Kto kontroluje kontekst, ten kontroluje sprzedaż

Kto kontroluje kontekst, ten kontroluje sprzedaż
Nie wierzę, że 2026 będzie rokiem jednej wielkiej, widowiskowej rewolucji w e-commerce. Nie zobaczymy „jednego przycisku”, który nagle zmieni wszystko. Zobaczymy za to, że AI będzie wchodziło wszędzie… jak wilgoć. Sesje produktowe, promocja, analityka, obsługa klienta, generowanie treści, logistyka, a w końcu sama rekomendacja produktu – często z pominięciem sklepu.
O autorze
2 min czytania 2026-02-26

AI jest jednocześnie infrastrukturą i narzędziem. Rozmowa dwóch algorytmów, które wykonują zadania poza naszą „ręczną” decyzją, to coś, co wyłoni się właśnie z tego świata, gdzie algorytmy są nową elektrycznością, przenikającą wszystko tak, że przestaniemy ją zauważać. Raczej uderzy nas moment, w którym jej zabraknie. Coś, co będę w tym roku uważnie obserwował i pod co firmy powinny być gotowe już teraz, to rosnąca skłonność użytkowników do zostawiania po sobie coraz większej ilości kontekstu – i to nie tylko nieświadomie, jak dotychczas, ale coraz częściej świadomie.

O tym mówi się za mało, bo łatwo wpaść w narrację „AI poleca produkty”, “feed sprzedaje”, „one-click skraca ścieżkę”. Tymczasem najgłębsza zmiana dzieje się poziom niżej: użytkownik zaczyna traktować swój kontekst jak zasób, który opłaca się uporządkować i karmić nim narzędzia, bo dostaje w zamian realną korzyść – lepsze decyzje, lepsze rekomendacje, mniej szumu, mniej powtarzania się. To jest cichy zwrot: od świata, w którym wyszukujesz i porównujesz, do świata, w którym pytasz, delegujesz selekcję i oczekujesz, że system „zrozumie Ciebie”, a nie tylko produkt.

Oczywiście kontekst nieświadomy już dziś jest potężny. Wystarczy raz odpalić eksport danych i zobaczyć skalę: historia zachowań, kliknięć, intencje, wzorce, preferencje, czas, miejsce, urządzenia, reakcje. Algorytmy nie „zgadują”, a raczej pracują na sygnałach. Ale to, co moim zdaniem zmieni reguły gry w zakupach najmocniej, to narastający kontekst świadomy: preferencje opisane wprost, profile intencji, listy ograniczeń, priorytety, anty-preferencje. I tu wchodzi przykład, który każdy rozumie: podróże. Kiedyś spersonalizowanie wyjazdu wymagało długiej rozmowy z człowiekiem, który powoli „wyciągał” z Ciebie informacje. Dziś możesz raz doprecyzować, jak odpoczywasz, czego nie znosisz, jaki masz budżet, tempo i styl, a potem generować świetny plan, docelowo z agentem, który wyklika Twoje loty i hotele. To jest model przyszłych zakupów: jeśli umiesz opisać siebie, AI staje się filtrem i przewodnikiem do niszowych produktów, o których nawet nie wiedziałeś, że istnieją – bo wreszcie ktoś łączy Twoje preferencje z realną ofertą. Bez dobrego kontekstu zwiedzanie Paryża skończysz na wieży Eiffla, a zakupy w ZARA – jak wszyscy.

To tylko fragment publikacji. W pełnej wersji tekstu przeczytasz m.in. o tym, kto wygrywa w świecie „ask, don’t search”, jaką rolę w tym zjawisku odgrywają agencje i dlaczego przetrwają tylko te, które są „komandosami”.

Jeśli chcesz lepiej zrozumieć, jak funkcjonować w świecie syntetycznych interakcji i jak marki powinny dziś rozpoznawać „prawdziwego klienta” – sięgnij po najnowszy Trendbook i przeczytaj całość tekstu.