#BackToWork: Pożegnanie z klawiaturą? Narzędzia, które zmieniają sposób, w jaki pracujemy

#BackToWork: Pożegnanie z klawiaturą? Narzędzia, które zmieniają sposób, w jaki pracujemy
Przez ostatnie kilkadziesiąt lat nauczyliśmy się pracować tak, jak chciał tego komputer. Siedzieliśmy przed monitorem, pisaliśmy na klawiaturze, klikaliśmy myszką, otwieraliśmy kolejne okna i przechodziliśmy przez kolejne poziomy menu. Z czasem nauczyliśmy się skrótów klawiszowych, gestów, powiadomień, folderów i dziesiątek aplikacji, które miały ułatwiać nam pracę. Problem w tym, że wraz z rozwojem technologii komputer wcale nie przestał wymagać od nas uwagi. Przeciwnie – coraz częściej to my musimy nauczyć się, jak z nim rozmawiać.
O autorze
7 min czytania 2026-09-24

Teraz coś zaczyna się zmieniać. Komputer coraz częściej próbuje dopasować się do nas. Możemy napisać coś ręcznie i pozwolić urządzeniu zamienić to na tekst. Możemy zamiast pisać po prostu powiedzieć, co chcemy napisać. Możemy wejść na spotkanie bez notatnika, bo rozmowę zapamięta za nas niewielkie urządzenie z AI. Możemy wreszcie pracować bez kolejnego monitora stojącego na biurku, bo ekran może pojawić się przed naszymi oczami.

Nie chodzi więc o kolejny zestaw gadżetów do home office. Ciekawsze jest pytanie, jak zmieniają się sposoby, za pomocą których człowiek komunikuje się z komputerem.

Zamiast klawiatury – kartka

Zacznijmy od urządzenia, które na pierwszy rzut oka wydaje się krokiem wstecz. reMarkable Paper Pro wygląda jak tablet, ale jego ambicje są zupełnie inne niż w przypadku iPada czy typowego urządzenia z Androidem. Zamiast setek aplikacji, powiadomień i kolorowych ikon dostajemy 11,8-calowy kolorowy ekran E Ink Gallery 3, rysik i cyfrową kartkę. Możemy pisać odręcznie, czytać dokumenty, zaznaczać fragmenty tekstu, przeszukiwać notatki czy zamieniać pismo ręczne na tekst. Urządzenie ma także regulowane podświetlenie, synchronizację z aplikacjami na komputerach i urządzeniach mobilnych oraz integrację m.in. z Google Drive, OneDrive i Dropbox.

I właśnie ta prostota jest tutaj najciekawsza. W czasach, gdy większość cyfrowych urządzeń chce mieć coraz więcej funkcji, reMarkable próbuje zrobić coś przeciwnego: ograniczyć liczbę rzeczy, które możemy zrobić. System operacyjny urządzenia został zaprojektowany właśnie z myślą o skupionej pracy, a nie jako kolejna platforma z tysiącami aplikacji. To może być szczególnie interesujące w pracy kreatywnej. Brief, pomysł na kampanię, mapa myśli, pierwsze uwagi do tekstu czy notatki ze spotkania często nie potrzebują jeszcze Excela, Worda, Figmy czy Slacka. Potrzebują po prostu kartki. Tyle że ta kartka jest cyfrowa, można ją przeszukiwać, synchronizować i przenosić między urządzeniami. To chyba jeden z najciekawszych paradoksów współczesnej technologii: żeby pracować bardziej cyfrowo, czasem warto zacząć od naśladowania papieru.

LinkedIn logo
Na LinkedInie obserwuje nas ponad 100 tys. osób. Jesteś tam z nami?
Obserwuj

Kindle Scribe, BOOX i pytanie: ile technologii naprawdę potrzebujemy?

reMarkable nie jest oczywiście jedynym urządzeniem próbującym odpowiedzieć na pytanie, czy ekran musi wyglądać jak ekran. Kindle Scribe łączy funkcję czytnika Kindle z możliwością pisania i robienia notatek. To rozwiązanie szczególnie interesujące dla osób, które dużą część dnia spędzają na czytaniu raportów, książek, dokumentów, materiałów branżowych czy długich tekstów.

Jeszcze dalej idą urządzenia takie jak BOOX Note Air5 C, które łączą ekran E Ink z możliwościami znacznie bliższymi klasycznemu tabletowi. Note Air5 C ma kolorowy ekran Kaleido 3, działa na Androidzie 15 i pozwala korzystać z aplikacji firm trzecich. Możemy więc pracować z dokumentami i aplikacjami, jednocześnie zachowując charakterystyczne dla E Ink doświadczenie czytania. I tu pojawia się ciekawy wybór: czy chcemy komputera, który potrafi udawać kartkę, czy może kartki, która potrafi coraz więcej rzeczy robić jak komputer?

Słuchaj podcastu NowyMarketing

Dla części użytkowników odpowiedzią będzie reMarkable, dla innych Kindle Scribe czy BOOX. Nie chodzi nawet o to, które urządzenie ma więcej funkcji. Właśnie odwrotnie – pytanie brzmi, ile funkcji jesteśmy gotowi poświęcić, żeby odzyskać koncentrację.

NowyMarketing logo
Mamy newsletter, który rozwija marketing w Polsce. A Ty czytasz?
Rozwijaj się

Zamiast pisać – mów

Kilka dekad temu klawiatura była rewolucją. Później pojawiły się ekrany dotykowe, gesty i głosowi asystenci. Dzisiaj jesteśmy być może na początku kolejnej zmiany: głos zaczyna zastępować klawiaturę nie tylko w prostych poleceniach, ale także w tworzeniu treści. Dobrym przykładem jest Wispr Flow. Mechanizm jest prosty: zamiast mozolnie wystukiwać tekst, mówimy, co chcemy napisać. Narzędzie przekształca wypowiedź w tekst i wykorzystuje AI do uporządkowania tego, co powiedzieliśmy.

Dla kogoś, kto przez cały dzień pisze maile, briefy, komentarze, teksty czy notatki, różnica może być większa, niż sugerowałoby proste określenie „speech-to-text”. Pisząc, cały czas wykonujemy dwie czynności jednocześnie. Najpierw musimy wymyślić zdanie, a następnie przełożyć je na język klawiatury. Mówienie pozwala ten proces odwrócić. Najpierw formułujemy myśl, a dopiero potem komputer zajmuje się jej zapisaniem i uporządkowaniem. To szczególnie interesujące w przypadku dłuższych tekstów. Możemy zacząć mówić tak, jakbyśmy tłumaczyli coś komuś podczas rozmowy, a dopiero później pozwolić AI nadać temu strukturę. Być może więc następną generacją edytorów tekstu nie będą programy, w których szybciej piszemy, ale te, w których nie musimy pisać wcale.

A skoro mówimy do komputera, przydatny staje się też dobry mikrofon. W przypadku pracy stacjonarnej można sięgnąć po sprzęt pokroju Shure MV7+, RØDE PodMic USB czy Elgato Wave:3. Nagle urządzenie kojarzone dotąd głównie z podcastami i streamingiem zaczyna być po prostu kolejnym narzędziem biurowym. Wraz z rozwojem narzędzi takich jak Wispr Flow mikrofon może stać się dla części użytkowników tym, czym przez dziesięciolecia była klawiatura: podstawowym sposobem wprowadzania informacji do komputera.

AI, które pamięta za nas

Największa zmiana może jednak dotyczyć nie tego, jak wprowadzamy informacje do komputera, ale tego, ile informacji musimy w ogóle samodzielnie zapamiętywać. Wyobraźmy sobie typowy dzień pracy: kilka spotkań, rozmowa z klientem, szybki telefon, dyskusja przy kawie, kolejne spotkanie, kilka decyzji i kilkanaście rzeczy, które „trzeba będzie później zrobić”. Na koniec dnia próbujemy odtworzyć z pamięci, co właściwie wydarzyło się przez ostatnie osiem godzin.

Urządzenia takie jak PLAUD próbują rozwiązać ten problem sprzętowo. Zamiast otwierać aplikację w telefonie i pamiętać o rozpoczęciu nagrywania, mamy niewielkie urządzenie przeznaczone właśnie do przechwytywania rozmów. PLAUD Note ma formę urządzenia wielkości karty, a NotePin można przypiąć do ubrania. Nagrania są następnie transkrybowane i przetwarzane przez AI na podsumowania, najważniejsze informacje czy kolejne zadania. To nie jest już zwykły dyktafon. Dyktafon przechowuje dźwięk, podczas gdy AI recorder próbuje zrozumieć, co z tego dźwięku jest dla nas ważne.

To prowadzi do bardzo ciekawej zmiany w pracy. Być może nie będziemy już musieli wybierać między słuchaniem rozmowy a robieniem notatek. Możemy po prostu słuchać, a później poprosić system o podsumowanie, listę decyzji, zadania dla poszczególnych osób czy najważniejsze informacje. Oczywiście pojawia się przy tym temat zgody na nagrywanie i prywatności. Takich urządzeń nie można traktować jak niewidzialnych notatników – rozmówcy powinni wiedzieć, że rozmowa jest rejestrowana, a sposób przechowywania danych ma znaczenie szczególnie w przypadku rozmów biznesowych. Mimo to sama idea jest przełomowa: komputer po raz pierwszy może nie tylko zapisywać to, co mu dyktujemy, ale również zacząć pamiętać świat, w którym pracujemy.

Pocket. AI wychodzi z komputera

W tej samej kategorii znajduje się Pocket, ale jego historia jest o tyle ciekawa, że pokazuje jeszcze jeden kierunek rozwoju technologii. Pocket założyli Akshay Narisetti i Gabriel Dymowski, były CEO DoxyChain. Startup został przyjęty do Y Combinator w ramach batchu Winter 2026, a jego produkt to niewielkie urządzenie stworzone do rejestrowania rozmów i spotkań poza klasycznym środowiskiem komputera.

Pocket ma trzy mikrofony i jeden przycisk. Po rozpoczęciu nagrywania urządzenie przechwytuje rozmowę, a następnie aplikacja dostarcza pełną transkrypcję, podsumowanie oraz wyciąga zadania do wykonania. Urządzenie można także przymocować do tylnej części telefonu; w takim trybie jego mikrofon kontaktowy może rejestrować obie strony rozmowy telefonicznej bez konieczności włączania głośnika.

I właśnie dlatego Pocket jest dla tego zestawienia szczególnie interesujący. PLAUD pokazuje, że AI może być naszym drugim mózgiem, a Pocket idzie krok dalej: pokazuje, że ten drugi mózg nie musi już mieszkać w komputerze. Może znajdować się w małym urządzeniu, które mamy przy sobie. To zresztą dobrze pokazuje szerszą zmianę na rynku AI. Przez pierwsze lata generatywnej sztucznej inteligencji niemal wszystko działo się na ekranie. Otwieraliśmy ChatGPT, Claude’a czy Gemini i wpisywaliśmy polecenie. Teraz coraz więcej firm próbuje zrobić coś przeciwnego: sprawić, żeby AI było obecne tam, gdzie faktycznie jesteśmy – podczas spotkania, rozmowy, spaceru czy podróży. Sztuczna inteligencja zaczyna więc wychodzić z przeglądarki i stawać się elementem fizycznego środowiska, w którym pracujemy.

Słuchawki jako osobiste biuro

Jest jeszcze jedno urządzenie, które bardzo łatwo przeoczyć, ponieważ korzystamy z niego od lat: słuchawki. Ich rola w pracy zmieniła się jednak radykalnie. Dzisiaj dobre słuchawki nie są tylko sprzętem do słuchania muzyki. Są sposobem na stworzenie własnego środowiska pracy. Aktywna redukcja hałasu pozwala odciąć się od rozmów współpracowników, ekspresu do kawy czy ulicy za oknem, tryb transparentny pozwala z kolei wrócić do świata jednym kliknięciem, a dobre mikrofony umożliwiają prowadzenie spotkań i współpracę z narzędziami głosowymi.

Jeżeli ktoś pracuje w ekosystemie Apple, naturalnym wyborem będą AirPods Max 2. To obecna generacja nausznych słuchawek Apple, wprowadzona w 2026 roku, wyposażona w układ H2 w każdej słuchawce, aktywną redukcję hałasu, tryb adaptacyjny, wykrywanie rozmów, izolację głosu, spersonalizowaną głośność oraz dźwięk przestrzenny. Apple deklaruje także możliwość nagrywania dźwięku w jakości studyjnej oraz bezstratnego dźwięku i bardzo niskich opóźnień przez USB-C.

Alternatywą są Sony WH-1000XM6, czyli najnowsza generacja bardzo mocno rozwijanej przez Sony linii słuchawek z ANC. To propozycja dla tych, którzy chcą połączyć mocną redukcję hałasu, funkcje związane z rozmowami i rozbudowane możliwości konfiguracji z bardziej uniwersalnym podejściem do urządzeń. Jest też Bose QuietComfort Ultra Headphones 2nd Gen, czyli propozycja mocno skoncentrowana na komforcie i redukcji hałasu, rozwijająca przy tym funkcje związane z rozmowami i dźwiękiem przestrzennym.

Nie trzeba rozstrzygać, które z nich są najlepsze. Można potraktować je jako trzy różne odpowiedzi na to samo pytanie: jak stworzyć własną przestrzeń do pracy, kiedy fizycznie nadal siedzimy w tej samej przestrzeni co wszyscy inni? W tym sensie słuchawki stają się czymś więcej niż peryferium. Pozwalają stworzyć własne biuro nawet wtedy, gdy nasze biurko znajduje się w open space, kawiarni, pociągu albo w domu, w którym za ścianą toczy się zupełnie inne życie.

A może drugi monitor wcale nie jest monitorem?

Na koniec warto zrobić krok trochę dalej. Nie dlatego, że okulary XR są już oczywistym wyposażeniem biura – nie są – ale dlatego, że pokazują kierunek, w którym może zmienić się samo pojęcie ekranu. XREAL One Pro to przykład okularów wykorzystujących 0,55-calowe wyświetlacze Sony Micro-OLED, z polem widzenia do 57 stopni i częstotliwością odświeżania do 120 Hz. Dzięki natywnemu 3DoF oraz trybowi Anchor urządzenie może zakotwiczyć wirtualny ekran w przestrzeni, a producent deklaruje także możliwość korzystania z trybu 6DoF w określonych zastosowaniach.

To nadal bardziej eksperyment niż uniwersalny sposób pracy. Komfort noszenia, ergonomia, czas pracy na baterii czy naturalność korzystania z takiego rozwiązania pozostają równie ważne jak sama jakość obrazu. Ale właśnie dlatego warto o tym mówić. Przez lata przyjmowaliśmy bez większego zastanowienia, że komputer musi wyglądać jak laptop albo monitor, klawiatura i mysz. Okulary XR podważają jedno z tych założeń: skoro możemy mieć ekran wszędzie, być może nie zawsze potrzebujemy go na biurku.

Nie chodzi o gadżety

reMarkable, Kindle Scribe, BOOX, Wispr Flow, PLAUD, Pocket, słuchawki z ANC czy okulary XR nie tworzą jednej kategorii produktów. Nie mają nawet ze sobą wiele wspólnego. Łączy je jednak coś ważniejszego: każde z tych urządzeń próbuje skrócić dystans pomiędzy człowiekiem a komputerem. Przez lata musieliśmy dostosowywać się do technologii – wiedzieć, gdzie kliknąć, jaki skrót nacisnąć, w którym folderze znajduje się dokument i jak sformułować polecenie, żeby komputer zrobił dokładnie to, czego chcemy. Dzisiaj coraz częściej możemy po prostu powiedzieć, czego potrzebujemy, napisać coś ręcznie, pozwolić AI zapamiętać spotkanie albo przenieść ekran do okularów.

Być może właśnie dlatego najciekawsze urządzenia biurowe nie są dziś tymi, które mają najwięcej funkcji. Ciekawsze są te, które pozwalają nam wykonywać tę samą pracę w sposób bardziej naturalny. reMarkable pozwala wrócić do sposobu myślenia, który znamy z papieru, Wispr Flow skraca dystans między myślą a gotowym tekstem, PLAUD i Pocket próbują przejąć część obowiązków związanych z pamięcią, słuchawki tworzą wokół nas własną przestrzeń pracy, a okulary XR pokazują, że nawet ekran nie musi już być fizycznym przedmiotem stojącym na biurku.

Klawiatura oczywiście nie zniknie, podobnie jak monitor czy papier. Zmienia się jednak coś ważniejszego: coraz rzadziej będziemy musieli dostosowywać sposób pracy do jednego, narzuconego przez technologię interfejsu. Możemy pisać, mówić, rysować, słuchać, nagrywać, a w przyszłości być może po prostu opisywać komputerowi efekt, jaki chcemy osiągnąć, bez zastanawiania się, jak właściwie powinno wyglądać polecenie. Po kilkudziesięciu latach komputer zaczyna więc powoli uczyć się naszego sposobu pracy, zamiast oczekiwać, że to my nauczymy się jego.