pozycje w wynikach wyszukiwania wygrywać strony szybciej wczytujące się, z mniejszą ilością upierdliwych reklam (na przykład bez takich odsuwających content na samej górze strony), czy świeżym i przemyślanym designem. Po Pandzie wyraźnie widać, że porównując dwie strony o podobnej głębokości contentu wygrywają te z lepszym UX, o czym mówił m.in. MOZ.

Akt piąty, czyli „i żyli długo i szczęśliwie”

„Dirty dancing” – Time of my life

Jedni twierdzą, że SEO i UX są razem, jak to mówią Amerykanie, jak „czekolada i masło orzechowe”, inni podkreślają, że trzeba mówić wręcz o mariażu tych dziedzin. Jeszcze inni, jak Marianne Sweeny, strateg SEO z agencji Portent, twierdzą definitywnie, że “UX to nowe SEO”.

Ale zacznijmy choć od rozbicia mitów. Na pewno UX i SEO mają wiele wspólnych celi. Na pewno można przyłożyć do nich podobną metodologię. Największą jednak bzdurą jest mówienie, że możemy robić albo dobre SEO, albo UX. – Jeśli uważasz, że jest między nimi wojna, czy jakakolwiek konkurencja, to najprawdopodobniej robisz źle i jedno i drugie – podkreśla współautor książki “Art of SEO” Rand Fishkin z Moz.

 

 

Autorzy: Maciej Woźniak i Janusz Omyliński

Maciej Woźniak
Partner zarządzający w agencji Whites 

Agencja Whites specjalizuje się we wdrażaniu strategii White Hat SEO i kampanii Content Marketingowych. Z marketingiem internetowym związany od 8 lat. Wcześniej związany z Agorą, gdzie pracując na stanowisku specjalisty ds. SEM optymalizował i pozycjonował serwisy Gazeta.pl oraz prowadził kampanie AdWords. W latach 2009-2012 roku odpowiedzialny za rozwój SearchLabu – agencji marketingu w wyszukiwarkach działającej w ramach Agory.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij