Obyczajowe rewolucje w F1

Obyczajowe rewolucje w F1

Kilka tygodni temu rozpoczął się kolejny sezon Formuły 1. W mediach wrze na temat zmian personalnych w zespołach, efektywności bolidów, a także nowych sponsorów mających towarzyszyć stajniom przez całe mistrzostwa 2021 roku. Poznajcie szczegóły!

Zacznijmy od początku. F1 od kilku lat jest symbolem nie tylko zawrotnych prędkości, ale też gwałtownych zmian. Objęły one nawet właściciela – w 2016 roku udziały od CVC Capital Partners kupiła amerykańska grupa Liberty Media. To wydarzenie zapoczątkowało również zmiany personalne w zespole kierującym marką – w jej zarządzie pojawił się m.in. nowy dyrektor ds. komercyjnych, Sean Bratches, który jasno zaznaczył kierunek rozwoju F1.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

– To, co próbujemy zrobić, to przekształcić Formułę 1 z firmy motorsportowej w markę medialno-rozrywkową. Jednocześnie chcemy zachować duszę, serce i pasję wyścigów sportowych w centrum F1 – powiedział podczas jednego z wywiadów.

Formuła 1 dostępna dla każdego

Nie trzeba było długo czekać, by Sean Bratches wprowadził usługi F1 Experience, czyli płatny dostęp online umożliwiający stały kontakt z Twoim ulubionym zespołem. Możliwości zajrzenia do padoku czy zakupu wirtualnego spotkania z ulubionym kierowcą przełamały wszelkie bariery.

Zarząd Formuły na tym nie poprzestaje. W 2019 roku udostępnił kuluary mistrzostw dosłownie każdemu przez platformę Netflix. Spektakularny sukces serialu Drive to Survive stał się przełomowym momentem dla fanów jednego z najdroższych sportów świata.

Emitowane w telewizji transmisje wyścigów umożliwiały każdemu podejrzenie, który z celebrytów przybije piątkę Lewisowi Hamiltonowi lub kto uściśnie się z popularnym Toto Wolffem, CEO Mercedesa. Do tej pory szansę na bliski kontakt z bolidowym zespołem mieli jednak jedynie ci, którzy mogli zapłacić za to fortunę. Niewielu było stać na to, by latać po całym świecie za swoim ulubionym kierowcą lub zapłacić za lepsze miejsce na trybunach. Dzisiaj wystarczy usiąść na swojej ulubionej sofie, wykupić pakiet i włączyć transmisję online.

Na znaczące zmiany powodujące jeszcze większą komercjalizację wyścigów Formuły 1 nie mogła nie zareagować FIA (Fédération Internationale de l'Automobile). Z roku na rok wprowadza ona coraz większe ograniczenia dotyczące budżetów zespołów, by w ten sposób wyrównać szanse w stawce. Podobne zabiegi mogliśmy obserwować już wcześniej w FIFA czy NBA, których celem było zmniejszenie sum wydawanych na transfery zawodników. Utrzymujące się od kilku lat pozycje Mercedesa, Red Bulla czy Ferrari mają wpływ na morale pozostałych zespołów, które dysponują dużo mniejszymi środkami i nie mają szans na dopracowanie swoich bolidów, przez co pozostają w tyle stawki. Ich frustracja narasta, a sponsorów chętnych wesprzeć finansowo „wielką 10” nie brakuje.

Czy zasada fair play dotyczy sponsorów uczestniczących w rozgrywkach sportowych?

Czy marki zarabiające miliardy i walczące co sezon o sponsorów mają zamiar się podporządkować? Zespół Ferrari pokazał, że nie, a same reakcje włoskiego Ministerstwa Zdrowia i Krajowego Związku Konsumentów nic dla marki nie znaczą. Fala krytyki, która spada na zespół Ferrari, jest spowodowana głównie promowaniem obecności koncernów tytoniowych w motorsporcie. Mimo ciągnących się od 2018 r. problemów z Mission Winnow (marką będącą własnością Philipa Morrisa), sponsorem zajmującym się produkcją papierosów elektronicznych, obie firmy w dość spektakularny sposób obnoszą się ze swoją współpracą.

Mamy dopiero trzy cykle za sobą, ale już wiemy, że Mission Winnow nie należy do pokornych marek. Sponsor tytularny podpisał największą umowę w całej F1, która opiewa na niebagatelną kwotę 75 milionów dolarów rocznie i tym samym zadecydował o pojawieniu się na czerwonym samochodzie Ferrari zielonego logotypu. Dlaczego zielonego? Miał się po prostu wyróżniać wśród innych logotypów prezentowanych na maszynie Scuderia Ferrari.

Zaprzedać duszę diabłu?

Skrócenie sezonu F1 w 2020 roku spowodowane COVID-19 miało obniżyć pozycję negocjacyjną zespołów. By utrzymać sponsorów w 2021 roku, zespoły musiały się bardziej starać, zmieniać swoje podejście, aby zapewnić im odpowiednie warunki. Odbiło się to jak zwykle na najmniejszych z F1, którzy za finansowanie i utrzymanie się w stawce oddali także decyzję o wyborze kierowcy.

Finalnie oglądając tegoroczne wyścigi F1 i podpatrując poczynania Haasa, mamy poważne wątpliwości, czy warto było zaprzedać duszę diabłu.

 

Autorka:

Karolina Sztyler

Z wykształcenia prawniczka, absolwentka Centrum Praw Własności Intelektualnej im.H. Grocjusza. Manager, społecznik z reklamą związana jest od 8 lat. Jest pomysłodawczynią kursu dla młodych kreatywnych www.tastyadvertising.pl. Od 2015 roku współpracuje z Wyższą Szkołą Zarządzania i Bankowości jako konsultant. Prywatnie propagatorka ducha selfcare oraz twórca projektu społecznego GoHealthyGirl.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij