Filmowcy w reklamie: Jakub Kossakowski

Filmowcy w reklamie: Jakub Kossakowski

– Improwizacja jest cudownym narzędziem, ale tylko wtedy, gdy stanowi uzupełnienie wcześniej przygotowanych ram. Dzięki temu reżyser jest w stanie kontrolować sytuację – na temat pracy filmowca, a także o produkcji reklamowej rozmawiamy z Jakubem Kossakowskim, reżyserem filmowym.

Pozostałe części cyklu przeczytasz tu >

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Dlaczego zdecydowałeś się zająć filmem i reklamą?

Szczerze mówiąc, film był ze mną od zawsze. Już jako piętnastolatek biegałem z kamerą VHS, realizując krótkie metraże. Pokazywałem je na licznych festiwalach kina niezależnego. Oprócz wykształcenia reżyserskiego, jestem także plastykiem. Kończyłem liceum plastyczne i miałem to szczęście, że jako przyjaciół miałem sporo osób otwartych na każde działanie artystyczne. Pomagali mi realizować projekty. Pasja zaprowadziła mnie dalej. Stała się moją pracą. Co takiego jest fascynującego w dziedzinie filmowej? Możliwość opowiadania historii i kreowania za każdym razem innego „świata”. Film i reklama dają takie możliwości. Reklama nawet częściej. Staram się przy tym nie zamykać na ten sam styl opowiadania. Lubię różnorodność. Jednego dnia jestem na hali, w której budujemy zamarznięte jezioro, a innego tworzę paradokumentalną opowieść o ludziach, w prawdziwych, zastanych miejscach. I z każdej opowieści staram się wyłuskać prawdę, znaleźć najlepszy klucz do jej opowiedzenia. To jest właśnie najbardziej pasjonujące.

Gdzie zdobywałeś wykształcenie potrzebne do pracy jako filmowiec?

Po uzyskaniu dyplomu plastyka, zdałem na Wydział Reżyserii PWSFTviT w Łodzi, gdzie skupiłem się na zdobyciu warsztatu. To było dla mnie najważniejsze – poznać każdy aspekt, każdy niuans, po to, by w przyszłych projektach wiedzieć, jakich narzędzi użyć, by najlepiej w mojej ocenie opowiedzieć historię. Kiedy mówię o „narzędziach”, nie mam na myśli technologii (ona co chwilę się zmienia), tylko wiedzę i doświadczenie, które można przekuć w efekt. To są rytmy, konstrukcja historii, budowanie napięcia, ukazywanie emocji, ale też żelazna konsekwencja, świadomość konwencji i stylu oraz praca z aktorem. Wykształcenie reżyserskie zapewniło mi solidne podstawy, ale szczerze mówiąc, najwięcej nauczyłem się na samych planach filmowych.

Najważniejsze cechy i umiejętności w pracy filmowca

Nie ma jednego klucza, każdy ma inną wrażliwość, poczucie estetyki. W mojej ocenie nieważne czy reżyser jest ekstrawertykiem, czy introwertykiem – powinien jasno i klarownie eksplikować swoje założenia. Jest to ważne zwłaszcza w reklamie, gdy należy klientowi i agencji przedstawić swój zamysł. Wszyscy muszą czuć się bezpieczni i w każdej chwili wiedzieć, co takiego dzieje się w trakcie przygotowań zdjęć oraz już na planie. Reżyser musi być asertywny, pilnować konsekwencji w opowieści, zachowują przy tym otwartość na inne propozycje. Najważniejsze, by miał wszystko dobrze przemyślane. Improwizacja jest cudownym narzędziem, ale tylko wtedy, gdy stanowi uzupełnienie wcześniej przygotowanych ram. Dzięki temu reżyser jest w stanie kontrolować sytuację.

Co jeszcze? Na pewno dobre zdrowie, bo praca reżysera wymaga olbrzymiego wysiłku.

Który ze zrealizowanych projektów wspominasz najlepiej?

Każdy jest mi bliski. Kiedy poświęca się czas i energię na projekt, ciężko nie mieć do niego emocjonalnego stosunku. Gdybym miał wybrać jeden fabularny, to byłby to mój dyplom z filmówki (pt.: „Teczka”). To już 13 lat od realizacji tego średniego metrażu, ale ciągle jest dla mnie ważny. Realizowany na taśmie 35 mm, często bez podglądu na planie. Stosunek taśmy miałem mniej więcej 1:2,5, czyli tam, gdzie robiłem trzeciego dubla, wiedziałem, że któreś ujęcie będzie miało ich mniej. Wymagało to dobrego przygotowania (do tej pory nie lubię robić za dużo dubli). Ogólnie – czyste szaleństwo, ale udało się.

Z projektów reklamowych najlepiej wspominam projekt dla marki Bambino (Nivea). Połączenie żelaznej konstrukcji z improwizacją. Powstała wyjątkowo intymna opowieść o relacji matki z dzieckiem. Nieco inne podejście do reklamy. Uwielbiam ten projekt.

Stworzenie reklamy dla jakiej marki najbardziej Ci się marzy?

Nie mam takich konkretnych życzeń. To, co mi się marzy, to po prostu dobre historie, inspirujące mnie do pracy. Opowieści, które mogę „przepuścić” przez siebie i dodać coś swojego. Reklama zawsze rządzi się swoimi prawami i najważniejsza jest jej skuteczność, ale ja lubię myśleć o niej, jak o mini-filmie. Możemy zaciekawić widza, zaskoczyć, wzruszyć, rozśmieszyć… Takie podejście nie wyklucza ekspozycji marki, powiem nawet więcej – wzmacnia ją.

Którą produkcję reklamową uważasz za najciekawszą i dlaczego?

Co chwilę pojawiają się nowe reklamy, które mają w sobie coś ciekawego. Ja wspomnę przewrotnie o podejściu reklamowym odzieżowej marki Free People. Obok „standardowych” fashion movies, od lat konsekwentnie realizują reklamowe krótkie metraże, „love stories”, które naładowane są prawdą i emocją. Ciekawi bohaterowie, prawda, „naturalistyczna” gra aktorska („Dream girl”, cykl „Roshambo”). Nie są one może najnowsze, ale są za to ciągle szalenie ciekawe i inspirujące. Zwłaszcza, że większość reklam fashion jest tak naprawdę do siebie bardzo podobna.

Największe wyzwania w pracy filmowca

Największym wyzwaniem w pracy filmowca jest utrzymanie chęci ciągłego rozwoju. Bardzo łatwo się powtarzać, utknąć w jednym stylu, konwencji. Zapętlić się. W filmie jest to mniejszy problem, ale w reklamie wszystko bardzo szybko się zmienia. Dlatego trzeba ciągle i nieustannie poszukiwać, na nowo się definiować. Chyba nigdzie moda nie przemija tak szybko, jak właśnie w reklamie.

A z przyziemnych wyzwań filmowca – oczywiście łączenie kwestii rodzinnych z tak nieprzewidywalnym zawodem. Jeden telefon może wywrócić do góry nogami cały kalendarz. Ciężko cokolwiek planować. Przy tym zawodzie niestety trzeba to po prostu zaakceptować.

Trendy w produkcji reklamowej

Trendy reklamowe zmieniają się jak w kalejdoskopie. Branża stara się też szybko reagować na naszą rzeczywistość, co pokazała chociażby pandemia. W krótkim czasie pojawiła się seria reklam, w których aktorzy sami się nagrywali w prywatnych mieszkaniach. Pomijając pandemię, można zaobserwować, że coraz mocniej dochodzą do głosu realizacje stricte digitalowe. Obecnie nawet realizując reklamę przeznaczoną do TV, możemy być pewni, że łączyć się będzie z licznymi bumperami, dodatkowymi materiałami, Insta Stories, etc.

Ocena polskiej branży produkcji filmowej i reklamowej

Jestem 13 lat w zawodzie, dlatego mam to szczęście, że mogłem obserwować i współpracować z różnymi domami produkcyjnymi i agencjami. Nie realizujemy może wielu filmów fabularnych, ale co roku pojawia się co najmniej kilka ciekawych realizacji (czy to z nurtu kina artystycznego, czy z komercyjnego). Coraz częściej wygrywa jakość. W branży reklamowej nie odstajemy od innych krajów. Mamy świetnych specjalistów, sprzęt, zaplecze. Myślę, że całkiem dobrze sobie radzimy. Kiedyś przy każdej większej reklamie szukano reżysera „z zagranicy”. Dziś nie jest to już takie popularne.

Których filmowców najbardziej podziwiasz i dlaczego?

Bardzo cenię i podziwiam Wernera Herzoga. Zarówno za dokonania fabularne (głównie we wczesnym okresie), jak i dokumentalne. Ma on w sobie nieustającą pasję. Uwielbia ryzykować, przekracza granice. Ciągle zaskakuje, choć nie jest już młodym twórcą. Przyznam, że nie jestem fanem filmów w technologii 3D, jest to dla mnie jedynie ciekawostka. Ale to właśnie Werner Herzog pokazał mi jej magię w filmie dokumentalnym „Jaskinia zapomnianych snów”, w którym „ożywił” prehistoryczne malowidła naskalne z jaskini Chauveta. Jak intrygujące jest podejście Herzoga do pracy, świetnie pokazuje jego Masterclass. Rady na temat montażu na podstawie islandzkiej poezji z IX wieku, to tylko wycinek podejścia do warsztatu.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Jesteśmy przebodźcowani. Kultura obrazkowa i szybko dostępnej informacji powoduje, że żyjemy w wielkim szumie. Bardzo łatwo, nawet nieświadomie, pomylić przez to inspirację z naśladownictwem. Dlatego dla mnie najważniejszym źródłem inspiracji są książki. Staram się je pochłaniać, ponieważ to one otwierają mnie na obrazy. W mojej opinii najważniejsza jest opowieść. Z niej powinien wyjść pomysł na „oprawę”. Kiedy pytamy kogoś, czy podobał się mu film, chyba nie ma nic gorszego, niż usłyszeć, że „zdjęcia były piękne” czy „scenografia była olśniewająca”. Kiedy historia nas poniesie, te wszystkie elementy spajają się jedną całość. Bez wyodrębniania.

W reklamie oczywiście muszę posiłkować się licznymi referencjami, ponieważ tylko w ten sposób łatwo i szybko mogę przedstawić swój zamysł. Ale bez nadbudowy w postaci historii, nawet najpiękniejsze referencje nie mają racji bytu. O sile czytania jako inspiracji mówi również wspomniany przeze mnie Werner Herzog.

Jakiej rady udzieliłbyś początkującym filmowcom?

To trudne pytanie. Na pewno namawiałbym na nieustanne poznawanie warsztatu. W dzisiejszych czasach można powiedzieć, że nie ma żadnych zasad w inscenizacji, ale nie jest to prawdą. Wiedza na temat zasad (co wpływa na co, jak uzyskać dany efekt) jest niezbędna. Jedną z najcenniejszych lekcji, jaką dostałem w filmówce, streściłbym w krótkim stwierdzeniu: można łamać zasady, ale najpierw trzeba je doskonale poznać.

 

O rozmówcy:

Jakub Kossakowski

Jakub jest nie tylko absolwentem prestiżowej łódzkiej filmówki na Wydziale Reżyserii, ale również plastykiem o specjalizacji wystawiennictwo. Dzięki temu świetnie odnajduje się zarówno w projektach aktorskich, jak i w reklamach, w których plastyka obrazu ma kluczowe znaczenie. Laureat wielu nagród na festiwalach filmowych, w tym za Najlepszy Film Polski na międzynarodowym Sopot Film Festival. Lifestylowy miesięcznik „Malemen” umieścił go w zestawieniu „30 przed 30 – oni będą rządzić” pisząc o nim: „Nie ma wątpliwości, że to, co zrobi, będzie doskonałe.”

Reżyserował reklamy, filmy dokumentalne, krótkie metraże fabularne. Ceniony za profesjonalizm, zawsze dobre przygotowanie i pełne oddanie każdemu projektowi.

W reklamie interesuje go różnorodność. Niezmiennie szuka prawdy i emocji w historii. Uważa, że do każdego projektu należy podejść indywidualnie i znaleźć najlepsze sposoby na jego realizację. Nie zamyka się na jeden styl i formę. Takie podejście owocuje bogatym i różnorodnym portfolio.

Jakub Kossakowski reprezentowany jest przez agencję Bryk&More.

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij