Trafficspotting

Trafficspotting

Notatki z początku pandemii poczynione w równej mierze w domu, jak i w internecie.

Dom jest tam, gdzie chcą, żebyś został dłużej. – Stephen King

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Klęska urodzaju

Gdy okazało się, że część z nas czeka przymusowy pobyt w domu, sieci społecznościowe momentalnie zaroiły się od treści, które można podzielić generalnie na dwie kategorię: usługową i czasoumilającą. Do tej pierwszej zaliczają się: oferty kursów online – joga, szydełkowanie, tresura psów, cokolwiek można sobie wymarzyć. Do drugiej zaliczają się różnego rodzaju polecanki: filmowe, podcastowe, teatralne, operowe etc. Muzea otworzyły swoje wirtualne podwoje, repozytoria cyfrowe przybyły z odsieczą. Oczywiście wszystko online, bez wychodzenia z domu.

Polecają wszyscy: krytycy, kuratorzy, redakcje, agencje, szarzy użytkownicy. A w tej nieustającej serii z karabinów opinii i preferencji, w pocie czoła uwijają się algorytmy i marki (lokalne, globalne, osiedlowe) próbujące przekuć całą tę sytuację w złoto – zaczyna się wyścig na hashtagi: #zostańwdomu, a może #zdalnakawa od Starbucksa?

Jest tego tak dużo, że momentami, aż trudno zachować powagę w tej, bądź co bądź, złożonej i trudnej sytuacji. Jeśli sytuacja się utrzyma, to wszyscy wkrótce będziemy ekspertami od historii filmu, sztuki, opery, psiej tresury i fitnessu.

Jest to jednak zjawisko znaczące. Obserwujemy, jak ruch z ulic przenosi się na ruch na serwerach i jest to operacja nadzwyczajnie fascynująca, a jej konsekwencje przy tej skali trudne do przewidzenia, co jeszcze bardziej działa na wyobraźnię.

Co się rusza, gdy świat stoi w miejscu?

Gdy wybuchła pandemia, ludzie zaczęli gromadzić, bo tym właśnie zajmują się w takich sytuacjach – dbaniem o zasoby, i tu warto podkreślić, zarówno fizyczne, jak i cyfrowe. Żyjemy bowiem w co najmniej dwóch światach na raz i w obu chęć przetrwania jest tak samo silna. W realu biegniemy do Biedronki po papier toaletowy i pomidory w puszkach. W necie wykupujemy gry na Steamie, subskrybujemy kanały na YT, aktualizujemy moją listę na HBO GO. Tego nie zabraknie, ale jednak. Koszyk musi być pełny. Nieważne, wirtualny czy realny. Dopiero wtedy możemy odetchnąć – uff, wszystko jest pod kontrolą.

Panika produkuje ruch. W świecie realnym, w czasach pandemii, to ostatnie czego potrzebujemy, stąd prośby o spokój i rozwagę. W świecie wirtualnym… niekoniecznie.

Obecna sytuacja na świecie ma zabójcze skutki dla realnej gospodarki – spada popyt, spada podaż, pieniądz traci na wartości, ot i prosta droga do recesji. W świecie wirtualnym pandemia ma jednak odwrotny (na razie) efekt – serwery się zaludniają, traffic rośnie. Zaczyna się boom, ponieważ ludzie mają więcej czasu, aby wydawać go na YouTubie, Netflixie, you name it. Oczywiście póki siedzimy bezpiecznie w domu.

Czas to pieniądz, tym cenniejszy, że w tej sytuacji prędko nie straci na wartości. Ba! Im więcej go zabijemy, tym więcej będzie wart.

W tej sytuacji warto zadać sobie pytanie: Czy teraz czujesz się już wystarczająco zmonetyzowany/a do pozostania w domu?

Virtualna spiżarnia

No dobrze, zrobiliśmy cyfrowe zapasy. Co teraz? Siedzimy, czekamy. Zapasy cyfrowe rządzą się bowiem takimi samymi prawami, co zapasy realne – najlepiej smakują nienapoczęte. Gdy się do nich zabieramy, to naturalnie zmniejszamy ich ilość. Gdy topnieją półki w lodówce, razem z nimi topnieje poczucie bezpieczeństwa. Dlatego też najlepsze filmy na Netflixie, to te, których jeszcze nie oglądaliśmy.

Netflix doskonale o tym wie, zalewając nas treściami i oferując klucz do biblioteki tytułów, której nie da się skonsumować w całości. Liczy się potencjał, wiecznie niewyczerpany, bijący jak źródło na środku pustyni. To dopiero przykuwa wzrok.

Wróćmy do naszych zapasów i pytania, które nasuwa się samo: kiedy jest dobry moment, by po nie sięgnąć? Czy już wybiła czarna godzina? A może lepiej nie wywoływać wilka z lasu? Można, czy lepiej poczekać z tymi filmami studia Ghibli na Netflixie?! Wątpliwości rosną, ale ruch w sieci nie ustaje.

To chyba dowód na to, że wygenerowany ruch nie musi przekładać się na konsumpcję (o ile sam w sobie nie jest konsumpcją). Samoizolacja i kwarantanna mogą oznaczać wzrost czytelnictwa/oglądalności, ale nie muszą. A już na pewno nie oznaczają, że będziemy robili, co chcemy i rozwijali się jak pąki kwiatów wiosną.

Press escape to join

Sytuacja zmienia się dynamicznie, może za chwilę to wszystko nie będzie aktualne? Teraz na przykład, gdy piszę te słowa, myślę, że strach i obawy powoli ustępują zniecierpliwieniu i zaczyna w ludziach kiełkować myśl o wyjściu na zewnątrz, a to zmienia wszystko: zapasy już nie koją, a brzydzą.

W tak krótkim czasie stało się tak wiele, tak wiele emocji przeszło przez ludzi, że ten względny spokój jest nie do wytrzymania. A to dopiero początek. Albo koniec. Albo co gorsza, środek.

Ale spokojnie, będą o tym jeszcze fajne reklamy.

Poleć tekst:
1

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij