Jeszcze kilka miesięcy temu Kakobuy był dla większości polskich internautów nazwą z niszy. Dziś platforma wraca do obiegu z dużą siłą. Jak podała „Rzeczpospolita”, w marcu 2026 roku zainteresowanie marką w Google Trends znów wzrosło do poziomów z września i października 2025 roku. Według Similarweb serwis kakobuy.com zanotował w marcu około 5,8 mln wizyt, czyli wzrost o 56,28 proc. miesiąc do miesiąca. Co ważne, Polska była największym źródłem ruchu i odpowiadała za 41,21 proc. odwiedzin.
Na pierwszy rzut oka porównanie do Temu wydaje się naturalne. Znów chodzi przecież o tani import z Chin i szybki wzrost rozpoznawalności. Problem w tym, że oba podmioty działają inaczej. Z oficjalnych opisów Kakobuy wynika, że to przede wszystkim agent zakupowy i logistyczny, który pomaga zamawiać towary z chińskich platform takich jak Taobao, 1688, Tmall, czy Weidian. Użytkownik nie trafia więc do klasycznego marketplace’u z własną, szeroką witryną produktową, lecz do pośrednika, który organizuje zakup, magazynowanie, kontrolę i wysyłkę. Sama aplikacja opisuje tę usługę jako „one-stop full process services for purchasing and transporting Chinese goods”.
Zobacz również
To właśnie ten model odróżnia Kakobuy od Temu. Temu działa jak masowy marketplace z ogromną skalą i silną obecnością w polskim e-commerce. Similarweb pokazuje, że w marcu 2026 roku temu.com zajmowało 3. miejsce wśród marketplace’ów w Polsce i 4. miejsce w całej kategorii e-commerce. Kakobuy jest przy tym graczem dużo mniejszym i bardziej wyspecjalizowanym, nawet jeśli rośnie szybko.
Z perspektywy marketingowej najciekawsze jest jednak co innego. Wzrost Kakobuy nie wygląda na efekt wielkiej kampanii mediowej. Similarweb wskazuje, że aż 69,97 proc. ruchu do serwisu pochodzi z wejść direct. Dużą rolę odgrywają też organic search i referrals. To sugeruje model wzrostu oparty bardziej na społeczności niż na klasycznym performance marketingu.
Wokół marki funkcjonują poradniki na YouTube, serwery Discord i cały obieg tzw. spreadsheetów, czyli zbiorów linków do produktów, często uzupełnianych o zdjęcia QC i rekomendacje. To bardziej mechanika internetowego polecenia niż szerokiej kampanii displayowej.
ING Bank Śląski zmienia nazwę bramki płatniczej na ING Pay
Na tym polega siła tego case’u. Kakobuy nie próbuje dziś wygrać walki na największy zasięg, lecz na najsprawniejszy obieg w społeczności. Użytkownicy sami uczą kolejnych użytkowników, jak zamawiać, jak łączyć przesyłki i jak poruszać się po chińskich platformach. Oficjalna strona podkreśla też elementy, które dobrze rezonują w takim modelu: darmowe przechowywanie w magazynie przez 100 dni, możliwość łączenia zamówień oraz kontrolę produktów po dotarciu do magazynu. To są detale operacyjne, ale w praktyce stają się argumentami marketingowymi, bo odpowiadają na realne bariery zakupowe.
Słuchaj podcastu NowyMarketing
Ten wzrost nie odbywa się jednak w próżni. W tle są dwa ważne wątki. Pierwszy to zaufanie. Trustpilot pokazuje mieszane opinie o platformie, z powtarzającymi się uwagami dotyczącymi produktów, dostawy i obsługi zamówień.
Drugi to kwestia zgodności i podróbek. W help center Kakobuy istnieje ścieżka zgłaszania naruszeń dotyczących counterfeit complaints, co samo w sobie pokazuje, że temat jest obecny w ekosystemie takich zakupów. Szerszy kontekst też jest istotny, bo według OECD i EUIPO wartość importu podróbek do Unii Europejskiej wynosiła 117 mld dolarów, czyli 4,7 proc. całego importu UE.
Do tego dochodzą regulacje. W styczniu 2026 roku UOKiK nałożył kary na Zalando i Temu za nieprawidłowe informowanie o promocjach. Z kolei pod koniec marca Rada UE i Parlament Europejski uzgodniły reformę celną, która ma lepiej odpowiadać na lawinowy wzrost przesyłek e-commerce. Komisja Europejska podawała, że w 2025 roku do UE trafiło około 5,9 mld przesyłek o niskiej wartości, z czego ponad 90 proc. pochodziło z Chin. To oznacza, że rosnące platformy i pośrednicy zakupowi będą działać pod coraz większą presją kontroli, przejrzystości i zgodności.