Upoluj książkę Malcolma Gladwella „Błysk” [konkurs]

Upoluj książkę Malcolma Gladwella „Błysk” [konkurs]

Kiedy nie warto wierzyć badaniom fokusowym? Dlaczego najlepiej sprzedają się lody w okrągłych opakowaniach? Jak słabość do wysokich brunetów wpływa na wyniki wyborów i sprzedaż samochodów?

Uwaga: Do rozdania mamy 3 egzemplarze książki. Pytanie konkursowe pojawi się już jutro w naszym newsletterze. Bądźcie czujni!

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

O książce:

Większość decyzji podejmujemy w ciągu dwóch sekund. Ta książka opowiada o tym, co dzieje się w tej krótkiej chwili.

Co tak naprawdę decyduje o tym, jakie produkty kupujemy, z kim bierzemy ślub lub na kogo głosujemy? Chcemy wierzyć, że to efekt naszych dogłębnych przemyśleń i analiz. Malcolm Gladwell pokazuje, że wybory i decyzje – biznesowe, osobiste czy polityczne – podejmujemy błyskawicznie i instynktownie. Jeśli chcemy poznać siebie i innych oraz motywy naszych decyzji, musimy zrozumieć, jak działa mechanizm błyskawicznego osądu.

Błysk! to światowy bestseller, który pokazuje potęgę przeczuć i nieświadomych reakcji oraz uczy, jak wykorzystać ją w życiu osobistym i biznesie.

O autorze:

Malcolm Gladwell to jeden z najlepiej sprzedających się autorów XXI wieku, którego książki osiągnęły milionowe nakłady, a „Time” zaliczył go do grona 100 najbardziej wpływowych osób na świecie. W 2011 znalazł się na liście Thinkers50 – 50 najważniejszych myślicieli zajmujących się tematyką biznesu i zarządzania.

Gladwell to uparty tropiciel tego, co kryje się pod powierzchnią. Podważa powszechnie przyjęte przeświadczenia, żeby na nowo pokazać nam, jak działa świat i my sami.

Fragment książki

Wewnętrzny komputer

Obszar naszego mózgu, w którym zachodzi tak błyskawiczne wnioskowanie, jest nazywany nieświadomością adaptacyjną, a badania nad dokonywaniem tego rodzaju decyzji stają się właśnie jedną z najważniejszych dziedzin psychologii. Nieświadomości adaptacyjnej nie należy mylić z nieświadomością omawianą przez Zygmunta Freuda – z mrocznym miejscem pełnym pożądań, wspomnień i fantazji zbyt niepokojących, abyśmy myśleli o nich świadomie. Nieświadomość adaptacyjna natomiast jest pojmowana jako potężny komputer, który szybko i dyskretnie przetwarza dane potrzebne nam do tego, abyśmy funkcjonowali jako ludzkie istoty. Kiedy po wejściu na jezdnię spostrzegamy, że pędzi na nas ciężarówka, czy znajdujemy czas na rozważenie wszelkich możliwości? Oczywiście, że nie. Przetrwaliśmy tak długo jako gatunek tylko dzięki temu, że wykształciliśmy w sobie mechanizm szybkiego formułowania opinii opartych na bardzo skąpych informacjach. Psycholog Timothy D. Wilson pisze w książce Strangers to Ourselves (Samym sobie obcy): „Umysł działa najskuteczniej, kiedy deleguje wiele skomplikowanych operacji myślowych do sfery nieświadomości, podobnie jak nowoczesny samolot odrzutowy może lecieć sterowany przez automatycznego pilota przy nikłym udziale lub bez udziału »świadomej« osoby. Nieświadomość adaptacyjna doskonale, w skuteczny i wyrafinowany sposób, wywiązuje się z zadania oceny sytuacji, ostrzegania nas przed niebezpieczeństwem, wyznaczania nam celów i inicjowania działań”.

Wilson twierdzi, że zależnie od okoliczności przełączamy się nieustannie ze świadomego na nieświadomy tryb myślenia. Decyzja o zaproszeniu znajomych na obiad jest świadoma. Zastanawiamy się. Uznajemy, że będzie miło. Zapraszamy. Spontaniczna decyzja o kłótni z tymi samymi znajomymi zapada nieświadomie – podejmowana w innym obszarze mózgu i motywowana innymi elementami naszej osobowości.

Ilekroć kogoś poznajemy, ilekroć przeprowadzamy z kimś rozmowę kwalifikacyjną, ilekroć reagujemy na nowy pomysł, ilekroć musimy dokonać szybkiego, stresującego wyboru, posługujemy się tym innym obszarem mózgu. Ile potrzebowaliśmy czasu na studiach na przykład do tego, żeby ocenić prowadzących nasze zajęcia? Jedno spotkanie? Dwa? Semestr? Psycholog Nalini Ambady pokazała studentom trzy dziesięciosekundowe nagrania zajęć uniwersyteckich – z wyłączonym dźwiękiem – i stwierdziła, że bez trudu ocenili skuteczność nauczycieli, których nigdy przedtem nie spotkali. Potem skróciła nagrania do pięciu sekund, a opinie wcale się nie zmieniły. Rezultaty były niezwykle podobne, nawet kiedy pokazywała tylko dwusekundowe migawki. Później Ambady porównała te błyskawiczne oceny z opiniami wyrażonymi przez studentów po całym semestrze zajęć i odkryła, że są zasadniczo zbieżne. Wnioski wyciągnięte z dwusekundowego niemego filmiku o nieznanym nauczycielu nie różniły się od wniosków sformułowanych przez osoby, które obserwowały tego samego nauczyciela przez kilka miesięcy. Oto potęga naszej nieświadomości adaptacyjnej!

Być może moi czytelnicy postąpili podobnie – zdając sobie z tego sprawę lub nie – kiedy po raz pierwszy zobaczyli tę książkę. Jak długo trzymali ją w dłoniach? Dwie sekundy? A przecież wygląd okładki, ewentualne skojarzenia wywołane przez nazwisko autora oraz kilka początkowych zdań na temat kurosa zdążyły wytworzyć pewne wrażenie – zawirowanie myśli, obrazów i oczekiwań – które w zasadniczy sposób ukształtowało odbiór tego, co napisałem do tej pory. Czy to nie ciekawe, co działo się w tych dwóch sekundach?

Przypuszczam, że zwykle traktujemy podejrzliwie taki proces natychmiastowego poznania. W naszym świecie status decyzji zależy nieraz od czasu i wysiłku, których wymagało jej podjęcie. Kiedy lekarz musi dokonać skomplikowanej diagnozy, zleca kolejne badania, a kiedy nie jesteśmy pewni otrzymanych informacji, zasięgamy dodatkowej opinii. Czego uczymy nasze dzieci? Śpiesz się powoli. Pomyśl dwa razy, zanim coś zrobisz. Nie sądź po pozorach. Wierzymy, że zawsze trzeba zebrać jak największą liczbę danych i gruntownie się nad nimi zastanowić. Ufamy tylko świadomym wyborom. Zdarzają się jednak chwile – zwłaszcza w stresujących okolicznościach – kiedy „śpieszenie się powoli” nie wystarcza, kiedy pochopne oceny i pierwsze wrażenia okazują się lepszym sposobem zdobywania orientacji. I dlatego przede wszystkim będę tu przekonywać czytelników o prostej prawdzie: szybkie decyzje bywają równie trafne jak decyzje podejmowane ostrożnie i z rozwagą.

Błysk! jednak to nie tylko pochwała trafnego rzutu oka. Interesują mnie także momenty, w których instynkt nas zawodzi. Na przykład skoro kuros oferowany przez Becchinę był tak oczywistym falsyfikatem – a przynajmniej budził poważne wątpliwości – dlaczego muzeum go kupiło? Dlaczego eksperci nie odczuwali intuicyjnej odrazy podczas czternastomiesięcznych badań nad posągiem? Są to istotne pytania, a odpowiedź na nie brzmi: z jakiegoś powodu odczucia te uległy zablokowaniu. Pamiętajmy, że dane naukowe robiły bardzo przekonujące wrażenie (geolog Stanley Margolis był tak pewny swoich wniosków, że zamieścił w „Scientific American” obszerny artykuł o zastosowanej metodzie badawczej). Ale głównym powodem było to, że muzealnikom ogromnie zależało na autentyczności kurosa. Muzeum Getty’ego jest stosunkowo młodą instytucją, spragnioną eksponatów na światowym poziomie, kuros zaś wydawał się tak nadzwyczajnym znaleziskiem, że muzealni eksperci stłumili w sobie głos instynktu. Ernst Langlotz, wybitny znawca rzeźby antycznej, zapytał kiedyś George’a Ortiza, historyka sztuki, czy chciałby kupić od niego brązową statuetkę. Ortiz przyszedł obejrzeć posążek i osłupiał: zobaczył niewątpliwą podróbkę, pełną sprzecznych i niedbale wykonanych elementów. Dlaczego Langlotz, doskonale obeznany z greckim rzeźbiarstwem, nie dostrzegł niczego podejrzanego? Ortiz sądzi, że Langlotz kupił statuetkę jako młody człowiek, zanim zdobył swoje imponujące kwalifikacje: „Myślę, że po prostu zakochał się w tej rzeźbie. Kiedy jesteśmy młodzi, autentycznie zakochujemy się w naszym pierwszym nabytku i niewykluczone, że była to jego pierwsza miłość. Mimo tak niewiarygodnej wiedzy wyraźnie nie potrafił zakwestionować początkowej oceny”.

Nie jest to niepoważna interpretacja: wskazuje na pewną fundamentalną cechę naszego sposobu myślenia. Nieświadomość to potężna siła. Bywa jednak omylna. Nasz wewnętrzny komputer nie zawsze działa idealnie, docierając natychmiast do sedna sprawy. Można go rozkojarzyć, zdezorientować i zablokować. Instynktowne reakcje często rywalizują w nas z najrozmaitszymi emocjami i skłonnościami. Kiedy więc należy wierzyć instynktowi, a kiedy traktować go nieufnie? Odpowiedź na to pytanie jest drugim celem, jaki postawiłem sobie w Błysku! Jeśli zawodzi nas zdolność natychmiastowego poznania, dzieje się tak z konkretnych powodów, które będę tu próbował wskazać i objaśnić. Możemy się nauczyć, kiedy warto zdać się na nasz potężny komputer pokładowy, a kiedy lepiej mieć się przed nim na baczności.

Trzecim i najważniejszym zadaniem tej książki jest przekonać czytelników, że możemy ćwiczyć i kontrolować nasze pośpieszne oceny i pierwsze wrażenia. Wiem, że trudno w to uwierzyć. Harrison, Hoving i inni rzeczoznawcy zareagowali silnie na kurosa Getty’ego, ale czy ich reakcje nie wynurzyły się niespodziewanie z nieświadomości? Czy można nadzorować tak zagadkowe doznania? Owszem. Można poprawić jakość swoich błyskawicznych osądów, podobnie jak można wyuczyć się logicznego rozumowania. Na następnych stronach piszę o lekarzach, dowódcach wojskowych, trenerach, projektantach mebli, sprzedawcach samochodów, muzykach, aktorach i wielu innych, którzy doskonale wykonują swoją pracę, a sukcesy zawodowe zawdzięczają – przynajmniej częściowo – kształtowaniu i kontrolowaniu nieświadomych reakcji. Umiejętność zdobywania wiedzy w ciągu dwóch sekund nie jest nadzwyczajnym darem przeznaczonym dla garstki szczęśliwców. Jest cechą, którą każdy z nas może pielęgnować na własne potrzeby.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij