Wideo Masterchef, czyli powstawanie spotów od kuchni. Etap 2 – preprodukcja

Wideo Masterchef, czyli powstawanie spotów od kuchni. Etap 2 – preprodukcja

Wideo Masterchef to 4-częściowa seria artykułów, opowiadająca o cyklu życia autentycznego projektu wideo – od zapytania spływającego do agencji, po sukces w mediach społecznościowych. Zawarliśmy w nim praktyczne porady i przykłady realizacji poszczególnych etapów produkcyjnych.

Napisany z przymrużeniem oka, pozwoli Ci spojrzeć na każdy projekt z kilku perspektyw i kto wie, może zobaczysz tam siebie albo swoją agencję!

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

odc. 2 Kreacja

Witaj w drugim tygodniu pracy nad naszym filmem, a właściwie serią filmów. Jeśli pamiętasz z pierwszego artykułu, w trakcie debriefu wyszliśmy do klienta z propozycją realizacji mini serii wideo zamiast jednego spotu. Dlaczego? Już tłumaczę.

Koncepcja

Kluczowe było to, że znaliśmy budżet, którym dysponujemy. Była to jednak sytuacja luksusowa. Pieniądze są cały czas tematem tabu. Niechętnie o nich w kraju mówimy, a kiedy już to robimy, to wyjątkowo umiłowaliśmy sobie legendarne w naszej branży „widełki”. Wydawać by się mogło, że rozwiązują one problem, ale spójrzmy na to z perspektywy naszej kulinarnej metafory.

Dowiedzieliśmy się, że przygotowujemy kolację dla młodych mieszkańców Poznania, którzy kochają mięsne dania, a nasza uczta ma sprawić, że zakochają się w naszej ofercie. Mamy jednak zgryz, ponieważ budżet, jaki otrzymaliśmy, wyrażony jest w widełkach 200 zł-1000 zł. Koniec końców przygotowujemy niesamowicie atrakcyjną koncepcję trzydaniowej kolacji, na której główne skrzypce grają soczyste steki, skwierczące na kamieniach lawowych. Minął tydzień, mamy wszystko przemyślane i zaplanowane, mieścimy się w zakresie cenowym. Prezentujemy naszą koncepcję zleceniodawcy. Ten również jest w siódmym niebie, to jest to! Okazuje się jednak, że dla dużej części wcześniej podanych widełek, klient znalazł inne zastosowanie. Na kolację chce przeznaczyć jedynie 300 zł. Jak nie trudno się domyślić generuje to problemy. Mamy dwa rozwiązania:

  1. Spłycić naszą koncepcję i dopasować ją do budżetu, co skończy się schabowym i sałatką meksykańską.
  2. Spędzić kolejny tydzień nad opracowaniem nowej koncepcji.

Żadna z tych opcji oczywiście nie jest satysfakcjonująca dla jednej, jak i drugiej strony. Dlatego, żeby zaoszczędzić na czasie i nerwach, a przede wszystkim, żeby wyprodukować materiał wysokiej jakości, musimy pamiętać o zależności pomiędzy pomysłem a budżetem. Są one ze sobą ściśle powiązane i nie można myśleć o jednym bez porównania go z drugim.

Na szczęście dzięki szczerej komunikacji mieliśmy pełną jasność odnośnie tego, na co możemy sobie pozwolić. Doszliśmy do wniosku, że jeśli uda nam się znaleźć odpowiednią historię, która będzie mogła rozegrać się na terenie jednej lokacji, a długość spotów ograniczymy do ok. 40 sekund, to uda nam się stworzyć mini serię. Oczywiście lokacja musiała być odpowiednio duża i różnorodna, tak abyśmy przy różnych ustawieniach kamery mogli uzyskać nieco inne otoczenie. Na szczęście na pokładzie większych projektów zawsze obecny jest superbohater pod postacią Producenta. Producent to taka osoba, która ma w głowie bazę lokacji, o jakich nie śniło się przewodnikom turystycznym. Tym jednak zajmiemy się w następnym wpisie.

Na długość odcinków wpływ miały dwa czynniki. Po pierwsze kwestia produkcyjna. Pamiętajmy, że podstawowym warunkiem było nakręcenie trzech odcinków jednego dnia. Zbyt rozbudowana koncepcja uniemożliwiłaby nam realizację tego założenia. Drugi czynnik, który należało wziąć pod uwagę to dystrybucja naszych materiałów. Nikogo już chyba dziś nie dziwi, że w różnych mediach, różnie konsumujemy treści. Podobnie zresztą sprawa wygląda z jedzeniem. Gdy wychodzimy do restauracji, oczekujemy dłuższego, wielowymiarowego doświadczenia. Jeśli jednak w drodze do pracy burczy nam w brzuchu, to raczej ominiemy przystawki i skoczymy do miejsca, w którym po ok. 15 minutach od złożenia zamówienia, jedzenie trafi do naszego brzucha.

Ekwiwalentem takiego miejsca są social media, na których mieliśmy skupić nasze działania. Tutaj przeważnie ceni się szybko i smacznie.

Oferta

Opis koncepcji, stylistyki, języka, lokacji, bohaterów naszych spotów wraz ze wstępnym kosztorysem tworzą ofertę. Łatwo dostrzec, że koncepcja, czy wstępny kosztorys to określenia zakładające pewną ogólność. Możliwość zmian. Ten drugi powstaje na podstawie tej pierwszej. Planujemy, ile osób musi liczyć ekipa filmowa, szacujemy koszty wynagrodzeń, koszty lokacji, aktorów, scenografii, charakteryzacji, sprzętu wideo, świateł, czy kostiumów. Przewidujemy, ile czasu potrzebować będziemy na postprodukcję. Każda z tych pozycji ma duże znaczenie w kosztorysie. Weźmy np. takich aktorów. W naszej koncepcji chcemy opowiedzieć historię starcia dwóch rywalizujących ze sobą gangów. Dwie osoby to trochę biedny gang, więc ilość osób, które musimy zaangażować, jest zdecydowanie większa. Idzie za tym oczywiście wyższy budżet na obsadę. Wszystkie pozycje dodajemy do siebie i wychodzi nam wstępna kwota, niezbędna do realizacji naszej koncepcji. Chwila prawdy, oferta leci do klienta.

Scenariusz

Nie będę budował zbędnego suspensu. Klient zaakceptował naszą koncepcję i dał nam zielone światło do tego, abyśmy zaczęli prace nad scenariuszem. Na tym etapie kosztorys i koncepcja są naszym drogowskazem lub ograniczeniem. Jak kto woli. Nie możemy oddać się fantazji i rozpisać hollywoodzkiej produkcji. Pamiętam, że wspominałem o możliwościach zmian, ale… w granicach rozsądku.

Czym zatem jest scenariusz? To taki dokument, w którym rozpisujemy scena po scenie i słowo po słowie, to co zostanie pokazane na ekranie i wypowiedziane przez aktorów lub lektora. Pamiętajmy jednak, że nie tworzymy sztuki dla sztuki. Wideo marketing musi spełniać określony cel. Pracując nad scenariuszem, musimy o tym pamiętać i umieścić w nim kluczowe informacje o ofercie klienta oraz dopasować język komunikacji do reklamowanego produktu.

Scenariusz filmu można porównać do menu w restauracji, bo:

  1. Jest dokładnym zapisem tego, co znajdzie się na naszych talerzach. Poznajemy bohaterów dania, kompozycję, a czasem nawet wrażenia smakowe, które na nas czekają.
  2. Scenariusz, jak i menu muszą być precyzyjne, abyśmy wiedzieli, za co płacimy. Mięso i sałatka – to nie jest poziom dokładności, na jakim nam zależy. Podobnie jak „aktor w pokoju”.
  3. Oba dokumenty muszą również emanować charakterem miejsca/marki i mówić jej językiem. Opis – solidny kawał soczystego mięcha z wuchtą pyr – może i pasuje do food trucka, ale na pewno nie do wykwintnej restauracji.
  4. Zarówno scenariusz, jak i menu stanowią wiążący punkt odniesienia dla klienta. W naszym przypadku również dla reżysera, operatora, scenografki, stylistki, producenta i innych członków ekipy filmowej.

Pisanie scenariusza to dla nas bardzo kreatywny i przyjemny czas. Eksperymentujemy, testujemy różne warianty, odgrywamy scenki (jeśli czujemy taką potrzebę) i wchodzimy na krótką chwilę w wykreowany świat. W przypadku omawianej mini serii świat ten jest wyjątkowo interesujący. Zawiera w sobie, gangi, kije baseballowe, kastety i... fidget spinnery? Na razie tak to tutaj zostawię. W następnym artykule rzucę na ten temat nieco więcej światła.

Kosztorys 2.0

Rzetelne podejście do wstępnego kosztorysu i utrzymywanie kreatywności na wodzy (lejce oczywiście były odpowiednio luźne, żeby pomysły swobodnie mogły przez nas przepływać), sprawiły, że rewizja kosztorysu nie była bolesna. Kilka drobnych roszad budżetowych i wszystko znalazło się na swoim miejscu. Jesteśmy gotowi na kolejny etap preprodukcji naszej mini serii. Zajrzyjcie tu za dwa tygodnie, a dowiecie się, jak wyglądały przygotowania do naszej filmowej wojny gangów. Cześć!

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij