Taco Hemingway wypuścił nowy album po dłuższej przerwie, a internet natychmiast zareagował. Tym razem jednak nie chodziło o debatę na temat kondycji polskiego rapu, ale o… apteki. Piosenka „Zakochałem się pod apteką” wywołała falę dyskusji. Wystarczyło jedno konkretne słowo – nazwa leku – by uruchomić efekt domina.
Raper na początku utworu wprowadza wątek apteczny, który stał się osią kontrowersji. W piosence słyszymy:
Zobacz również
„Idę rano po Solpadeinę,
stoi postać, jej głowa jest w dymie,
zwykle są tu staruszki i starcy,
nie sądziłem, że spotkam dziewczynę”.
W kolejnych wersach pojawia się scena odmowy sprzedaży leku przez farmaceutkę.
Smoothie z automatu? Żabka testuje nowe urządzenie
Narracja artystyczna a realne zachowania konsumentów
W utworze Taco Hemingwaya apteka stała się tłem dla krótkiej, filmowej sceny: poranna wizyta, odmowa sprzedaży leku, przypadkowe spotkanie i gest dziewczyny, która finalnie kupuje preparat bohaterowi. To historia wpisująca się w charakterystyczny dla artysty styl – osadzony w codzienności, pozornie banalny.
Słuchaj podcastu NowyMarketing
Tym razem jednak ta „codzienność” wyszła według niektórych poza ramy piosenki, bowiem w aptekach zaczęto zauważać zwiększone zainteresowanie konkretnym preparatem, a na TikToku pojawiły się setki filmów, w których młodzi użytkownicy prezentowali lek jako element popkulturowego inside joke’u, symbol przynależności do fandomu lub – wprost – najtańszy „merch” rapera.
Dlaczego ten lek to nie zwykły „rekwizyt”?
Kontrowersje wokół piosenki i wykorzystania w niej konkretnej nazwy preparatu nie wzięły się znikąd. Lek wymieniany w piosence zawiera kodeinę – substancję o działaniu opioidowym, która w organizmie przekształca się w morfinę. Z tego powodu jego sprzedaż w aptekach podlega ścisłym zasadom: farmaceuta ma prawo odmówić wydania leku, jeśli uzna, że może on zostać użyty w sposób niezgodny z przeznaczeniem. I dokładnie taka scena pojawia się w tekście piosenki.
Czy piosenka może być reklamą?
Sprawą zainteresował się w końcu Główny Inspektorat Farmaceutyczny. Do urzędu nie wpłynęły oficjalne skargi, jednak mimo to, wszczęto działania sprawdzające, czy wykorzystanie nazwy leku w utworze nie narusza przepisów prawa farmaceutycznego. Kluczowe pytanie brzmi: czy artystyczna narracja może zostać uznana za formę reklamy?
Co mówi prawo? Reklamą produktu leczniczego może być każde działanie, które potencjalnie zachęca do jego stosowania – niezależnie od intencji twórcy. Co więcej, reklama leków zawierających substancje o działaniu odurzającym podlega dodatkowym ograniczeniom i musi spełniać konkretne wymogi informacyjne.
Dla lekarzy i farmaceutów problemem nie jest sama obecność apteki w utworze, ale potencjalny efekt normalizowania ryzykownych zachowań. W ich opinii popkultura, nawet jeśli nieintencjonalnie, może oswajać młodych odbiorców z substancjami, których nadużywanie powoduje poważne zagrożenia zdrowotne.