Nostalgia znów przejmuje feedy, ale #2016challenge to już nie tylko sentymentalna zabawa. W trzeciej części cyklu pytam ekspertów o to, jak trend wpływa na użytkowników, marki i bezpieczeństwo w sieci – oraz gdzie kończy się niewinna retrospekcja, a zaczynają realne ryzyka. Swoimi spostrzeżeniami podzielili się:
- Aleksandra Farenholc z Group One,
- Michał Piorunek z agencji White Bits ,
- Adam Kassenberg z Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych.
Zerknij też na pierwszą i drugą część serii.
Zobacz również

Aleksandra Farenholc
Senior Social Media & Content Specialist
Group One
W jaki sposób ten trend może wpłynąć/wpływa na internautów?
Trend działa przede wszystkim na poziomie emocjonalnym, uruchamia nostalgię i proste porównania „kiedyś vs. dziś”. Czy osobiście dostrzegam w nim głębszą refleksję nad zmianami, zarówno osobistymi czy kulturowymi? Nie. To raczej forma zabawy, kolejny post na feedzie, który wpisuje się w bieżący rytm mediów społecznościowych.
Instagram testuje zmianę widoku profilu: „Following” zastąpione przez „Friends”
Dla wielu twórców i marek to moment, który wykorzystują w celu zwiększenia widoczności i
wygenerowania większego zasięgu. Jednocześnie, jak wiele viralowych formatów, trend ten polaryzuje odbiorców: jedni postrzegają go jako sentymentalny powrót do przeszłości, inni zwracają uwagę na kwestie prywatności, wykorzystywania danych oraz trenowania modeli AI na treściach masowo udostępnianych w sieci.
Słuchaj podcastu NowyMarketing
Z czego wynika jego popularność?
Popularność wynika z samej natury trendów internetowych. Ludzie powielają zachowania, narracje i formaty, które widzą u innych. Zwłaszcza gdy są proste, emocjonalne i łatwe do personalizacji. Rok 2016 jest wystarczająco „odległy”, by budzić nostalgię, a jednocześnie na tyle bliski, by większość użytkowników mediów społecznościowych mogła się z nim utożsamić. To połączenie dostępności, sentymentu i efektu społecznego naśladownictwa.
Czy nostalgia będzie dominującym trendem przez kolejnych 11 miesięcy, czy to już końcówka tego rozdziału w historii marketingu?
Nostalgia jako narzędzie marketingowe raczej nie zniknie, ale jej forma będzie się zmieniać. Odwołania do „lepszych czasów” sprzed dekady są cykliczne i powracają falami, zwłaszcza w momentach niepewności społecznej czy technologicznej. Trudno jednak zakładać, że taki format jak #2016challenge utrzyma się przez kolejne 11 miesięcy. Bardziej prawdopodobne jest, że ustąpi miejsca nowym wariacjom nostalgii lub innym emocjonalnym narracjom.

Michał Piorunek
Social Communications Consultant
agencja White Bits
#2016challenge, czyli pozornie prosty powrót do zabawnych ubrań, fryzur i filtru z pieskiem na Snapchacie. To też westchnienie do czasów, które z dzisiejszej perspektywy wydają się spokojniejsze. Internauci chętnie dzielą się swoimi zdjęciami sprzed dekady i jest w tym duża doza nostalgii. To ona jest głównym powodem, dlaczego niepozorne galerie z zapomnianymi fotkami trendują na całym świecie.
Skoro już jesteśmy przy nostalgii – to potężne narzędzie, które jest coraz częściej używane w reklamie i marketingu. Marki tworzą retro edycje swoich produktów, w branży gier drugie życie dostają stare kultowe tytuły, a młodzi ludzie ubierają się jak ich rówieśnicy dobre kilka pokoleń wstecz – wystarczy spojrzeć choćby na outfity inspirowane Y2K. Nostalgia może być trendem 2026 roku – i nie tylko. Choć ,,trend” to złe słowo. Mówimy o uczuciu, które nie przeminie – najwyżej zmienią się czasy, które będziemy wspominać.
Sam nie wziąłem w tym udziału, choć przeglądałem galerię ze zdjęciami z tamtego okresu. Jednak chętnie sprawdzam posty znajomych i patrzę, jak się zmienili przez te 10 lat. Często też natykam się na wspominkowe wrzutki artystów, których lubię i myślę sobie „O! Pamiętam ten czas!”.
A trend jest tak nośny też dlatego, że w czytelny, nie wymagający tłumaczenia sposób pokazuje przebytą drogę i progres. To dobre narzędzie właśnie dla artystów, twórców, influencerów.

