Jak założyłam agencję: Ania Ledwoń (More Bananas)

Jak założyłam agencję: Ania Ledwoń (More Bananas)

Kiedy i jak powstała agencja More Bananas? Jakie były największe wyzwania przy jej tworzeniu? Co powinny wiedzieć osoby zastanawiające się nad założeniem własnej agencji? Na temat powstania More Bananas opowiada Ania Ledwoń, współzałożycielka agencji.

Pozostałe części cyklu przeczytasz tu >

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Kiedy i co było impulsem do rozpoczęcia własnej działalności?

Po pierwsze mogę mówić, tak jak przy każdym z poniższych pytań, o własnej perspektywie. Bo biznes założyliśmy w trójkę. :)

Większość mojego życia zawodowego chciałam pracować na etacie. Własna firma wcale nie leżała w centrum moich zainteresowań. Doskonale wiedziałam, że wiąże się to po pierwsze z ogromną dawką i dozą odpowiedzialności między innymi za pracowników, których będziemy zatrudniać. Po drugie jestem pracoholikiem (albo byłam, walczę z tym) - wiedziałam, że „na własnym” będę pracować więcej i ciężej. Po trzecie: wielka niepewność. Powiedzmy sobie szczerze, przy własnym biznesie tak do końca nigdy nie można być pewnym.

Przekonała mnie dwójka wspólników, którzy prowadząc agencję hostingową, widzieli potencjał na rynku i chcieli ruszyć z drugim biznesem. Mieli know how biznesowe, ja miałam know how marketingowy. Przekonała mnie możliwość poukładania klocków po swojemu. Nie miałam zbyt dobrych doświadczeń, jeżeli chodzi o kwestie pracownicze w niektórych miejscach pracy, to raz. Dwa, dążę do odpowiedzialnego, etycznego marketingu – wiedziałam, że mając agencję, będę mogła być tą kroplą w morzu czy cegiełką, która rzeczywiście ma jakiś wpływ na etyczne działania i kampanie.

Ile czasu zajęło założenie agencji od momentu zakiełkowania tego pomysłu?

Moi wspólnicy przekonywali mnie ponad pół roku. Pomysł zakiełkował u nich, mnie trzeba było przekonywać tyle miesięcy. Poza tym jak dla mnie to nie jest decyzja o wyjściu po chleb na śniadanie. Więc dojrzewanie do tej decyzji – zdecydowanie również było dobrą decyzją.

Jakie były największe wyzwania przy rozkręcaniu biznesu?

Szczerze nie dostrzegam tego tak. Pamiętam, że to był fascynujący okres w moim życiu, który można nazwać i przygodą życia. Adrenalina, pasja i chęć działania sprawiają, że wyzwania „się zmniejszą”. A raczej percepcja ich odbioru.

Z drugiej strony oczywiście, to nie tak, że ich nie było. Pierwsze biuro, wizja tego gdzie dążymy, pierwsze zatrudnienie, pozyskiwanie klientów, uczenie się zarządzania na żywym organizmie.

Jakie są koszty związane z rozpoczęciem własnego biznesu?

Psychiczno – fizyczne. Serio. Głównie mówi się o kosztach typowo wyrażonych w walucie. I jasne: wynajem biura (chociaż tutaj rzeczywiście można egzystować i bez niego, ale wiedzieliśmy, że nie w naszym przypadku), księgowy, notariusz, inwestycja w sprzęt i narzędzia niezbędne do pracy. Podejrzewam, że niejedna osoba o tym mówiła, odpowiadając na podobne pytania.

O kosztach pozafinansowych mówi się rzadko. A szkoda. Na pewno największym kosztem jest zasób, którego już nigdy nie odzyskam, czyli czas. Czy żałuję tego poświęconego? Nie. Czy zrobiłabym to mądrzej, bardziej ten czas wyważając? Nie wiem, chciałabym.

Stres, niepewność, ale i ciało i umysł „wiecznie na obrotach” również robią swoje. Choćby podświadomie.

Po jakim czasie udało się pozyskać pierwszego klienta?

Praktycznie od razu. Zapotrzebowanie realne było wszakże impulsem do założenia samego biznesu.

Jakich porad udzieliłabyś osobie, która zastanawia się nad założeniem własnej agencji?

  • Zaplanuj wszystko wcześniej. Strategia biznesowa, marketingowa, zarządzania ludźmi. Później w operacyjnym toku działania nie ma na to czasu.
  • Życie prywatne > życie zawodowe i biznes. Będąc zdrowymi i w pełni sił, dopiero wtedy tak naprawdę jesteśmy efektywni i w 100% realnie możemy rozkręcić biznes.
  • Nie jesteś samotną wyspą – jest gro ludzi, których zrobiło to przed Tobą. Rozmawiaj z nimi. Nie bój się pytać. Nie bój się korzystać z konsultacji ekspertów, audytów czy finalnie coachingu dla siebie. Ponadto: dla mnie posiadanie wspólników to najlepsza rzecz, jaka mogła spotkać mnie w biznesie. Zazębiamy się tematycznie i obowiązkami, możemy na siebie liczyć, a dodatkowo sprowadzamy na ziemię, gdy tego trzeba. Nie jest to aleja pięknych róż, chyba że z kolcami. :P

Jakie najdziwniejsze/najzabawniejsze sytuacje przydarzyły Wam się podczas realizacji własnego biznesu?

Personalnie do końca życia nie zapomnę, kiedy jeden z pierwszych potencjalnych klientów zapytał mnie: „A ty dziewczynko po co tutaj przyszłaś, stażystka?” Cóż, dla mnie to był punkt przełomowy. ;) W wielu aspektach. Wygląd, płeć, wiek – to nie ma znaczenia w biznesie. Ma znaczenie wiedza i doświadczenie.

Pamiętam również jak tworzyliśmy wydarzenie online, gdzie co tydzień polecaliśmy najlepsze narzędzia dla marketera. Dopadła nas klątwa wiedzy, pewnego dnia ktoś pojawił się w biurze na żywo, aby w wydarzeniu wziąć udział.

Cudowne jest to, że priming zadziałał. :D I rzeczywiście ludzie, widząc banany i elementy dżunglowe, kojarzą je już mocno z nami. Zdarzyło się nawet tak, że ktoś przywołał nas do posta z żółtym serduszkiem „Ktoś Wam emojisa ukradł”. :P

Co Twoim zdaniem decyduje o sukcesie w prowadzeniu własnego biznesu?

Twarda dupa, nastawienie na cel, równowaga, empatia, etyka pracy. Współpraca. Z partnerami biznesowymi, z innymi agencjami. Dobre customer experience, które rzeczywiście jest wpisane w każde jedno działanie firmy. Chociaż to ostatnie i kręgosłup moralny może niekoniecznie krótkoterminowo.

I oczywiście procesy, dobry księgowy, dobry prawnik, dobre excele :P, narzędzia do zarządzania ludźmi i projektami czy sprzedażą oraz umiejętność słuchania ich wszystkich. Pasja do tego, co się robi. Jasne, gro biznesów powstaje i bez niej, ale widzę, że u nas jest to motor napędowy. A kiedy zazębia się ona z potrzebami klientów – wspaniale.

A przede wszystkim: dar odpuszczania. Sobie i innym.

Co zrobiłabyś inaczej, patrząc z perspektywy czasu?

Nic nie zrobiłabym inaczej. Nie żałuję żadnej decyzji. Bo każda mnie ukształtowała, jak i naszą firmę oraz doprowadziła do momentu, w którym jesteśmy. Może nie jest idealnie, nie zarabiamy być może tyle, ile byśmy chcieli, procesy jeszcze nie hulają tak, jak powinny, ale… nie zamieniłabym teraz i dzisiaj na żadne inne. To po co coś zmieniać?

Jakie cechy są wyjątkowo przydatne dla osób zakładających swoją agencję?

To ja powtórzę: twarda dupa, empatia, umiejętność słuchania, umiejętność zaufania innym, pasja, a przynajmniej pewna dawka zainteresowania wobec tego, co robimy i ludzi dookoła nas.

Jakie macie dalsze plany na rozwój agencji?

More Bananas. ;) A tak serio: nie zdradzam, by nie zapeszyć. Ale na pewno nie chciałabym, aby na którymkolwiek z etapów zniknęło nasze ludzkie podejście do biznesu, klientocentryzm i poszanowanie pracownika.

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij