Czego słucha branża marketingowa? NowyMarketing sprawdza, jaką muzykę lubicie (cz. 3)

Czego słucha branża marketingowa? NowyMarketing sprawdza, jaką muzykę lubicie (cz. 3)

Jak słuchanie muzyki wpływa na pracę? Dlaczego muzyka inspiruje i jak bardzo jest istotna? Czego słucha branża marketingowa? Przedstawiamy kolejną część cyklu "Muzyka i marketing".

fot. unsplash.com
1. Wojtek Walczak, Melting Pot
2. Paweł Usakowski, Dyrektor operacyjny agencji ŁubuDubu PR
3. Filip Dąbrowski, New Business Manager, Focus Media Group
4. Radosław Dąbrowski, Dyrektor kreatywny agencji BYSS.pl
5. Mikołaj „Buszkers“ Stępień, DJ, reprezentant wytwórni U Know Me Records oraz Technical Account Manager w Sociomantic
6. Sandra Steinmetz, Specjalista ds. PR i Marketingu, PR Calling
7. Paulina Bochenek, Specjalista ds. PR, PR Calling
Następną część cyklu przeczytasz tu >

Wojtek Walczak
Melting Pot

Zacznę może od tego, że zawsze chciałem być muzykiem, ale jak widać, na chęciach się skończyło, bo w genach zabrakło mi zdecydowanie jakiegokolwiek muzycznego talentu. Dlatego przez długi czas skupiałem się na pochłanianiu muzyki w ilościach hurtowych najpierw z kaset (kupowanych w czasie wypraw z Węgrowa do Warszawy w sklepach na Mazowieckiej, Placy Bankowym i Hożej), potem już z CD (zamawianych często prosto z UK poprzez sklep na Starym Mieście), mp3 (czy ktoś pamięta jeszcze Kazaa czy eMule?) a od kilkunastu lat z vinyli na przemian z tą z braną garściami megabajtów z sieci.

Po tym wstępie nie będzie dziwne, że muzyka włączana jest przeze mnie w domu zaraz po obudzeniu się całej rodziny, a w Melting Pot jako pierwsza rzecz po moim wejściu do biura. Nic więc także dziwnego, że wyłączana jest zaraz przed moim wyjściem z biura, a często to, co gra sobie w pracy ma początek jeszcze w drodze do biura lub też po wyjściu, wracając do domu. Wszystko to oczywiście, tutaj lokowanie usługi, zazwyczaj za pośrednictwem Spotify, który pozwala słuchać tego, co się lubi i jakkolwiek banalnie to zabrzmi, odkrywać nowe, nieznane zespoły, kawałki, nastroje w niesamowicie prosty sposób. Ale czasami trzeba też posłuchać innych i tutaj może zaskoczenie - jeśli radio to studenckie Radio Kampus - sprawdźcie, a odkryjecie, szczególnie wieczorami ducha bardzo dawnej Radiostacji i dawnego Radio Roxy. A za dnia dowiecie się, gdzie studenci mogą zjeść do pełna za 10 złotych. To też ważne.

Ale wracając do muzyki. Tak, jak nie wyobrażam sobie pracy bez internetu, tak samo w momencie, kiedy jest internet nie wyobrażam sobie braku muzyki z sieci. A jeśli internetu nie ma, to słuchamy muzyki z vinyli. Zarówno w domu jak i w pracy.

A czego konkretnie? Tutaj nie ma żadnej reguły, chociaż oczywiście często dopasowuję muzykę do nastroju lub też na odwrót, nastrój do muzyki. Raz może być to Bauhaus, kiedy indziej Slade. Raz Sisters of Mercy albo Peter Hammill.

Czym zatem męczyłem strategów z Melting Pot ostatnio?

Przede wszystkim ostatnią płytą Leonarda Cohena - jedną z najwybitniejszych płyt o żegnaniu się z życiem i światem, ale wcale nie takiej smutnej, bo pisanej z perspektywy wielkiego człowieka. A przez to genialnej.

Słuchaliśmy też równie pięknej i smutnej płyty, którą żegna swojego tragicznie zmarłego syna Nick Cave. Niedługo przywitamy się z nim ponownie na koncercie. Żegnaliśmy też muzycznie oczywiście kolejnego z wielkich, czyli Davida Bowie. W jego przypadku The Best of to dobrych kilkanaście godzin muzyki.

W moim The best of 2016 wg Spotify znalazły się też, jak widzę płyty Andrew Birda, Jacoba Belensa, Handsome Furs, Korteza, Conora Obersta i Sufjana Stevensa. Ten ostatni też zresztą nagrał swoją płytę jako pożegnanie... swoich rodziców - płyta nazywa się Carrie and Lowell, a to dodatkowo płyta, z którą ja żegnałem niedawno swojego Tatę. Być może stąd ten nostalgiczny nastrój końca 2016 i początku 2017, czasu, który wielu fanów muzyki w okolicach 40 - tki zapamięta jako pożegnanie wielu wielkich muzyków.

Ale też nie było jak widzę smutno, bo na playliście mam też GoGo Penguin, The Notwist (genialni na koncertach, szczególnie dla garstki fanów w Warszawskiej Proximie), Mono, Pink Floyd, White Lies, PJ Harvey, The Radiohead (bardzo radosna ostatnia płyta;)), The Slow Show, Editors i The Wombats. A propos Radiohead - w tym roku oczywiście znowu nie pojedziemy na Openera.

Czy jeszcze muszę pisać, jak istotna jest muzyka w mojej pracy? Może na koniec tylko jedno zdanie - prawdziwym dziełem jest zmieścić w kilku minutach esencję tego, co się chce przekazać swoim graniem, wydobyć istotę przekazu, pobudzić emocje. I tego też zawsze staram się uczyć od tych największych także w swojej pracy. Chociaż wiem, że na Wembley z The Queen to raczej już nie wystąpię, nie ta fryzura.

Dobrego słuchania!

-----------------------------------------------------------

Paweł Usakowski
Dyrektor operacyjny agencji ŁubuDubu PR

Jakiego typu muzyki słuchasz podczas pracy?

Każdej. Najczęściej leci coś nowego, „zassanego” do mojej głowy z recenzji, opisów w gazetach czy serwisach muzycznych, z tego, co ktoś wspomni gdzieś w mediach, z tego, co ktoś wrzuci na Facebooku albo z tego, co polecają znajomi. „Nowe” nie zawsze oznacza, że jest to np. płyta wydana w ostatnich dniach czy tygodniach. Czasami jest to muzyka, której dopiero teraz posłuchałem, mimo że sam wykonawca z nazwy jest mi znany od lat i przeczytałem o nim dziesiątki artykułów w pismach muzycznych. Słucham raczej płyt albo koncertów, rzadziej playlist czy składanek. Gatunków muzycznych nie ma co wymieniać - nimi się raczej nie kieruję, bo takie szufladkowanie to ślepa uliczka – przecież coraz częściej muzyka wymyka się prostemu podziałowi: to rock, tamto indie a jeszcze tamto to pop. Wystarczy posłuchać takiego np. Biffy Clyro i już jest problem z określeniem, jaka to muzyka, a co dopiero jak na tapetę weźmie się takie np. Jazzombie.

Czyli w pracy słucham raczej nowości, ale na zmianę z płytami, które przesłuchałem dziesiątki czy setki razy.

Spoglądam na listę płyt na „moim” Tidalu i na profilu na YouTube (które są dla mnie na co dzień podstawowymi narzędziami do słuchania muzyki w pracy) i poza nowościami wspomnianymi na końcu, wygląda, że ostatnio słuchałem:

  • „I See You” - The XX – może nie jest to płyta tak dobra, jak ich debiut, ale może i też zyska jeszcze po kilku czy kilkunastu kolejnych przesłuchaniach
  • Dużo Vök (dla mnie to hit końca ubiegłego i tego roku, a przy okazji: za 2 miesiące mają minitrasę po Polsce)
  • „Skeleton Tree” - Nicka Cave
  • „Watch the Throne” - Jay-Z i Kanye West
  • „Guitars and Microphones” - Kate Pierson
  • „Union Town” - Tom Morello
  • Włoska wykonawczyni o pseudonimie Nada
  • Nahko & Medicine for the People
  • Suede
  • Street Sweeper Social Club („Promenade” to prawdziwie przebojowa petarda, która powinna być hitem list przebojów od Kioto po Brisbane, a chyba nic takiego nie miało miejsca, kiedy wyszedł singiel – przynajmniej w Polsce)
  • Lou Reed
  • The National
  • Sepultura wymiennie z Soulfly i Cavalera Conspiracy
  • Dr Misio
  • Cake
  • Ou Est Le Swimming Pool (jedna wydana płyta i smutna historia wokalisty)
  • Elliott Smith (tu równie dramatyczna historia)
  • Pidżama Porno
  • Akurat
  • Koniec Świata
  • Solowe płyty Micka Jaggera (lubię Rolling Stones, ale częściej niż ich „Exile on Main Street” słucham jednak Jaggerowego „Wandering Spirit)
  • VNV Nation – tutaj szczególnie ich muzyka z projektu „Gothic Meets Klassik”
  • Fisz, Fisz Emade. Fisz Emade i Tworzywo
  • Wszystkie wcielenia Pablopavo
  • Earl Jacob\
  • Aterciopelados – kolumbijski zespół, którego muzyka jest tak energetyczna, że można by nią ładować telefony i laptopy
  • Maria Peszek – wszystko oprócz debiutanckiej płyty, której nie rozumiem i niestety nie trafia do mnie zupełnie (przepraszam Pani Mario).

Na razie wystarczy, bo mógłbym tak długo, ale nie przesadzajmy, bo Marek Niedźwiecki zacznie mi zazdrościć, że znam więcej wykonawców niż On.

Tak przy okazji to dokładnie takiej samej muzyki słucham podczas pracy, jak i poza pracą. Z tym, że np. do biegania dobieram muzykę nieco inaczej. Musi być po prostu „biegalna”, czyli raczej nie Tom Waits czy Jeff Buckley (obydwaj przecież doskonali), bo wtedy czuję się, jakbym biegł w gorącym asfalcie, a bardziej The Kills czy Kaiser Chiefs, bo przy nich interwały stają się bułką z masłem.

Co daje Ci muzyka w pracy? Jak bardzo jest istotna?

Muzyka daje wszystko: kopa do działania, siły, pozwala rozjaśnić umysł i działa chyba podobnie jak kawa (której na co dzień w ogóle nie piję, więc nie wiem, jakie jest jej pobudzające działanie). Muzyka jest soundtrackiem do pracy biurowej i bez niej czuję, jakby czegoś brakowało. Zawsze pracuję przy muzyce i doskonale mi się przy niej myśli.

Dlaczego muzyka Cię inspiruje?

Może dlatego, że jest w ogóle soundtrackiem mojego życia od czasu, kiedy mając kilka lat „pomagałem” starszej kuzynce tłumaczyć tekst tytułowego utworu z popularnego wtedy serialu „Sandokan” („Sandokan, sandokan, dżiornoj so rero to kapitan” - dzięki Bożena). Od tego czasu muzyki słucham niemal zawsze, z małymi przerwami m.in. na wizyty w urzędach czy spanie. Muzyka inspiruje mnie również, kiedy sam ją robię. I są to inspiracje zarówno muzyczne / melodyczne, jak i typowo techniczne. Niemal zawsze słuchając jakiegoś utworu po raz kolejny, odruchowo i bezwiednie „rozkładam” go na czynniki pierwsze pod względem kompozycyjnym i technicznym, odkrywając, jak został zrealizowany, jakie ciekawe „patenty” zostały zastosowane, wychwytuję jakieś smaczki, użyte instrumenty itp. No i to już jest niekończące się źródło inspiracji. Z tym, że jestem zwolennikiem teorii (oczywiście swojej własnej), że jednak muzyka to przede wszystkim melodia i choćby nie wiadomo co z nią zrobić i jak wzbogacić realizacją albo „udziwnieniami” czy wręcz niekiedy ukryć w produkcji, to dobra piosenka to i tak zawsze taka, którą da się po prostu zagrać na gitarze akustycznej, a i tak będzie brzmiała jak milion dolarów.

Czego ostatnio słuchasz i co poleciłbyś?

Płyty:

  • „2015” - Miuosh x Jimek x NOSPR - 2015 (dzięki Gosia i Julek)
  • „PRO8L3M” - PRO8L3M – maniera głosowa wokalisty może irytować, ale tylko na początku, bo jak się człowiek do tego przyzwyczai jest już świetnie
  • „Elwan” - Tinariwen - wspaniale się ich muzyki słucha, szczególnie na koncercie
  • „Drony” - Fisz Emade Tworzywo - to muzyka tak dobra, że aż człowieka zazdrość zżera, że sam jej nie wymyślił
  • „Chaos pełen idei” - Wojtek Mazolewski - wielka postać na scenie muzycznej i świetna płyta z gościnnym udziałem wielu innych dużych nazwisk w polskiej muzyce.
  • „Lou” Joseph Arthur - covery Lou Reeda - nie jest to bynajmniej rewolucyjne spojrzenie na muzykę kumpla Andy’ego Warhola, ale dobrze się tego słucha
  • „Radiocontrolledrobot” - The Parlotones – tę płytę podrzucił mi kolega nabywający płyty w sieci w ilościach hurtowych (dzięki Szubi) i czasem podrzucający mi kilka z nich w prezencie, żebym posłuchał czegoś, czego na co dzień bym nawet nie wymyślił, nie mówiąc już o słuchaniu. Południowoafrykański zespół grający „zwykłe” piosenki, a jednak tak emocjonalnie i energetycznie, że kapcie spadają
  • „Hoka” - Nahko and Medicine for the People - natknąłem się na nich, szukając na YouTube jakichś kolejnych „sessions”, które zawsze są dla mnie źródłem nowej muzyki: Amsterdam Acoustics, Gondola Sessions, KEXP, Sofar Sounds, Cardinal Sessions itp. Prosta, niezwykle emocjonalna muzyka.
  • „Return to the Moon” - EL VY - projekt Matta Berningera z The National i Brenta Knopfa z Ramona Falls - ciekawe melodie, genialne teksty i wszechogarniający luz, który w muzyce uwielbiam.
  • „Marmur” - Taco Hemingway - przetykane pozostałymi ich płytami - był czas, że Taco (dzięki Marcin) był u nas w biurze soundtrackiem niemal całodziennym.

Nie chciałbym wyjść na wielbiciela wyłącznie mainstreamu, więc podrzucam propozycję płyt 2 zespołów z spoza głównego nurtu (zupełnie przypadkiem oba mają „drzewne” nazwy: „Za drzwiami” Wolność Ptaków Drażni Drzewa i „To mi szumi” Wiewiórka Na Drzewie (dzięki Karolina). Słucham tych płyt co jakiś czas i sam jeszcze nie wiem, czy ta muzyka zostanie ze mną na dłużej, ale nigdy nie cofam się przed największymi wyzwaniami muzycznymi, więc i tę muzykę muszę poznać bliżej.

Wykonawcy:

  • Vök (słuchajmy ich zanim staną się popularniejsi od Björk, wystąpią u Jimmy'ego Fallona i zaczniemy narzekać, że skończyli się na „Kill'em All”)
  • Nochnye Snaipery czy Smyslovye Gallyutsinatsii (Смысловы́е Галлюцина́ции) – bo język rosyjski tak wspaniale współgra z muzyką
  • Okean Elzy (Океан Ельзи) i 5'nizza czyli zespoły ukraińskie - ten język również wspaniale komponuje się z muzyką (dzięki Julia i Marcin)

No i zawsze: Tom Waits, John Frusciante, Ray Wilson, Jane’s Addiction, Jeff Buckley, Matisyahu, BB Brunes, Kent, Carla Bruni, James, Baxter Dury, Dry the River, Pavement (dzięki Krzysiek) i z jakaś setka innych wykonawców, których płyty są dla mnie ważne i często do nich wracam, tworząc podkład do codziennej pracy.

-----------------------------------------------------------

Filip Dąbrowski
New Business Manager, Focus Media Group

Jakiego typu muzyki słuchasz podczas pracy?

Rock, metal, punk – te rytmy grają mi w duszy od zawsze. Zaczęło się od Nirvany, kiedy byłem w podstawówce. :) Na co dzień wszystko zależy od nastroju, ale jest jeden zespół, który uwielbiam – to The Clash. Określany mianem „The only band that matters”, i jest w tym dużo prawdy. ;) Mam kilka biografii wokalisty tego zespołu, Joe Strummera, masę książek o The Clash (polecam „Joe Strummer and the Legend of The Clash”, napisaną przez bliską zespołowi osobę). Mój ulubiony album Clashów do słuchania w pracy to legendarny „London Calling” – muzyka, przy której świetnie mi się pracuje i łatwo mi się skupić. Chętnie słucham też ska (The Specials) i reggae (Bob Marley, Damian Marley).

Co daje Ci muzyka w pracy? Jak bardzo jest istotna?

Nie wyobrażam sobie życia bez muzyki – wiążę z nią wiele wspomnień, które wracają pod wpływem danej piosenki. Słuchawki i ulubiony kawałek pozwalają mi wyłączyć się i dobrze odseparować od świata zewnętrznego, kiedy potrzebuję chwili skupienia. Fajny, energiczny kawałek może również bardzo dobrze zmotywować do pracy. ;)

Dlaczego muzyka Cię inspiruje?

Bo dodaje energii i poprawia humor!

Czego ostatnio słuchasz i co poleciłbyś?

Nowa płyta Green Day „Revolution Radio” – solidny album, w styczniu byłem na koncercie go promującym! Band trzeba zobaczyć na żywo, mają świetny kontakt z publiką.

Pezet / Noon „Muzyka klasyczna” – ostatnio słucham tego dość często, fajny flow, no i beat od niezawodnego Noona.

Cool Kids Of Death „Plan ewakuacji” – najnowszy album chłopaków z Łodzi, z każdym przesłuchaniem brzmi coraz lepiej, polecam!

A w tej chwili na słuchawkach leci „Whatever People Say I Am, That's What I'm Not”, moja ulubiona płyta Arctic Monkeys. :)

Z resztą, posłuchajcie sami:

Green Day „Youngblood”:

Pezet / Noon „Refleksje”:

Cool Kids Of Death „Wiemy wszystko”:

Arctic Monkeys „Mardy Bum”:

-----------------------------------------------------------

Radosław Dąbrowski
Dyrektor kreatywny agencji BYSS.pl

Jakiego typu muzyki słuchasz podczas pracy?

O ile nie trwa akurat zauroczenie kolejnym muzycznym odkryciem, ze słuchawek płynie najczęściej modern classical, kraut, post, psych i spacerock, ambient lub dubowe techno, często afrobeat.

W najciemniejsze dni mijającej zimy świetnie sprawdziło się "field recording" z pokładu lodołamacza.

Co daje Ci muzyka w pracy? Jak bardzo jest istotna?

Przede wszystkim doskonale odgradza od biurowego szumu. Słuchawki na uszach to najlepszy odpowiednik karteczki "nie przeszkadzać".

Zdarzają mi się dni bez kawy, ale nie bez ścieżki dźwiękowej.

Dlaczego muzyka Cię inspiruje?

Inspiruje to za dużo powiedziane, prędzej relaksuje, co ułatwia efektywne wykorzystanie szarych komórek.

Czego ostatnio słuchasz i co poleciłbyś?

Z nowych rzeczy gitarowych zdecydowanie debiutancki album ARRM - godna kontynuacja dokonań Earth lub Bohren & der Club of Gore

Jestem świeżo po lekturze komiksu "Love in vain" o bluesmanie Robercie Johnsonie, więc wciąż towarzyszą mi jego "dzieła zebrane"

Do potupania nóżką intrygująca, zeszłoroczna kompilacja starych elektronicznych nagrań z wysp Zielonego Przylądka

-----------------------------------------------------------

Mikołaj „Buszkers“ Stępień
DJ, reprezentant wytwórni U Know Me Records oraz Technical Account Manager w Sociomantic

Czego słucha branża marketingowa? Tego, co akurat uda mi się puścić w biurze! Jako lokalny biurowy (choć nie tylko) DJ, czasami przemycam trochę muzyki w trakcie dnia. Nie, żebym był osobą do tego desygnowaną, po prostu jedyne głośniki stoją na moim biurku... ;)

Z reguły puszczam coś mało inwazyjnego, z pogranicza soulu i jazzu, najczęściej audycje radiowe – Gilles Peterson z BBC Radio 6 lub Lefto z belgijskiego Studio Brussel. Staram się unikać muzyki house lub techno, gdyż repetytywne dźwięki nie cieszą się u nas powodzeniem. Gdy przełączam się na słuchawki, to królują już inne brzmienia. W zależności od natłoku pracy, mam trzy różne strategie.

1. Kiedy zadań jest dużo i trzeba „przycisnąć”, puszczam coś mocniejszego z okolic brytyjskiej muzyki basowej – Flava D, Champion, czy audycja Plasticiana z Rinse.FM.

2. Gdy muszę się mocno skupić na jakimś zadaniu koncepcyjnym, wolę coś spokojniejszego. Ja mówię na to skandynawskie pejzaże, ale poprawnymi szufladkami byłyby „modern classical” lub „experimental”. Polecam dwa polskie albumy z zeszłego roku w tej stylistyce – Wacław Zimpel „Lines” i Resina „Resina”.

3: Jak mam mniej pracy i wkrada się biurowa „proza życia” lubię zajrzeć na Tidala i posłuchać nowych albumów. Ostatnio mocno męczę „Kawalerkę” Bitaminy, „Sotei” autorstwa (uwaga!) Sotei ;) oraz „A Thousand Skies” Clap! Clap!.

Podsumowując, muzyka w branży marketingowej (jak i ogólnie w życiu) jest mega ważna. Inspiruje, napędza, pomaga się skupić. Wszystko w zależności od potrzeb. To właśnie jest w niej najfajniejsze i dlatego zajmuję się nią na co dzień. A tych, którym spodobały się moje propozycje, zapraszam w piątki na audycję w radiu Kampus.

-----------------------------------------------------------

Sandra Steinmetz
Specjalista ds. PR i Marketingu, PR Calling

Jakiego typu muzyki słuchasz podczas pracy?

W zależności od humoru i rodzaju obowiązków, które wykonuję w danej chwili, słucham w pracy bardzo różnej muzyki. Jest to zazwyczaj to, co włączam na co dzień, czyli muzyka lat 80, elektronika, pop, ale także muzyka niezależna. Lubię znać wykonawców z niemal każdego gatunku, więc zdarza mi się także słuchać jazzu, hip-hopu, rocka progresywnego czy poezji śpiewanej.

Jeżeli mam do zrobienia rzeczy bardziej żmudne czy też powtarzalne, wybieram muzykę dynamiczną, która uprzyjemni mi ten czas. Podobnie, gdy myślę o jakieś koncepcji czy potrzebuję chwili na myślenie kreatywne. Z kolei, gdy muszę skoncentrować się nad jakimś tekstem czy też dobrze przemyśleć dane zagadnienie, wybieram muzykę spokojniejszą, mniej inwazyjną, akustyczną bądź smyczkową.

Co daje Ci muzyka w pracy? Jak bardzo jest istotna?

Muzyka zajmuje w moim sercu miejsce szczególne i nie wyobrażam sobie bez niej życia. W pracy, podobnie jak wszyscy, spędzam dużą część swojego życia, więc co oczywiste towarzyszy mi ona także w tym czasie, uprzyjemniając codzienne obowiązki/ ;) Nie lubię słuchać radia, dlatego YouTube bądź Spotify to moje obowiązkowe karty w przeglądarce. Słucham wtedy swoich własnych playlist albo pozwalam YouTube’owi zapętlić piosenki – często przypominam sobie wtedy o jakimś utworze, o którym już zapomniałam.

W piątek natomiast zazwyczaj robimy w agencji dzień wspominkowych guilty pleasures i włączamy panteon kiczowatych hitów lat dziewięćdziesiątych oraz dwutysięcznych. Wszyscy w PR Calling jesteśmy mniej więcej w podobnym wieku, dorastaliśmy słuchając tych samych hitów, także lubimy je sobie poprzypominać. Dzięki temu nie tylko pracuje nam się przyjemniej, ale lepiej się poznajemy, wspólnie żartujemy, dzięki czemu jesteśmy zgranym i lubiącym się zespołem. :)

Dlaczego muzyka Cię inspiruje?

Ulubiona muzyka przede wszystkim ładuje mnie pozytywną energią, dzięki czemu pracuje mi się efektywniej. Bardzo lubię tańczyć i w zasadzie ciągle coś nucę albo do czegoś „przytupuję” – bardzo mnie to relaksuje, a dzięki temu z pewnością jestem bardziej kreatywna.

Czego ostatnio słuchasz i co poleciłbyś?

Disco-funkowe klasyki przełomu lat 70 i 80, czyli Jacksons 5,

Earth Wind & Fire, Kool & The Gang, Chic. Poza tym, pozostając w klimacie epoki, na moich playlistach przewija się też Wham,

Duran Duran, The Smiths, Talking Heads, The Clash oraz XTC.

Z muzyki elektronicznej mogę polecić nasz polski KAMP,

a poza tym Alexa Metrica, Louisa La Roche i Todda Terje.

Gdy potrzebuję czegoś spokojniejszego, wybieram The Clientele,

Feist, The Sea and Cake lub Sufjana Stevensa.

Jako, że czuję już wiosnę w powietrzu, wróciłam też do Taco Hemingwaya oraz do remixów The Chainsmokers.

-----------------------------------------------------------

Paulina Bochenek
Specjalista ds. PR, PR Calling

Jakiego typu muzyki słuchasz podczas pracy?

Muzyka kojarzy mi się z podróżowaniem. To, gdzie ruszam każdego dnia w pracy, zależy nie tylko od zadań, które mam do wykonania, ale także od nastroju i samopoczucia. Jeśli muszę popracować koncepcyjnie lub nad tekstem, wybieram spokojne okolice z prawdziwie angielską pogodą, czyli pianistów, muzykę filmową, indie, czasem muzykę elektroniczną. Kiedy muszę podkręcić tempo i być kreatywną, wybieram roztańczone białe wyspy, a wraz nimi muzykę taneczną, koniecznie z dudniącym basem i dobrym damskim wokalem. Czasem bywa, że w głowie mam… gruzińskie stepy, wtedy motywuję się rockiem i metalem. Nie zamykam się na żaden gatunek, słucham w zasadzie wszystkiego.

Co daje Ci muzyka w pracy? Jak bardzo jest istotna?

Zawsze miałam bzika na punkcie muzyki i tańca, więc jest tego aż za dużo – zarówno w życiu osobistym, jak i zawodowym. W pracy to ona kształtuje mój nastrój i motywuje do mierzenia się z zadaniami. Bywa też, że całkowicie rozkłada mnie na łopatki i jestem wtedy do niczego. Te momenty w ciągu dnia lubię najbardziej, bo w natłoku obowiązków chwila przerwy i regeneracji jest bardzo ważna.

Dlaczego muzyka Cię inspiruje?

Muzyka inspiruje mnie, bo miesza w emocjach. To przejaw geniuszu ludzi, którzy potrafią tak łączyć ze sobą różne elementy, by wyszła z nich nierozerwalna całość! Mam do nich ogromny szacunek.

Ulubionego utworu mogę słuchać w kółko i za każdym razem słyszę coś innego – najpierw świetny wokal, później tekst, smyczki, linię basową, a na końcu zachwycam się produkcją bądź teledyskiem. Muzyka inspiruje mnie, bo jest bardzo skomplikowana i jednocześnie bardzo prosta. Proces jej tworzenia to długie godziny, a smutek czy radość potrafi wywołać w ciągu minuty.

W sumie… nie ma rzeczy, która ma na mnie większy wpływ. :)

Czego ostatnio słuchasz i co poleciłbyś?

Ostatnio zafiksowałam się na Aquilo – Silhouettes Trilogy. Bardzo polecam każdy z trzech numerów, ale koniecznie trzeba ich posłuchać oglądając teledyski!

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij