Marketing w erze cookieless. Koniec złudzeń, początek dojrzałości

Piotr Kowalczyk trendbook
Przez ponad dwie dekady ciasteczka third-party pełniły rolę cichego fundamentu, na którym wzniesiono gmach nowoczesnego marketingu cyfrowego. To dzięki nim branża uwierzyła, że internet jest mierzalny w stopniu niemal absolutnym. Cookies dawały nam coś niezwykle cennego, a zarazem zwodniczego: poczucie pełnej kontroli nad ścieżką użytkownika.
O autorze
5 min czytania 2026-03-10

Cookies pozwalały wierzyć, że precyzyjne targetowanie jest standardem, a raporty z kampanii odzwierciedlają obiektywną prawdę o tym, kto, dlaczego i pod wpływem którego impulsu dokonał zakupu. Dziś ten świat, który znaliśmy, powoli odchodzi do lamusa. I choć dla wielu osób zarządzających budżetami reklamowymi może to wyglądać na technologiczną katastrofę, w rzeczywistości jesteśmy świadkami momentu, w którym marketing cyfrowy przestaje udawać, że jest prostszy, niż faktycznie jest.

Zmierzch ery ciasteczek nie jest nagłym tąpnięciem, które zaskoczyło nas z dnia na dzień. To raczej długofalowy proces, wynikający z nałożenia się trzech potężnych sił: coraz bardziej restrykcyjnych regulacji prawnych (takich jak RODO czy nadchodzące ePrivacy), strategicznych decyzji big techów oraz, co chyba najważniejsze, rosnącej świadomości samych użytkowników. W Polsce zmiana ta ma specyficzny, ewolucyjny charakter. Przeglądarka Chrome, która wciąż dominuje na naszym rodzimym rynku, pozwala jeszcze na korzystanie z third-party cookies w ograniczonym zakresie, co daje marketerom złudne poczucie bezpieczeństwa i dodatkowy czas na adaptację.

Jednak trendu nie da się odwrócić: era „totalnego śledzenia” dobiega końca. Rejestracja aktywności typu cross-site staje się coraz trudniejsza, a dane, na których opieraliśmy kluczowe decyzje biznesowe, stają się fragmentaryczne i niepełne. Największym wyzwaniem nie jest jednak sama technologia, lecz fakt, że branża przez lata zbyt mocno przywiązała się do wygodnych uproszczeń, które teraz przestają działać.

Dlaczego cookieless to nie pomyłka, lecz diagnoza

W dyskusjach o świecie bez ciasteczek często pojawia się teza, że nowe ograniczenia „psują” skuteczność marketingu. Spójrzmy na to jednak z innej perspektywy: brak ciasteczek po prostu obnażył słabości procesów, które od dawna były wadliwe. Wiele modeli atrybucji opierało się na iluzji liniowości. Chcieliśmy wierzyć, że klient widzi reklamę, klika i kupuje. Rzeczywistość zawsze była jednak bardziej skomplikowana. Użytkownicy krążą między kanałami, zmieniają urządzenia, szukają opinii, a ich proces decyzyjny jest rozproszony w czasie. Cookies pozwalały nam „sklejać” te interakcje w sposób sztuczny, często przypisując sukces nie tym działaniom, które faktycznie zainspirowały zakup, ale tym, które były najłatwiejsze do zmierzenia.

LinkedIn logo
Na LinkedInie obserwuje nas ponad 100 tys. osób. Jesteś tam z nami?
Obserwuj

Gdy mechanizmy identyfikacji zaczynają zawodzić, w pierwszej kolejności „oberwały” raporty. Nagle okazuje się, że kampanie budujące świadomość, działania wideo czy content marketing, w panelach analitycznych „przestają działać”. W rzeczywistości one wciąż realizują swoje cele, ale stały się niewidoczne dla starych systemów pomiarowych. Jednocześnie kanały takie jak Brand Search czy wejścia bezpośrednie odnotowują nienaturalne wzrosty skuteczności. To klasyczny błąd: przypisujemy całą zasługę ostatnim ogniwom łańcucha tylko dlatego, że jako jedyne pozostały mierzalne w tradycyjnym modelu. To pułapka, która może prowadzić do fatalnych decyzji o przesunięciu budżetów z działań budujących markę na rzecz czystego performance’u, co w dłuższej perspektywie wysusza źródło nowych klientów.

Model Last Click jako relikt przeszłości

Jeśli mielibyśmy wskazać jeden symbol ery ciasteczek, który najbardziej zniekształcił nasze myślenie o marketingu, byłaby to atrybucja Last Click. Przez lata model ten był branżowym standardem, bo oferował prostą i kojącą odpowiedź na trudne pytania. Problem polega na tym, że Last Click nigdy nie mierzył realnego wpływu danej reklamy na intencję zakupową – on mierzył jedynie kolejność zdarzeń. To tak, jakby przypisać cały sukces wygranej w meczu piłkarskim tylko temu zawodnikowi, który dotknął piłkę jako ostatni przed linią bramkową, całkowicie ignorując pracę zespołu i strategię trenera.

Słuchaj podcastu NowyMarketing

W rzeczywistości cookieless, trzymanie się modelu Last Click staje się nie tylko anachronizmem, ale realnym zagrożeniem dla stabilności biznesu. Prowadzi to do systematycznego osłabiania góry lejka zakupowego. Marketerzy, goniąc za krótkoterminowymi wskaźnikami ROI w raportach, pompują pieniądze w kanały domykające, które często jedynie „zbierają” popyt wypracowany gdzie indziej. Efekt? Pozorna efektywność w Excelu, przy jednoczesnej stagnacji realnej sprzedaży i rosnącym uzależnieniu od coraz droższych aukcji w systemach reklamowych. Wyjście z tej pułapki wymaga odwagi, by zaakceptować fakt, że marketing to system naczyń połączonych, a nie zbiór odizolowanych od siebie kliknięć.

NowyMarketing logo
Mamy newsletter, który rozwija marketing w Polsce. A Ty czytasz?
Rozwijaj się

Dane własne: Budowanie nowych fundamentów

Skoro fundamenty oparte na ciasteczkach podmiotów trzecich kruszeją, na czym powinniśmy budować? Kluczowym aktywem stają się dane first-party oraz zero-party. To informacje, które firma zbiera bezpośrednio od swoich użytkowników, za ich świadomą zgodą i w ramach jasnej wymiany wartości. W nowym ekosystemie to one stają się najtwardszą walutą.

Dla wielu firm oznacza to konieczność głębokiej zmiany mentalnej. Trzeba przestać myśleć o użytkowniku jak o anonimowym ID, które można „złapać” w sieci dzięki technologii, a zacząć myśleć o nim jak o partnerze w relacji. Rejestracje w serwisie, subskrypcje newsletterów, programy lojalnościowe czy personalizowane doświadczenia zakupowe przestają być opcjonalnymi dodatkami. Marketerzy muszą nauczyć się pracować na danych, które faktycznie rozumieją i nad którymi mają kontrolę, zamiast polegać na algorytmach czarnych skrzynek dostarczanych przez zewnętrznych dostawców. To powrót do korzeni marketingu relacyjnego, ale wspartego nowoczesną technologią CRM i Customer Data Platforms.

Odrodzenie kontekstu: Reklama dopasowana do sytuacji, nie do profilu

Drugim filarem, na którym opiera się nowy porządek, jest szeroko rozumiany kontekst. Przez lata reklama kontekstowa była traktowana po macoszemu, postrzegana jako mniej „inteligentna” siostra precyzyjnego targetowania behawioralnego. Dziś jednak wraca w zupełnie nowej, zaawansowanej odsłonie. Dzięki rozwojowi sztucznej inteligencji i analizy semantycznej, targetowanie kontekstowe nie polega już na prostym dopasowaniu słów kluczowych. Nowoczesne systemy potrafią zrozumieć intencję tekstu, jego wydźwięk emocjonalny i specyfikę danej chwili.

W świecie, w którym nie możemy (i często nie chcemy) polegać na inwazyjnym śledzeniu każdego ruchu użytkownika, kontekst staje się gwarantem trafności. Reklama przestaje śledzić konkretną osobę, a zaczyna odpowiadać na sytuację, w której ta osoba aktualnie się znajduje. To podejście jest nie tylko bezpieczniejsze z punktu widzenia prywatności, ale też – co potwierdzają liczne badania – często skuteczniejsze.

Użytkownik czytający artykuł o planowaniu ogrodu jest w naturalny sposób bardziej skłonny do interakcji z reklamą narzędzi ogrodniczych niż wtedy, gdy ta sama reklama „atakuje” go podczas sprawdzania wyników sportowych tylko dlatego, że tydzień wcześniej odwiedził sklep budowlany.

Retail Media – potęga danych zakupowych

Jeśli mielibyśmy wskazać największego beneficjenta ery cookieless, Retail Media są głównymi kandydatami. Detaliści i platformy e-commerce, zbudowały zamknięte ekosystemy oparte na najtwardszych danych, jakie istnieją: danych o realnych zakupach. Wiedza o tym, co klient faktycznie wkłada do koszyka, jak często ponawia zakup i na jakie promocje reaguje, jest dziś bezcenna.

Retail Media oferują markom coś, czego brakuje większości kanałów cyfrowych: obecność w „momencie prawdy”, dokładnie wtedy, gdy zapada decyzja zakupowa. Co więcej, pozwalają one na domknięcie pętli pomiarowej – od wyświetlenia reklamy po transakcję w obrębie jednej platformy. W świecie, w którym dane zewnętrzne stają się niepewne, ta strukturalna przewaga sprawia, że Retail Media rosną szybciej niż jakikolwiek inny segment reklamy cyfrowej. Dla marketerów to jasny sygnał: budżety będą podążać tam, gdzie dane są wiarygodne i bezpośrednio powiązane z biznesem.

Nowa filozofia pomiaru: Pożegnanie z fetyszem precyzji

Ostatnim, ale być może najważniejszym elementem adaptacji do świata cookieless jest zmiana sposobu, w jaki oceniamy sukces. Musimy pogodzić się z faktem, że nie wszystko da się policzyć na poziomie pojedynczego użytkownika z dokładnością do siódmego miejsca po przecinku. W zamian jednak otrzymujemy metody bardziej holistyczne i, co paradoksalne, bardziej wiarygodne biznesowo.

Powrót do łask Marketing Mix Modeling (MMM), wykorzystywanie eksperymentów inkrementalnych czy testów typu holdout (gdzie celowo wyłączamy reklamę na części rynku, by sprawdzić jej realny wpływ) to dowód na profesjonalizację branży. Te podejścia nie szukają łatwych odpowiedzi w kliknięciach.

One szukają związków przyczynowo-skutkowych. Pozwalają zrozumieć, ile z naszej sprzedaży wydarzyłoby się i tak, bez reklamy, a ile jest jej bezpośrednim efektem. To przejście od „fetyszu kliknięcia” do myślenia o realnym wpływie na wynik finansowy firmy. Jest to proces trudniejszy, wymagający większej wiedzy analitycznej i cierpliwości, ale ostatecznie buduje znacznie zdrowszy biznes.

Podsumowanie: Dojrzałość zamiast skrótów

Zmierzch ciasteczek podmiotów trzecich to przede wszystkim koniec ery marketingowych skrótów i iluzji pełnej kontroli. Świat, który wyłania się na naszych oczach, jest z pewnością bardziej wymagający. Wymaga od nas lepszego rozumienia danych, głębszego szacunku dla prywatności użytkownika oraz powrotu do fundamentalnych wartości, takich jak kontekst, relacja i jakość przekazu.

To, co może być postrzegane jako krok wstecz w technologii, jest w rzeczywistości krokiem naprzód w dojrzałości biznesowej. Marketing w erze cookieless przestaje być grą w zbieranie anonimowych ciasteczek, a staje się sztuką budowania realnej wartości dla klienta i rzetelnego mierzenia wpływu na biznes. To zmiana, na którą branża czekała od lat – nawet jeśli nie wszyscy zdawaliśmy sobie z tego sprawę.

Ten tekst ukazał się w Trendbooku 2026. Ponad 160 stron inspiracji o trendach w marketingu na kolejnych 12 miesięcy. Inspirujące rozmowy, wnikliwe insighty i kreatywne case studies, które zainspirują cię do działania. Pobierz i przeczytaj już dziś.