Upoluj książkę Malcolma Gladwella „Poza schematem” [konkurs]

Upoluj książkę Malcolma Gladwella „Poza schematem” [konkurs]

Co decyduje o karierze najlepszych piłkarzy świata? Dlaczego tylko 20% spośród najzdolniejszych uczniów odnosi sukces? Czy warto wstawać przed świtem przez 365 dni w roku?

Uwaga: Do rozdania mamy 3 egzemplarze książki. Pytanie konkursowe pojawi się już jutro w naszym newsletterze. Bądźcie czujni!

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

O książce

Talent to za mało, żeby odnieść sukces – o tym, czego jeszcze potrzeba, dowiesz się z tej książki.

Malcolm Gladwell bierze pod lupę ludzi sukcesu i szuka odpowiedzi na pytanie, czym różnią się od innych. Dlaczego The Beatles są najsłynniejszym zespołem w dziejach, a Bill Gates jest multimilionerem? Aby poznać ich sekret, przygląda się temu, skąd się wzięli – rodzinom, kulturze, miejscu pochodzenia, dzieciństwu i młodości... Tam udało mu się odnaleźć odpowiedź na pytanie o źródło ich sukcesów – i ujawnić mechanizmy, dzięki którym ty też możesz podbić świat.

Poza schematem to przełomowa książka, która zdradza, co jest niezbędne, aby odnieść prawdziwy sukces.

O autorze

Malcolm Gladwell to jeden z najlepiej sprzedających się autorów XXI wieku, którego książki osiągnęły milionowe nakłady, a „Time” zaliczył go do grona 100 najbardziej wpływowych osób na świecie. W 2011 znalazł się na liście Thinkers50 – 50 najważniejszych myślicieli zajmujących się tematyką biznesu i zarządzania.

Gladwell to uparty tropiciel tego, co kryje się pod powierzchnią. Podważa powszechnie przyjęte przeświadczenia, żeby na nowo pokazać nam, jak działa świat i my sami.

Fragment książki

Rozdział 1 Efekt Mateusza (Ewangelisty)

„Bo kto ma, temu będzie dodane, i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma” (Mt 13, 12)

1. Pewnego ciepłego majowego dnia w 2007 roku w Vancouver odbywał się mecz o Memorial Cup pomiędzy drużynami Medicine Hat Tigers i Vancouver Giants. Tigers i Giants to dwa przodujące zespoły Kanadyjskiej Ligi Hokejowej – najlepszej młodzieżowej ligi hokeja na świecie. Występują w niej przyszłe gwiazdy tego sportu – siedemnasto-, osiemnasto- i dziewiętnastolatkowie, którzy jeżdżą na łyżwach i strzelają bramki, niemalże odkąd nauczyli się chodzić.

Mecz transmitowała kanadyjska telewizja państwowa. W centrum Vancouver na latarniach wisiały afisze reklamujące spotkanie. Wszystkie miejsca na widowni wyprzedano. Na lodzie rozwinięto długi czerwony dywan, a spiker po kolei przedstawiał znane osobistości, które przyszły obejrzeć zawody. Najpierw powitano premiera Kolumbii Brytyjskiej Gordona Campbella, a zaraz potem, wśród burzy oklasków, pojawił się Gordie Howe, jeden z najsłynniejszych hokeistów wszech czasów.
– Panie i panowie – zawołał spiker. – Oto „Pan Hokej”!

Przez następne sześćdziesiąt minut oba zespoły toczyły szybką i nieustępliwą walkę. Vancouver Giants jako pierwsi zdobyli bramkę po dobitce Mario Bliznaka na początku drugiej tercji. Pod koniec tej samej tercji gracze Medicine Hat wyrównali, gdy kapitan ich drużyny Darren Helm silnym strzałem pokonał rozpaczliwie interweniującego bramkarza Giantsów Tysona Sexsmitha. W trzeciej tercji gracze Vancouver odpowiedzieli golem decydującym o losach meczu, a gdy zdesperowany trener Tigersów zdjął bramkarza, trafili po raz trzeci.

Po meczu zawodnicy, ich rodziny i reporterzy sportowi z całego kraju stłoczyli się w szatni zwycięskiej drużyny. W powietrzu unosiła się woń cygar, szampana i przepoconych strojów hokeistów. Na ścianie wisiał ręcznie namalowany plakat z napisem: „Walczcie do samego końca”. W środku pomieszczenia stał wzruszony trener Giantsów, Don Hay.
– Jestem niesamowicie dumny z moich chłopaków – powiedział. – Rozejrzyjcie się tylko po szatni. Każdy z nich włożył w ten mecz całe serce.

Kanadyjski hokej to merytokracja. Tysiące młodych Kanadyjczyków zaczyna uprawiać ten sport, zanim rodzice zapiszą ich do przedszkola. Każda grupa wiekowa ma swoje rozgrywki ligowe i w każdej z nich zawodników ocenia się, sortuje i odsiewa. Najlepszych przygotowuje się oddzielnie do rozgrywek w kolejnej grupie wiekowej. Gdy w wieku kilkunastu lat zostają juniorami, są już podzieleni na cztery grupy. Zawodników grających rekreacyjnie zrzeszają tak zwane „ligi domowe”. W grupie B juniorów występują drużyny z małych miasteczek. Kolejny szczebel to juniorzy grupy A, oczko wyżej od juniorów grupy B, a na samym szczycie piramidy znajdują się juniorzy wyższej grupy A. Jeżeli więc dwa zespoły z wyższej grupy A grają w meczu o Memorial Cup – najważniejsze trofeum juniorów – to znaczy, że mamy do czynienia z najlepszymi z najlepszych.

W większości dyscyplin sportowych selekcja przyszłych gwiazd przebiega w analogiczny sposób. Czy to Europa, czy Ameryka Południowa, tę samą procedurę stosuje się w przypadku zawodników piłki nożnej i olimpijskich lekkoatletów. W bardzo podobny sposób świat muzyki klasycznej wybiera swoich wirtuozów, świat baletu – przyszłe primabaleriny, a nasz nastawiony na tworzenie elit system oświatowy – przyszłych naukowców i intelektualistów. Wśród jak najmłodszych dzieci zarzucamy możliwie najszerszą sieć, by jak najwcześniej wyszukać i szkolić najlepszych.

Nie da się kupić miejsca w wyższej grupie A kanadyjskiej ligi hokejowej juniorów. Wszystko jedno, kim jest nasz ojciec lub matka, kim był nasz dziadek, wszystko jedno, jaki biznes prowadzi nasza rodzina. Nie ma też znaczenia, że mieszkamy w najbardziej zapadłym kącie najdalszej północnej prowincji. Jeżeli jesteśmy zdolni, jeden z licznych wywiadowców i poszukiwaczy talentów na pewno nas znajdzie, a jeżeli zechcemy rozwijać zdolności ciężką pracą, system nas wynagrodzi. Sukces w hokeju opiera się na indywidualnych umiejętnościach. Oba te słowa są jednakowo ważne, bo zawodników ocenia się wyłącznie na podstawie ich własnych umiejętności i predyspozycji.

Tylko czy na pewno?

2. To książka o ludziach, którzy robią rzeczy nadzwyczajne i osiągają wyjątkowe sukcesy. W kolejnych rozdziałach przedstawię szereg osób wykraczających poza schematy: geniuszy, znanych przedsiębiorców, gwiazdy rocka i programistów komputerowych. Odkryjemy sekret znanego prawnika, dowiemy się, co odróżnia bardzo dobrych pilotów od tych, którzy powodują katastrofy, i sprawdzimy, dlaczego Azjaci tak dobrze radzą sobie z matematyką. Badając życie najsławniejszych – osób zdolnych, utalentowanych i zdeterminowanych – chcę postawić bardzo prostą tezę: nasze dotychczasowe postrzeganie sukcesu opiera się na całkowicie błędnych przesłankach.

Co nas ciekawi w ludziach sukcesu? Chcemy się dowiedzieć, jacy są, poznać ich osobowość, iloraz inteligencji, styl życia oraz szczególne uzdolnienia, z jakimi przyszli na świat. Milcząco zakładamy, iż to właśnie tym indywidualnym cechom zawdzięczają wejście na szczyt.

Publikowane co roku autobiografie miliarderów, przedsiębiorców, gwiazd rocka i wszelkiej maści celebrytów niemal zawsze zawierają różne warianty zasadniczo tej samej historii: bohater rodzi się w ubogiej rodzinie, lecz dzięki pracowitości i talentowi robi karierę. Biblijnego Józefa bracia porzucają na pustyni i sprzedają w niewolę. Ten jednak nie poddaje się. Dzięki własnej inteligencji oraz przenikliwości umysłu dochodzi do stanowiska doradcy faraona. W popularnych dziewiętnastowiecznych powieściach Horatia Algeramłodzi chłopcy z ubogich nowojorskich rodzin spełniają swoje amerykańskiemarzenie i zdobywają bogactwo dzięki hartowi ducha oraz determinacji.

„Myślę, że zasadniczo raczej przeszkadza”. Tak odpowiedział niegdyś Jeb Bush na pytanie o wpływ na jego karierę faktu, że jest synem prezydenta USA, bratem prezydenta USA, wnukiem bogatego bankiera z Wall Street i amerykańskiego senatora. Kiedy ubiegał się o urząd gubernatora Florydy, wielokrotnie mówił o sobie jako o człowieku, który „zawdzięcza wszystko samemu sobie”. Niewielu zdziwiła ta autocharakterystyka Busha, co najlepiej pokazuje, jak silnie kojarzymy sukces wyłącznie z wysiłkami jednostki.

„Podnieście głowy – powiedział wiele lat temu do tłumów Robert Winthrop na ceremonii odsłonięcia pomnika jednego z ojców amerykańskiej niepodległości Benjamina Franklina – i spójrzcie na wizerunek człowieka, który powstał z niczego, niczego nie zawdzięczał rodzicom ani mecenasom, nie korzystał z żadnych przywilejów, które nie byłyby dostępne – po stokroć dostępne – dla was, człowieka, który w młodym wieku wykonywał najbardziej niewdzięczne zajęcia, lecz który stanął w jednym szeregu z monarchami, a po śmierci pozostawił po sobie imię, którego świat nie zapomni”.

W tej książce chcę przekonać Czytelników, że tego rodzaju wyjaśnienia są nieprawdziwe. Sukces nie bierze się z niczego. Z pewnością zawdzięczamy go po części rodzicom i protektorom. Ludzie rozmawiający z monarchami jak równy z równym rzeczywiście mogą sprawiać wrażenie, że do wszystkiego doszli samodzielnie. W rzeczywistości posiadają jednak atuty, wykorzystują nadzwyczajne okazje i kulturowe dziedzictwo, które pozwalają im uczyć się, ciężko pracować i postrzegać świat w sposób niedostępny dla innych. Miejsce i czas, w którym przyszliśmy na świat, wywierają ogromny wpływ na nasze życie. Nie uświadamiamy sobie, jak dalece kultura, z jakiej się wywodzimy, oraz dziedzictwo przekazane nam przez przodków kształtują nasz model życiowych osiągnięć. Nie wystarczy więc pytać, jacy są ludzie sukcesu. Dopiero gdy zapytamy, skąd pochodzą, możemy wyjaśnić przyczyny, które złożyły się na ten sukces.

Biolodzy często wspominają o „ekologii organizmów”. Najwyższy dąb w lesie osiągnął swoje rozmiary nie tylko dlatego, że wykiełkował z najodporniejszego żołędzia. Jest najwyższy także dlatego, że inne drzewa nie zasłaniały mu słońca, wykiełkował w głębokiej i żyznej ziemi, nie obgryzły go z kory zające, gdy był młodą szczepką, ani nie ściął go drwal, zanim zdążył osiągnąć dojrzałość. Wszyscy wiemy, że ludzie odnoszący sukcesy wyrastają z silnych nasion. Ale czy na pewno wiemy dosyć o świetle słonecznym, które ich ogrzewało, o ziemi, w której zapuścili korzenie, o zającach i drwalach, których uniknęli dzięki szczęśliwemu zrządzeniu losu? Poza schematem nie jest książką o wysokich drzewach, lecz o lasach. Hokej stanowi bardzo dobry punkt wyjścia dla naszych rozważań, bo wyjaśnienie, kto zdobywa szczyty hokejowego świata, jest o wiele ciekawsze i bardziej skomplikowane, niż na to wygląda. Niektórzy nazwaliby je wręcz kuriozalnym.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij