Dawid Podsiadło pokazał teledysk do „na błysk”. Zamiast premiery piosenki wybuchł spór o sztuczną inteligencję

Dawid Podsiadło pokazał teledysk do „na błysk”. Zamiast premiery piosenki wybuchł spór o sztuczną inteligencję
3 czerwca do sieci trafił nowy singiel Dawida Podsiadły. Miał promować jesienny album i wejść w ostatnią prostą przed stadionową trasą. Zamiast rozmowy o piosence internet zajął się kilkoma scenami z teledysku, adnotacją o użyciu sztucznej inteligencji i pytaniem, czy artysta tej skali w ogóle powinien sięgać po takie narzędzia.
O autorze
4 min czytania 2026-06-08

„Na błysk” to drugi, po „sezonie”, singiel zapowiadający nową płytę Podsiadły. Premiera wypadła tuż przed startem OBROTOWY TOUR 2026, czyli sześciu stadionowych koncertów w Chorzowie, Poznaniu, Gdańsku i Warszawie. W materiałach promujących od początku wracał też trop „Zakochanego bez pamięci” Michela Gondry’ego. Sam artysta mówił o scenach z własnego życia, a reżyser o historii miłosnej pokazanej przez wspomnienia i wyobraźnię.

Po premierze uwaga szybko przesunęła się z piosenki na obraz. Widzowie zaczęli wyłapywać sceny, które wyglądały na przetworzone przy użyciu narzędzi generatywnych. Najczęściej wracały trzy kadry: para jadąca na słoniach, bohater siedzący przy śpiącej sarnie i zalana stacja metra Plac Wilsona.

W komentarzach szybko zrobiło się ostro. Obok zarzutów o „AI slop” pojawiały się wpisy w rodzaju „Wstyd i obciach. AI w teledysku?”, „Wystarczyło zatrudnić aktorów” czy „Ciebie, Dawid, też można zastąpić AI”. Padały też bardziej rzeczowe uwagi: że artysta wyprzedający stadiony nie musiał sięgać po narzędzie, które dla części odbiorców jest symbolem pójścia na skróty. Z drugiej strony pojawiły się głosy, że klip nie został wygenerowany od zera, a jego nierealny obraz pasuje do historii o pamięci i wspomnieniach.

Dla części odbiorców problem nie kończy się jednak na wyglądzie klipu. Chodzi też o to, jak powstają narzędzia AI. Takie modele uczą się na ogromnych zbiorach obrazów, zdjęć, ilustracji i animacji, często bez jasnej zgody wszystkich autorów. Potem potrafią w kilka chwil wytworzyć coś, co przypomina pracę człowieka. Stąd zarzut, że korzystają z cudzej twórczości, a później mogą ograniczać liczbę zleceń dla grafików, ilustratorów czy animatorów. Gdy sięga po nie artysta tak rozpoznawalny jak Podsiadło, dla krytyków nie jest to już tylko decyzja estetyczna, ale także sygnał, że taka metoda pracy staje się czymś zwyczajnym.

LinkedIn logo
Na LinkedInie obserwuje nas ponad 100 tys. osób. Jesteś tam z nami?
Obserwuj

Użycie sztucznej inteligencji w teledysku Podsiadły nie wyszło na jaw po czasie. Informacja o takim wkładzie pojawiła się przy teledysku od razu. Nie było więc późniejszego „przyłapania” artysty. Był klip, była adnotacja i była natychmiastowa reakcja widzów. Dla jednych to uczciwe postawienie sprawy, dla innych potwierdzenie tego, co i tak już widzieli na ekranie.

W pierwszej dobie wideoklip miał około 100 tys. wyświetleń, a dziś ma już ponad 300 tys. odsłon. Równolegle rosła liczba tekstów o samym sporze, a premiera singla bardzo szybko zamieniła się w debatę i krytykę obrazu.

Słuchaj podcastu NowyMarketing

Podsiadło odpowiedział 5 czerwca w relacjach na Instagramie. Chciał skonfrotować przede wszystkim jeden zarzut, ten o „teledysk zrobiony przez AI”. Tłumaczył, że przy projekcie pracowała blisko 40-osobowa ekipa, zdjęcia powstawały przez wiele tygodni w różnych częściach Warszawy, a sama sztuczna inteligencja weszła do pracy dopiero po zamknięciu montażu. Według jego wersji nie zastąpiła planu, zdjęć i montażu, tylko została użyta później, jako jedno z narzędzi postprodukcji do dodania wybranych efektów. Pokazał też przykłady scen, które miały zostać w ten sposób zmienione.

NowyMarketing logo
Mamy newsletter, który rozwija marketing w Polsce. A Ty czytasz?
Rozwijaj się

W jego odpowiedzi padły dwa zdania, które później często wracały w omówieniach sprawy. Pierwsze: działa tu ta sama logika co przy innych efektach stosowanych od lat w postprodukcji wideo. Drugie: nie wszyscy muszą lubić takie same rzeczy, ale twórcom ten pomysł się podobał. Dodał też, że przykro mu czytać osobiste ataki.

Z publicznie dostępnych informacji da się też dość dokładnie odtworzyć skład produkcji. Przy teledysku pojawiają się Tadeusz Śliwa i MYK jako reżyserzy. Za postprodukcję odpowiada Moon Films, a przy efektach z użyciem sztucznej inteligencji pojawia się AiVisioLab. To ważne, bo część komentarzy od początku sprowadzała całą sprawę do obrazu wygenerowanego jednym poleceniem. Opis produkcji wskazuje na zwykły plan filmowy i pełną ekipę, do których dołożono jedną warstwę technologiczną.

Po oświadczeniu piosenkarza głos zabrały też osoby z branży, głównie w publicznych wpisach w mediach społecznościowych. Jeden z częściej powtarzanych argumentów dotyczył warstwy artystycznej. Skoro punktem odniesienia jest „Zakochany bez pamięci”, czyli film o pamięci, która się rozmywa, zniekształca i wraca we fragmentach, to płynny, lekko nierealny obraz nie musi działać przeciwko historii. Dla części komentujących właśnie ta nienaturalność była zgodna z tematem klipu, a nie przypadkowym błędem.

Drugi nurt obrony był bardziej techniczny. W tych głosach wracała myśl, że materiał z użyciem sztucznej inteligencji nie powstaje z jednego kliknięcia. Ktoś musi napisać scenariusz, przygotować ujęcia, wybrać wersje, poprawić błędy, zmontować całość i nadać temu sens. W podobny sposób od wielu lat powstaje wiele scen filmów akcji Michaela Baya, czy cała seria Avatar Jamesa Camerona, właśnie przy użyciu sztucznie wygenerowanych obrazów naniesionych na film. Ten argument nie zamyka sporu, ale dobrze pokazuje, o co ludzie naprawdę się tu spierają. Jedni pytają, czy maszyna zastąpiła człowieka. Drudzy, czy w ogóle powinna zostać dopuszczona do takiego projektu.

Od powstania pierwszych modeli językowych generujących obrazy i muzykę pojawiają się kolejne spory o sztuczną inteligencję i jej użycie głównie w branży kreatywnej, mediach technologicznych i wśród osób śledzących prawa autorskie czy automatyzację pracy. Tym razem weszły do szerokiego obiegu przez kilka scen z klipu jednego z najpopularniejszych polskich muzyków, który na początku swojej kariery reprezentował alternatywę, a teraz wkroczył do mainstreamu. Widać to po miejscach, w których temat się pojawił: od serwisów muzycznych i kulturalnych po duże portale ogólne, radio, media branżowe i serwisy plotkarskie. Rozmowa o AI wyszła poza zawodowy krąg i trafiła tam, gdzie zwykle dyskutuje się o nowej płycie, trasie i samym artyście.

To nie jest zresztą pierwszy taki spór w Polsce w ostatnich tygodniach. W maju podobna dyskusja wybuchła wokół Olgi Tokarczuk, po jej wypowiedzi na Impact’26 o korzystaniu z AI w pracy. Pisarka doprecyzowała później, że sztuczna inteligencja służy jej jako narzędzie pomocnicze, między innymi do szybkiej kwerendy i porządkowania materiału, a nie do pisania książki. W obu przypadkach wróciło to samo pytanie: gdzie kończy się wsparcie, a zaczyna oddawanie części twórczej pracy maszynie?