Piwny marketing – TOP 3 reklam Guinnessa

Piwny marketing – TOP 3 reklam Guinnessa

Zbliża się 17 marca, a właściciele Irlandzkich PUBów zacierają ręce. Jak co roku, w dzień Świętego Patryka, płynąć będą do nich tłumy spragnionych piwoszy. Z rozpalonymi oczyma, dreszczykiem na ciele i zastygłym uśmiechem na ustach obserwować będą barmanów nalewających im tego wieczoru...

źródło zdjęcia głównego: flickr.com

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

... pierwszego Guinnessa. 

Przy okazji tego szczególnego piwnego dnia, zawsze obiecuję sobie sprawdzić teorię 119,5 sekund potrzebnych do nalania perfekcyjnej pinty czarnego trunku, ale sam proces nalewania tak mnie hipnotyzuje, że zapominam włączyć timer... Podobnie mam z reklamami producenta irlandzkiego browaru – w ciągu 80 lat prowadzenia kampanii marketingowych zdobyli reklamowe szczyty, pracowali z najwybitniejszymi nazwiskami i oddali hołd nieprzeciętnym talentom rugby. W jednym z artykułów pisałam o sile dobrych pomysłów, które swoim sprytem i błyskotliwością przebijają wszelkie finansowe granice. Spójrzmy zatem od kuchni jak wygląda współpraca dobrych pomysłów z dobrymi budżetami zarządzanymi przez odważnych i nieprzyzwoicie zdolnych ludzi.

2011 Some are made of more The Flag 

Rok 2011, reżyser King’s Speech Tom Hooper dostaje skrypt reklamy dla Guinnessa. Czyta go, a w nim walka jak z „Brave Heart”, emocje jak w „300” i… przedsmak dobrej zabawy.

To doprowadziło go oraz 370 innych osób wraz z agencją AMV BBDO i jej kreatywnym Paulem Brazierem na czele na szczere pola na Węgrzech. Z dnia na dzień wyrosły tam dwa wojska, które naśladując zasady gry w rugby stoczyły ze sobą walkę. Przez 4 dni zdjęciowe nad fighterami padał deszcz i rozbryzgiwało się błoto, latał helikopter i przesuwały się żurawie z kamerami, żeby finalnie powstał 60-sekundowy spot.

Reklama została zrealizowana z okazji Rugby World Cup, a jej postprodukcją zajął się bezbłędny The Mill, który później współpracował jeszcze przy wielu reklamach Guinnessa.

Przyznam szczerze, że w mojej ocenie nie jest to reklama z TOP 5 ani nawet z TOP 10 najlepszych reklam Guinnessa, jednak ilość wykonanej pracy – same przygotowanie 211 strojów wojowników musiało zająć dobrych parę tygodni – robi wrażenie!

Making of:

2009 Bring it to life

Jeden z moich ulubionych, z pomocą którego Guinness zaprezentował światu swój nowy slogan jest spot „Bring it to life”. Bohaterowie reklamy zamienili się w bogów i tworzą świat własnymi rękoma oraz wspólnymi siłami sprawiają, że w którymś miejscu na ziemi pojawia się fiord, gdzieś w górach wyrasta trawa, a w oceanie pojawia się nowy rodzaj ryb i roślin. Dlaczego ludzie udają bogów i o co w tym wszystkim chodzi? Tym razem dyrektor kreatywny AMV BBDO Paul Brazier za pomocą spotu nawiązuje do procesu powstawania najlepszego – oczywiście - piwa na świecie oraz skali przedsięwzięcia i poświęcenia ludzi, którzy bringing the black thing to life…

Produkcja 90 sekund spotu trwała prawie rok. Wzięło w niej udział prawdopodobnie więcej specjalistów technicznych i rzemieślniczych niż tzw. kreatywnych. Przygotowanie do zdjęć w Kanadzie, gdzie nagrywano scenę z powstającymi drzewami, trwało 3 miesiące, a utkanie dywanu z trawy zajęło 45 kobietom 6 dni. Nie wspominając już o trwającym 3 dni nagraniu sceny z wypuszczeniem rybek i późniejszym 4 miesięcznym procesem tworzenia grafiki komputerowej z tymiż rybkami… Ekipa przemieszczała się pomiędzy Kanadą, Fidżi i Nową Zelandią, gdzie kręcono w miejscach do których dotarcie trwało dłużej niż same zdjęcia… Nie reklama, a marzenie!

Making of:

2007 Tipping point

 

I wisienka na torcie – najbardziej kosztowny spot Guinnessa, do nagrania którego producent „wynajął” w Argentynie całe miasteczko i sprowadził do niego połowę sąsiedniego. Karkołomna, a jednocześnie bardzo urocza realizacja reżysera Nicolai’a Fuglsig, czyli tegoż samego gościa, który w 2006 roku otrzymał Złotego Lwa za niemniej szaloną reklamę „Bauncy Balls” dla Sony Bravia. Duńczyk przyznał, że „Tipping Point” był najtrudniejszym wyzwaniem w całej jego karierze.

Casting na aktorów odbył się na miejscu. Zagrali mieszkańcy dwóch sąsiadujących ze sobą miast, którzy nigdy wcześniej nie byli przed kamerą. Ba, niektórzy jej nawet nie widzieli na własne oczy. Do górskiej Iruya zostało sprowadzone m.in. 10 000 książek, 6 000 płytek domino, 400 opon, 75 luster, 50 lodówek… Każdy element tej układanki był szczególnie dobrany, bo musiał współgrać z zastanym otoczeniem i mieszkańcami miasta.

Każdy, kto w dzieciństwie starał się zrobić samodzielnie wężyk spadających rzeczy wie, że za pierwszym razem ciężko jest zachować jego ciągłość i nienaruszony bieg. Za drugim i trzecim też nie zawsze to wychodzi… Jedno jest pewne, twórcom Tipping Point udało się nagrać spadające samochody jednym ujęciem – brilliant! Choć bardziej wolę reklamę „Bring it to Life”, to magia „Tipping Point”, dzięki bajecznemu klimatowi i skali przedsięwzięcia, jakiej życzę każdemu szaleńcu doświadczyć, totalnie mnie urzekła.

Making of:

Jeżeli kiedyś ktoś zapyta, czy można zrobić dobrą reklamę za małe pieniądze, polecam zdecydowanie i z rozsądkiem pokiwać głową. Warto też mieć chociażby te 10 mln funtów – budżet powyższego spotu ze starymi lodówkami – żeby dostarczyć sobie i innym wrażeń, które wyryją się w pamięci do końca życia. A z resztą, przecież każdy wie, że sky is the limit, not budget! ;)

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij