Świat według Otisa Johnsona - poznajcie człowieka, który nie wie, co to Internet

Świat według Otisa Johnsona - poznajcie człowieka, który nie wie, co to Internet

Otis Johnson. Zapamiętajcie to nazwisko. Być może jest to jeden z nielicznych ludzi na ziemi, którzy jakimś cudem uniknęli wieści o cyfryzacji świata. Cud Otisa nazywał się więzienie. Spędził w nim 44 lata.

Po wyjściu na wolność, zastany przez niego świat przeszedł jedną z największych transformacji w swoich dziejach. Technologia wywróciła życie do góry nogami, a może raczej: postawiła je na nogi. Pojawiły się walkmany, discmany, słuchawki, Internet, Big Data, uczenie maszynowe, smart TV, smartwatche, smartfony, Facebook, Messenger, Instagram, Skype, Snapchat, What’s App… Otis Johnson odsiadując swój wyrok nie miał bladego pojęcia, jak bardzo zmienił się świat za kratami. Jak odnalazł się rzeczywistości 2.0?

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Ostatnie dni w analogowym świecie

Do więzienia Otis Johnson trafia w roku 1970, w wieku 25 lat. Zostaje skazany na 44 lata odsiadki, za usiłowanie zabójstwa policjanta. Przekraczając więzienny próg żegna się ze światem, który w tym czasie opłakuje rozwiązanie zespołu The Beatles oraz ostatni koncert Jimmy’ego Hendrixa. W międzyczasie Douglas Engelbart patentuje mysz komputerową. Związek Radziecki pręży muskuły w Europie Środkowo-Wschodniej i wysyła w kosmos sondę Zond 8, która po okrążeniu księżyca wraca na ziemię. Stany Zjednoczone wysyłają w kosmos Apollo 14, który ląduje na księżycu, a ówczesny prezydent USA, Richard Nixon, gości w Białym Domu Elvisa Presleya, niekwestionowanego króla muzyki. Oto ostatnie wspomnienia z analogowego świata, jakim zapamiętał go Otis Johnson.

Pech chce, że począwszy od 1970 roku wybucha technologiczna rewolucja, która stawia na głowie sposób, w jaki myślimy, pracujemy i żyjemy. Pojawiają się prototypy komputerów domowych, a mało znana firma Intel w 1971 roku produkuje pierwszy w dziejach mikroprocesor – Intel 4004, który po latach okaże się pradziadkiem dzisiejszych podzespołów komputerowych. W tym samym roku Ray Tomlinson wysyła pierwszą w historii wiadomość e-mail. Xerox tworzy swoją pierwszą drukarkę laserową. Pojawiają się pierwsze gry komputerowe oraz konsole. W 1972 roku firma Atari produkuje kultową grę Pong, w którą mogą grać nawet 2 osoby naraz, a Ralph Bauer opracowuje automat do gier komputerowych Magnavox Odyssey, inicjujący czasy wirtualnej rozrywki. W tym samym okresie Liquid Crystal Company (ILIXCO) produkuje pierwszy wyświetlacz LCD i popularyzuje jego zastosowanie w zegarkach. Odtąd klasyczne, analogowe wskazówki na ręce ustępują miejsca nowoczesnej myśli technologicznej. Na rynek trafiają kalkulatory kieszonkowe. W 1975 roku debiutuje aparat fotograficzny Kodak autorstwa Stevena Sassona. Pozwala na robienie zdjęć o rozdzielczości 0,01 megapixela, ale może go już kupić każdy mieszkaniec naszej planety, który ma cokolwiek zasobniejszy portfel…

W międzyczasie w więziennej celi Otisa od ponad 10 lat nie zmienia się nic. Nawet kolor ścian pozostaje ten sam. I nic się tutaj nie zmieni przez kolejne 30 lat. W więziennej celi świat stoi w miejscu.

A to lata ’70. Mija dopiero pierwsze dziesięciolecie odsiadki Otisa. Kolejne dekady będą obfitowały w jeszcze bardziej znaczące przemiany. Świat oszaleje na punkcie nowych technologii. Pojawiają się walkmany i odtwarzacze kaset video. Potem płyty CD, DVD i Blu-Ray. Komórki w kształcie cegieł z przyciskami zostaną wyparte przez miniaturowe telefony, a potem smartfony. Komputer nie będzie już stał tylko w laboratorium czy na biurkach prezesów najbogatszych firm – trafi pod strzechy i będzie z niego korzystał niemal każdy Kowalski. Pecet szybko przejdzie ewolucję: od ciężkich, blaszanych, zakurzonych pudeł, poprzez lżejsze notebooki, aż po ultralekkie tablety i urządzenia 2w1 z dotykowym ekranem, które będzie można wziąć ze sobą pod pachę i pracować z każdego miejsca na ziemi. Zmieni się też sama praca, do której coraz częściej zacznie się dodawać przymiotnik: „mobilna”. Internet zacznie rozrastać się w gigantycznym tempie: o ponad 40 proc. w skali roku. Będzie można zwiedzać najdalsze zakątki świata nie ruszając się sprzed ekranu komputera. Świat zacznie się digitalizować: lwia część naszej kultury ma dzisiaj swoje cyfrowe odpowiedniki. Liczba internautów na całym świecie przekroczyła już próg 3 miliardów użytkowników, a online pozostaje 42 proc. ludności świata. Gigantyczny przyrost danych w Sieci sprawił, że zaczyna się mówić o „epoce cyfrowej”, „cyfrowym humanizmie” czy „erze danych”. Mówiąc o rozwoju gospodarki na jednym tchu mówi się o jej cyfryzacji. Trwa boom na media społecznościowe, bitcoiny, beacony oraz inne dziwne rzeczy, o których Otisowi Johnsonowi nawet się nie śniło.

Witamy w epoce cyfrowej

Otis Johnson wychodzi na wolność w sierpniu 2014. Ma 69 lat. Zderzenie z rzeczywistością to za mało by opisać, co działo się w jego głowie, gdy postawił swój pierwszy krok na ulicy. Świat okazał się diametralnie różny od tego, który znał Otis Johnson sprzed 44 lat. Różny pod każdym względem: kulturowo, społecznie, gospodarczo, ale przede wszystkim: technologicznie. I – co ciekawe – to właśnie technologiczny boom uderza Johnsona najmocniej. Świat przeszedł zawrotną cyfryzację. Wszystko stało się „online”. Gdy Otis Johnson spojrzał na ulicę – nie mógł zrozumieć „co tu się właściwie wydarzyło?”.

– Gdy zobaczyłem, że wielu ludzi na ulicy ma w uszach małe słuchawki i mówią sami do siebie, to myślałem, że wszyscy są agentami CIA. Później dowiedziałem się, że jest coś takiego jak iPod. Wielu ludzi uważa, że zostałem skrzywdzony przez społeczeństwo, bo pomimo przestępstwa odebrano mi zbyt wiele czasu. Ale ja uważam, że tylko pogodzenie się z przeszłością pozwala nam uporać się z przyszłością. – mówił Otis Johnson w wywiadzie dla Al Jazeery. W osłupienie wprawiło go ucyfrowienie niemalże wszystkiego: od witryn sklepowych, poprzez reklamy na mieście, a na mini odtwarzaczach mp3 skończywszy.

Świat zmienił się nie do poznania. Krok wstecz jest dziś praktycznie niemożliwy, a utrata zdobyczy technologicznej rewolucji mogłaby okazać się dla nas niezwykle bolesna. Kupowanie w e-sklepie, video on demand, e-booki, Wikipedia, newsy z każdego zakątka świata… Nawet ekonomie państw są dzisiaj klasyfikowane pod względem rozwojowy z uwagi na stopień ich cyfryzacji. Firma analityczna Gartner twierdzi wręcz, że dzisiejsze społeczeństwa (zwane – nomen omen – społeczeństwami informacyjnymi) znajdują się u progu „cyfrowego humanizmu”. Podobną diagnozę wysnuwa Shawn DuBravac, główny ekonomista i szef działu badań w Consumer Electronics Association (CEA), który zwiastuje „drugą epokę cyfrową”. Głównymi katalizatorami przemian są dziś dwa trendy: analityka Big Data oraz maszynowe uczenie (machine learning). Czy branża IT stworzy „człowieka 2.0”?

Po części człowiek 2.0 już spaceruje po świecie. Tym cyfrowym. Dzisiaj w Sieci żyjemy jako dane: ćwierki na Twitterze, posty na forach i Facebooku, fotki na Instagramie, wyniki wyszukiwarek, oznaczenia na zdjęciach, ulubione zakładki, playlisty na YouTube... W momencie, w którym otworzyliśmy drzwi do epoki cyfrowej, skończyło się nasze życie offline. W 1986 roku, czyli w 16. roku odsiadki Otisa Johsona, jedynie 6 proc. materiałów na świecie występowało w formie zdigitalizowanej. Dzisiaj znakomita większość kultury ma również postać cyfrową, a często występuje nawet tylko w tej formie. Świat żyje dziś w chmurze, cloud computingu. W niepamięć odeszły kasety, płyty CD, które kolejno wprawiały w osłupienie Johnsona. Dużo większym szokiem był dla niego zapewne fakt, że niektóre rzeczy w świecie się zdematerializowały. Nie istnieją fizycznie, lecz wirtualnie. W chmurze. Muzyka, książki, gazety, informacje, filmy, mapy… Słowem – dane to chmura. Były prezes Google twierdzi, że w ciągu 48 godzin produkujemy więcej informacji, niż w okresie od początku powstania cywilizacji do 2003 roku. Dzisiejszy człowiek 2.0 to kolejne ogniwo ewolucji: homo cyberneticus.

Jak daleko zabrnęła digitalizacja, która ominęła Johnsona? Prosty przykład: Kościół Katolicki ma ponad 2 tysiące lat historii i liczy obecnie około 1,2 mld wiernych. Facebook ma raptem 11 lat, a zgromadził już ponad 1,5 mld użytkowników. To tylko jeden z bardziej wymownych przykładów świadczących o tym, że stoimy u progu nowej epoki cyfrowej, w której technologia zaczyna odgrywać rolę niemalże religijną i trans-narodową. Dla Otisa Johsona taki świat kilkanaście lat temu musiał brzmieć jak science fiction. Futurologia stała się faktem.

Internet już dawno przestał być zwykłym narzędziem czy oknem na świat. Stał się tym, co w dużej części definiuje dzisiejszego człowieka, a nawet całe społeczeństwa. Socjologia mówi dziś o „społeczeństwach informatycznych”. e-Marketer prognozuje, że do 2018 roku co drugi człowiek na Ziemi będzie internautą. Już teraz życie cyfrowe ma niebagatelny wpływ na nasze „życie offline”, a samo rozróżnienie powoli staje się bezzasadne. Na rynku pracy zadebiutuje niebawem pokolenie Z, które nie pamięta czasów bez Internetu i nie wyobraża sobie rzeczywistości bez przymiotnika „cyfrowa”. Terminy „offline” i „online” będą więc stosowały już tylko osoby pamiętające czasy bez globalnej Sieci.

Tylko że osób takich, jak Otis Johnson, niedługo będzie trzeba ze świecą szukać.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij