W jednej z warszawskich dzielnic – Saskiej Kępie – na witrynie sieci cukierni Lukullus pojawił się różowy napis graffiti. Jak się okazało – to część nietypowej promocji z okazji 80. urodzin firmy.
Mieszkańcy oburzeni, konserwator zapowiedział kontrolę
Na oryginalną i, jak się okazało, kontrowersyjną formę promocji zdecydowała się sieć cukierni Lukullus. Na jednej z witryn lokalu znajdującego się na terenie warszawskiej Saskiej Kępy pojawiło się graffiti z napisem „LXXX”, który ma symbolizować 80-lecie firmy. Do jego namalowania wykorzystano kolor magenty, znany jako barwa pasji, przyszłości oraz rebelii.
Symbol został wprowadzony przez cukiernię w ramach promocji w różnych materiałach wizualnych, w tym również jako graffiti na witrynach lokali. Pomysł wzbudził jednak oburzenie wielu mieszkańców stolicy (i nie tylko), między innymi dlatego, że zrealizowano go w strefie objętej ochroną konserwatorską. Nie da się również ukryć, że graffiti wciąż kojarzy się większości społeczeństwa z wandalizmem oraz oszpecaniem budynków.
Wśród krytycznych głosów pojawiły się między innymi te, dotyczące podstawowych kwestii prawnych związanych ze zorganizowaniem akcji. Główną wątpliwość budziło to, czy tego rodzaju działanie promocyjne zostało uzgodnione z konserwatorem zabytków oraz czy nie nadużyto przestrzeni publicznej. Oburzone graffiti osoby podkreślają także, że tworząc takie napisy, zachęca się innych do bezkarnego tworzenia podobnych rysunków.
Sprawą zainteresował się również konserwator zabytków, który zapowiedział, że wystosuje odpowiednie pismo do Lukullus oraz zleci kontrolę.
Cukiernia wydała oświadczenie
Właściciele cukierni opublikowali w sieci oświadczenie, w którym tłumaczą, że wybrana forma promocji, jaką zostało graffiti ma być symbolem patrzenia w przyszłość marki. „Chcemy opowiadać o Lukullusie z perspektywy wyobrażonego prawnuczka, a nie tylko z perspektywy dziadka Jana Dynowskiego, który otworzył cukiernię w 1946 roku przy Stalowej na Pradze. Chcemy marzyć, a nie być w muzeum. Myśleć o 2046!” – napisano.
Jednocześnie podkreślono, że celem podjętych działań nie było oburzenie odbiorców. Firma przeprosiła za stworzone napisy oraz obiecała, że znikną one jak najszybciej. Na Saskiej Kępie tak szybko, jak pozwoli pogoda, natomiast w pozostałych lokalizacjach – w pierwszych dniach lutego.
Zdjęcie główne: Paweł Loedl (LinkedIn)