Adam Kassenberg
Kierownik Specjalizacji Cybersecurity
Polsko-Japońska Akademia Technik Komputerowych
Publikowanie starych zdjęć w internecie – czy to naprawdę bezpieczne?
Takie działania wiążą się z realnymi zagrożeniami dla prywatności i bezpieczeństwa w sieci. Udostępnianie zdjęć z przeszłości może prowadzić do poważnych negatywnych konsekwencji oraz narażać nas na różnego rodzaju ryzyka.
Nadmierne udostępnianie informacji prywatnych stare zdjęcia często zawierają szczegóły, których dziś już nie umieszczalibyśmy świadomie: tablice rejestracyjne samochodów, numery domów, nazwy szkół lub firm na koszulkach, charakterystyczne miejsca w tle. Te elementy mogą być wykorzystane do doxxingu – czyli ujawniania tożsamości i danych osobowych. Ktoś, kto chce nam zaszkodzić (stalker, oszust, były partner/ka), może połączyć te informacje z innymi publicznie dostępnymi danymi i zbudować bardzo dokładny profil naszej osoby: gdzie mieszkaliśmy, gdzie pracowaliśmy, z kim się spotykaliśmy.
Metadane (EXIF) w zdjęciach
Wiele starych zdjęć cyfrowych (szczególnie z aparatów i telefonów sprzed 10–15 lat) zawiera wbudowane metadane: dokładną datę, godzinę i współrzędne GPS miejsca wykonania. Jeśli nie usuniemy tych danych przed publikacją, udostępniamy potencjalnie bardzo precyzyjne informacje o tym, gdzie byliśmy w konkretnym momencie. Narzędzia do usuwania metadanych są proste i darmowe, ale większość osób o tym zapomina.
Boty i automatyczne zbieranie danych
Internet jest pełen botów, które masowo przeszukują portale społecznościowe i pobierają zdjęcia. Zebrane obrazy trafiają do ogromnych baz danych używanych m.in. do:
- trenowania modeli rozpoznawania twarzy (np. przez firmy technologiczne lub służby),
- tworzenia deepfake’ów – fałszywych materiałów wideo lub zdjęć,
- oszustw typu romance scam lub impersonacji.
W ostatnich latach głośne były przypadki, gdy stare zdjęcia zwykłych użytkowników były wykorzystywane do tworzenia fałszywych profili na portalach randkowych lub do szantażu.
Reverse image search i łączenie danych
Narzędzia, takie jak Google Reverse Image Search czy TinEye, pozwalają łatwo znaleźć wszystkie miejsca w sieci, gdzie dane zdjęcie się pojawia. Jeśli opublikujemy stare zdjęcie, ktoś może znaleźć inne nasze zdjęcia (np. z zamkniętych profili lub starych blogów) i połączyć je w całość. To zwiększa ryzyko, że informacje, które uważaliśmy za zapomniane, nagle staną się publicznie dostępne.
Długoterminowe konsekwencje
To, co wrzucimy dziś, pozostaje w internecie na zawsze (lub bardzo długo). Zdjęcie z imprezy sprzed 20 lat może zostać odkopane przez przyszłego pracodawcę, współpracownika czy nawet dziecko. W erze cancel culture i szybkiego udostępniania treści kontekst może zostać wypaczony.
Jak zminimalizować ryzyko?
- Przed publikacją usuń metadane (narzędzia: ImageOptim, ExifTool, wbudowane funkcje w telefonach).
- Przytnij lub zamaż elementy identyfikujące (twarze innych osób, tablice, adresy).
- Używaj ustawień prywatności – publikuj tylko dla znajomych, nie publicznie.
- Zastanów się dwa razy: czy naprawdę potrzebuję udostępniać to zdjęcie całemu światu?
Podsumowując: publikowanie starych zdjęć nie jest samo w sobie złe, ale wymaga świadomości ryzyka. Internet nie zapomina, a to, co dziś wydaje się niewinne, jutro może stać się źródłem problemów. Warto pamiętać, że prywatność to nie paranoja – to rozsądek w cyfrowym świecie. W 2025 roku w USA głośna była sprawa, gdy oszuści podszywali się pod policję, żeby wyłudzić dane od firm tech – wszystko po to, by doxxować zwykłych użytkowników (np. ze starych postów na Instagramie). Inny przykład: kobiety na portalach randkowych – stare zdjęcia z wakacji pozwalały stalkerom znaleźć adresy via reverse image search. Kończyło się nękaniem, kradzieżą tożsamości czy nawet wizytami pod domem.
Rosyjskie kanały na Telegramie masowo doxxują Europejczyków (z Niemiec, Francji, Polski itp.), którzy pojechali walczyć lub pomagać Ukrainie. Publikują zdjęcia, adresy, dane rodzin – setki przypadków! Konsekwencje? Groźby śmierci, nękanie rodzin, niektórzy wracali do domów w strachu.