ZIMNO, czyli marketing postawiony na głowie

ZIMNO, czyli marketing postawiony na głowie

Rozmawiamy z Michałem Starkowskim pomysłodawcą i założycielem marki ZIMNO, od 6 lat podbijającej alpejskie stoki i europejskie plaże.

Czy to wszystko nie jest postawione trochę na głowie?

Jest i o to chodzi! W marketingu nie ma być nudno, czy przewidywalnie. Ma być uczciwie, ale ciekawie. Po co robić coś tak jak wszyscy? Chcemy odpowiedzieć na potrzeby osób zainteresowanych ciekawą, trwałą i dopracowaną odzieżą w nieszablonowy sposób.

Nieszablonowy, czyli jaki?

Przede wszystkim zależy mi na tym, żebyśmy dostarczali najwyższej jakości odzież: to jest już uczciwym podejściem. W drugiej kolejności chcemy, żeby ludzie wiedzieli, że nasze ceny są stałe, nie zależą od kierunku wiatru w Ugandzie, czy nastroju danego marketera. Nie robimy promocji, wyprzedaży, obniżek związanych z dniem tygodnia, porą roku, zachowaniem konkurencji etc. Schemat jest prosty: kupujesz bluzę, możesz być pewny, że jutro nie będzie tańsza, a Ty nie poczujesz się oszukany. Nowe modele mogą być tańsze w przedsprzedaży, czy zaraz po wejściu do sklepu, później nigdy nie będą już kosztowały mniej.

Na coś jest gorszy popyt? Trudno, rozdamy partnerom albo sprzedamy „w swoim czasie”, ale nie zrobimy obniżki.

Nasze ceny są też bardzo uczciwe. Oscylujemy w okolicach marży 50%, dzięki temu, że sami sprzedajemy swoje produkty kanałem online’owym i nie musimy dzielić się marżą. Biorąc pod uwagę cenę dzianiny, ilość dodatków, dbałość o detal, trwałość szycia, ceny są bardzo korzystne. Większość naszych bluz szyjemy z materiałów o gramaturze 340, czyli chyba najgrubszej dostępnej na rynku. Nasze kurtki narciarskie czy snowboardowe mają parametry 15.000/15.000. Produkujemy snowboardy w prawie identycznej technologii, co lider światowego rynku.

Nie robicie obniżek, ale czy to sensowne, jeśli w sam czarny piątek część firm generuje znaczny procent rocznego obrotu?

Tak, to głęboko przemyślana strategia. Uważamy, że więcej osób kupi nasze produkty w listopadzie, bo nie czeka na Black Friday. Wierzymy głęboko, że ludzie chcą kupić naszą bluzę na snowboard, a nie jakąś bluzę. Ktoś jedzie na Islandię? Wybiera rozpinaną bluzę ZIMNO, nie zwykłą bluzę z kapturem. Nasi marketerzy wiedzą, że każda promocja to oddanie części marży, czasami też z bluz, które ktoś byłby skłonny kupić za pełną cenę. Lepiej też rosnąć dosyć stabilnie: nas zadowala obecny wzrost sprzedaży wygenerowany głównie poprzez wysoką jakość, a nie przebiegłe sztuczki marketerów.

Nie wiem, czy to do końca przemawia…

Często spotykamy się z takim właśnie podejściem: czemu nie zachęcić ludzi do kupna właśnie dziś jakimś rabatem? Albo: czemu nie zrobić ograniczonej czasowo oferty? My mamy inną filozofię: chcemy działać uczciwie, zachęcając pięknymi wzorami, ciekawym designem. Nie ukrywam, że kupujący nasze bluzy z kapturem to też pewna „społeczność” ludzi kochających góry, aktywność na świeżym powietrzu, surfing etc. Dla naszej marki jeździ topowy polski snowboardzista Kuba Wolak, zdarzało nam się też współpracować z Wojtkiem „Gniazdo” Pawlusiakiem, Jędrkiem Baranowskim. Latem na windsurfingu pływał dla nas Robert Sosnowski, który po sezonie dostał od kolegów ksywkę „Zimno”. Wnosimy, że dobrze wywiązał się ze swoich zadań (śmiech).

Czy osoby pracujące u Was w firmie same są pasjonatami gór?

Jak najbardziej! Wielu naszych pracowników kocha góry bardziej niż jakiekolwiek miejsce na ziemi i chętnie spędza tam czas (niektórzy z naszych współpracowników blisko pół życia i nie mówię, to o Kubie Wolaku, który mieszka w Zakopanem). Zależy mi szczególnie, żeby od naszej odzieży czuć było ten charakterystyczny „powiew gór”. Co ciekawe bardzo blisko współpracujemy od paru lat z marką SnowShow, dzięki czemu możemy trafić do wielu młodych pasjonatów gór takich, jak my! Wspólnie z nimi organizujemy ZIMNO Freeride Camp, ZIMNO Freestyle Week, jesteśmy też partnerem reszty wyjazdów np. SnowShow Helicamp. Wierzymy, że współpraca przynosi obupólne korzyści. Partner ma masę świetnych nagród na konkursy: deski snowboardowe, kurtki, gogle, bluzy czy czapki, a my dostajemy świetną ekspozycję, często nawet u samych podnóży Mont Blanc!

Np. w tym roku SnowShow Music Fest: wydarzenie, na którym spotyka się 2000 narciarzy i snowboardzistów z Polski organizowany jest w La Rosiere, czyli w miejscu bezpośrednio sąsiadującym z tym najwyższym szczytem Europy! My, zostając Głównym Partnerem Technicznym, możemy być kojarzeni m.in. z markami takimi jak Pro8l3m, czy Mery Spolsky, którzy jako pierwsi z ogłoszonych artystów wystąpią w tym roku na festiwalu. Fajnie być kojarzonym z festiwalem, na którym wystąpili m.in.: Dawid Podsiadło, Brodka, Modestep, T.Love, Łąki Łan, Sokół, Nosowską czy Otsochodzi. ZIMNO stage, czyli całkowicie nasze scena znajduje się też na 2500 m n. p. m. podczas Biby na stoku. Fajne są to wspomnienia zarówno dla uczestników SnowShow, którzy chętnie kupują naszą odzież, jak i dla nas!

Brzmi fajnie, ale nie brzmi jakby się opłacało. Taki festiwal pomoże Wam zetknąć się „tylko” z 2000 osób. Jak to przyrównać np. do Open’era? Czy czegokolwiek organizowanego w Polsce, gdzie rzucicie 5 par spodni dresowych i dostaniecie 10-krotnie lepsze zasięgi?

Odpowiem może przewrotnie: chcemy dotrzeć do ludzi tanio czy zbudować z nimi prawdziwą więź? Oczywiście, że koszty takiej współpracy są ogromne, ale jesteśmy bardzo kojarzeni z Alpami, z fajnymi ludźmi, z najlepszą muzyką. Zauważ, że ostatnio nawet na polskich stokach mnóstwo osób używa naszych bluz z kapturem, popularnie zwanych hoodiesami.

Mam to: zależy Wam, żeby dotrzeć drogo i sprzedać mało, ale za godne marże? (śmiech)

Niech będzie i tak skoro pozwala nam to szybko i w zrównoważony sposób rosnąć, a ludziom dostarczać ich ulubioną odzież (śmiech). A już zupełnie na poważnie: zależy nam na tym, żeby robić rzeczy dobrze, budować z ludźmi, korzystającymi z naszej odzieży, fajny „raport”. Żeby dostarczać im super produkt, chcemy po prostu być ich towarzyszami w każdej podróży: tej małej i tej dużej. Kite na Zanzibarze, narty we Francji, chill w austryjackim snowparku, tydzień w Chałupach czy na Lofotach? Chcemy być tam z odbiorcami naszych produktów.

A influencerzy? Jak to wygląda? Macie super Instagrama, sporego Facebooka…

Rzadko robimy wysyłki do influencerów, raczej nie oferujemy żadnych współprac osobom, których nie znamy. Zdarzyło nam się nawiązywać super relacje z instagramerami czy youtuberami, ale wynikają one głównie z faktu, że pokochali nasze czapki czy bluzy. Jeśli czują ZIMNO, to wtedy ma sens jakaś rozsądna kooperacja.

Kolega mówił mi, że przyjęliście zwrot, mimo że minęły 2 miesiące, a on nie miał paragonu. Czy to nie jest trochę jak bycie „dobrym wujkiem”?

Nie, dlaczego? Nie znam dokładnie sytuacji, ale jeśli coś było nie tak z odzieżą, to widać chcieliśmy wziąć za to odpowiedzialność. Chcemy, żeby nasze rzeczy były z ludźmi długo, żeby były ulubionym domowym przedmiotem, ukochanym kompanem podróży. Kompan musi być niezawodny. A brak paragonu? Sprzedajemy wyłącznie własnym kanałem, więc mamy dokładną kontrolę nad tym, co i komu sprzedajemy, nie potrzebujemy papierowych dowodów, potrafimy rozpoznać swoje produkty, bo wkładamy w nie masę serca!

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij