Jak założyłam swoją agencję: Joanna Burdek (Brand Useful)

Jak założyłam swoją agencję: Joanna Burdek (Brand Useful)

Kiedy i jak powstała agencja Brand Useful? Jakie były największe wyzwania przy jej tworzeniu? Co powinny wiedzieć osoby zastanawiające się nad założeniem własnej agencji? Na temat powstania Brand Useful opowiada Joanna Burdek, właścicielka agencji.

Pozostałe części cyklu przeczytasz tu >

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Kiedy i co było impulsem do rozpoczęcia własnej działalności?

Kiedyś byłam urzędnikiem. Pracowałam w biurze i piłam duuużo kawy. Serio, nie wiecie ile kawy piją urzędnicy. HEKTOLITRY. Byłam od zawsze w działach promocji, bo na swojej pierwszej rozmowie o pracę pani z urzędu powiedziała „Ty to jesteś wygadana, nadasz się do promocji”. To się ucieszyłam, bo w sumie to szpan.

W urzędzie było śmiesznie, kazali mi zaraz po studiach robić przetargi, a ja nie miałam o tym pojęcia. To były czasy. Lata minęły, urodziłam syna i pomyślałam „czas zasadzić drzewo i iść do dorosłej pracy”. Zaaplikowałam do agencji. Bo odkąd byłam mała, zawsze chciałam reklamować coś, nawet robiłam sobie takie próby w łazience z pastą do zębów, czy szamponem.

Na rozmowę naszykowałam się w lumpeksie, bo wydawało mi się, że w tych agencjach to noszą koszule i tenisówki. Rozmowa była w sumie spoko, poza tym, że nie wiedziałam co to brief, KPI i lead, to wypadłam super.

Na końcu powiedzieli mi, że nie mają stanowiska w digitalu (domyśliłam się, że chodzi o internet, a ja odpowiadałam wcześniej za www) ale mają wolny etat account managera.

To mnie na chwilę zbiło z tropu, bo przecież no... ja nie umiem być księgową! Ale nie dałam po sobie poznać i powiedziałam „biorę”.

Wychodząc sprawdziłam i ucieszyłam się, że jednak nie będę księgową.

Po jakimś czasie i dwóch agencjach, ukończonych studiach ze strategii marki, setkach projektów oraz wielu okolicznościach, o których nie napiszę, bo mogliby mnie pozwać – za nie robienie sałaty – zdecydowałam spróbować sama. To zdecydowałam to dużo powiedziane. Było kilka osób, które tłukły mi to do głowy ;) wiele miesięcy – BU, dasz radę, nie bądź cykorem. I tak powstała moja firma. BRAND USEFUL.

Ile czasu zajęło Ci założenie agencji od momentu zakiełkowania tego pomysłu?

Mocnym impulsem do działania był tekst jednego z ówczesnych kolegów, który powiedział mi „ej, BU, ty to nie jesteś takim normalnym ekantem, bo nawet się interesujesz marketingiem i coś czytasz”. Oj jak mnie to wkurzyło... W zasadzie w 3 miesiące od tamtej rozmowy byłam już na swoim. Pozdrawiam Cię :). Wiele Ci zawdzięczam.

Jakie były największe wyzwania przy rozkręcaniu biznesu?

Po pierwsze, znalezienie odpowiednich partnerów do prowadzenia biznesu. I tu pojawił się Arek, z którym już wcześniej pracowałam. Turbo-grafik, który zawsze oddawał mi wszystkie projekty, zanim wcisnęłam „wyślij”. Do tego umiał pisać i sam robił DTP. Jakoś tak zaczęliśmy pracować razem, a że szło dobrze, to już zostało.

Po drugie – znalezienie klientów. To był mocny stres, bo nie lubię o coś prosić. A tu jednak trzeba zadzwonić, zagadać. Odezwałam się do znajomych i dużo z nich naprawdę mi pomogło. Dziękuję.

Jak już byli klienci, to trzeba było powiększać zespół o odpowiednich ludzi, takich, co pasują do „brand useful” czyli mają wysoki etos pracy i są trochę nienormalni, by się dobrze dogadywać. Okazało się, że mieszkam z takim jednym. Odszedł z korporacji i pracujemy razem. Pozdrawiam Jarka :).

Jak już się znalazło ludzi to można było trochę spać. Tak, spanie – to jest największe wyzwanie. Podobno jak się mało śpi, to niedobrze. I można potem zachorować.

Jakie są koszty związane z rozpoczęciem własnego biznesu?

Trzeba mieć środki na pierwsze miesiące albo męża, który Cię utrzyma. Ja mam męża. Pozdrawiam ponownie.

Po jakim czasie udało się pozyskać pierwszego klienta?

Wszyscy mnie straszyli, że pierwszy rok na swoim jest straszny. Więc ja się bardzo bałam, że będę przymierać głodem. Od razu zmieniłam wszystkie produkty, które kupowałam na najtańsze i ograniczyłam wydatki. Zaszyłam się w domu i zaczęłam szukać klientów. Wiadomo – po znajomych i rodzinie.

Pierwszym moim klientem był mój kuzyn, brat cioteczny Konrad.

Zawsze myślałam, że jak będę pracować w dużej agencji, to będę miała szansę robić ogromniaste projekty z wielkimi markami, a ta wizytówka od kuzyna – to było coś najlepszego w moim życiu. Dzięki Konrad!

Jakich porad udzieliłabyś osobie, która zastanawia się nad założeniem własnej agencji?

Jeśli nie lubisz pracy po 16 godzin, nieprzespanych nocy i robienia wszystkiego za wszystkich, jeśli chcesz być strategiem/ekantem/grafikiem i MIEĆ życie poza pracą – NIE PRÓBUJ. Własna firma skonsumuje Ci życie i jeśli Cię to nie kręci, spasuj. (Mnie to kręci).

Jakie najdziwniejsze/najzabawniejsze sytuacje przydarzyły Ci się podczas realizacji własnego biznesu?

Raz zadzwonił do mnie Pan Prezes takiej dużej firmy, tłumacząc mi przyszłe zadanie. W trakcie rozmowy zawołał na sekretarkę, by mu coś napisała na komputerze i powiedział mi „odkąd były maszyny do pisania, zawsze miałem sekretarkę”. Podziękowałam mu grzecznie. Już więcej nie rozmawialiśmy.

Co Twoim zdaniem decyduje o sukcesie w prowadzeniu własnego biznesu?

Kiedyś jak byłam mała, to ksiądz w kościele powiedział, że tym dzieciom, co umarł im ojciec Bóg wynagrodzi. I ja pomyślałam sobie wtedy – co za niemądry ksiądz, przecież nie da się wynagrodzić lat straconych bez taty? Ja mała 10-letnia dziewczynka nie wierzyłam mu. Dziś patrzę na ludzi, których mam wokół i wiem, nie tylko wierzę, ale wiem, że mam mega szczęście. Bez nich nie byłoby ani BU ani Brand Useful.

Co zrobiłabyś inaczej, patrząc z perspektywy czasu?

Szybciej poszłabym „na swoje”. Umiałabym częściej mówić nie. Wcześniej obejrzałabym TED'a o „imposter syndrome”.

Jakie cechy są wyjątkowo przydatne dla osób zakładających swoją agencję?

Wytrzymałość na stres i umiejętność mówienia NIE, a nie łykanie wszystkiego jak pelikan. Jeśli czujesz, że nie powinnaś czegoś robić – nawet jeśli trzęsiesz portkami ze strachu, że przez tą odmowę będziesz głodować lub wrócisz na etat.

Bycie żarłaczem i włączenie czasem na luz – nie kreowanie sobie w głowie 3456 wizji katastrof, które na pewno się wydarzą: „Mózg żadnego żarłacza białego nie uwolni nawet grama kortyzolu na myśl o tym, że w wyniku globalnego ocieplenia może w następnej dekadzie dojść do zmniejszenia się populacji fok” (H. Anders).

Jakie masz dalsze plany na rozwój agencji?

W naszej firmie ostatnio dużo się dzieje. Podzieliliśmy kompetencje i planujemy skupienie się na jednej z części biznesu. O tym już wkrótce sami powiemy.

 

O rozmówczyni:

Joanna Burdek, właścicielka i strateg w agencji Brand Useful.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij