Himlung 7126 wyruszamy na poszukiwanie... sponsorów cz. 1

Himlung 7126 wyruszamy na poszukiwanie... sponsorów cz. 1

Ze sponsoringiem sportowym, jest pewien problem: reguły marketingu są jasne „ma być sukces”, a w sporcie nie ma gwarancji sukcesu. Zwłaszcza w Górach Wysokich...

fot. unsplash.com

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Gdy tylko wyruszyła polska zimowa wyprawa „K2 dla Polaków”, zadałam sobie pytanie, czy ICH SUKCES bądź porażka będą miały wpływ na naszą pionierską wyprawę „Himlung 2018”, a szczególnie na pozyskanie sponsorów. Nie musiałam się długo zastanawiać, by odpowiedzieć sobie, że TAK.

Trzeba być naprawdę odważnie myślącym przedstawicielem biznesu, by zdecydować się na sponsorowanie tak nieprzewidywalnej sfery, jak sporty ekstremalne. Obserwując losy sportowych indywidualistów, którzy samotnie zmagają się z ambitnymi celami, zauważam, że najczęściej znajdują oni wsparcie w firmach, których właściciele lub szefowie sami uprawiają jakiś nietuzinkowy sport, dzięki czemu wykazują zrozumienie dla czyjejś pasji. Decyzja o sponsoringu nie jest więc podjęta na podstawie biznesowych kalkulacji (np. firma buduje swój wizerunek jako organizacji: otwartej, myślącej niestandardowo, odkrywczej), a bardziej z pobudek emocjonalnych czy sentymentalnych. Nic więc dziwnego, że sponsoring sportowy w naszym kraju wciąż kuleje i póki co, nie zanosi się na zasadniczą poprawę.

Rzecz wydaje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy mówimy o wsparciu wypraw wysokogórskich. Tu dochodzi element „atmosfery”, jaka tworzy się wokół wspinaczy. W dzisiejszych czasach, gdy informacje są przekazywane w czasie niemal rzeczywistym, gdy jest zapotrzebowanie na „szybkie zwycięstwo”, a klęska traktowana jest w kategorii „newsa”, himalaiści bez przerwy pozostają pod czujnym okiem dziennikarzy, mediów społecznościowych i ogólnie opinii społecznej. Jeśli jest sukces, jak np. ostatnio podczas udanej akcji po Elizabeth Revol na Nanga Parbat, „atmosfera” robi się przyjazna, ale gdy, nie daj Boże, zdarzy się tragedia lub nawet brak „sukcesu” - np. gdyby okazało się, że tym razem „K2 (NIE) dla Polaków”, „atmosfera” znów zgęstnieje i w najlepszym razie, usłyszymy o „wydanych grubych tysiącach, by kilku chłopców mogło pobawić się na śniegu”.

A więc, mimo że ten artykuł miał dotyczyć przygotowania listu sponsorskiego i klucza, według którego mają być dobierani potencjalni sponsorzy, postanowiłam zaczekać, aż „atmosfera” będzie sprzyjająca. Trzymam mocno kciuki za chłopaków na K2. Życzę im powodzenia jak mało kto, bo jak im się uda to może i nam się poszczęści!

A jednocześnie dziękuję tym, którzy już odważyli się wspomóc naszą wyprawę: BP STAR bilety lotnicze, TO PROSTE e-learning, Stadnina koni huculskich TABUN oraz naszym patronom medialnym: NowyMarketing, Traveler Polska, wspinanie.pl, Taternik, Gazeta Senior.

Obszerniejsze relacje z kolejnych etapów przygotowań do wyprawy, można śledzić na stronie.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij
Reklama Zamknij