Filmowcy w reklamie: Mateusz Wichłacz

Filmowcy w reklamie: Mateusz Wichłacz

– Ktoś mi kiedyś powiedział, że w filmie są trzy drogi: dobra, zła i Twoja. Staram się zawsze wybierać tę moją – na temat pracy filmowca, a także o produkcji reklamowej rozmawiamy z Mateuszem Wichłaczem, operatorem filmowym.

Pozostałe części cyklu przeczytasz tu >

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Dlaczego zdecydowałeś się zająć filmem i reklamą?

Chyba słowo klucz to w tym przypadku – wyobraźnia. Nie powiem, że urodziłem się z miłością do kina i filmów i od dziecka spędzałem godziny, przyklejony do ekranu, ale chyba od dziecka miałem jakieś inklinacje do wymyślania takich „fabularyzowanych” zabaw. Jakoś naturalnie to kiedyś przeszło w pierwsze filmy kręcone na VHS-ie i hi8, potem już na późniejszym etapie w zdjęcia. Szkołę filmową wymyśliłem sobie w liceum i tak już zostało.

Gdzie zdobywałeś wykształcenie potrzebne do pracy jako filmowiec?

Tutaj nie będę zbyt oryginalny. Skończyłem wydział operatorski łódzkiej filmówki. Wcześniej przez 2 lata, studiowałem na WRiTV w Katowicach. Poznałem więc obie szkoły filmowe w Polsce. Ponad wszystko cenię jednak tę szkołę praktyczną. Zacząłem pracować na 2. roku w Łodzi. Długo jako operator kamery. Z perspektywy czasu ta „szkoła” wydaje mi się najważniejsza i najbardziej wartościowa.

Najważniejsze cechy i umiejętności w pracy filmowca

O jednej już wspomniałem. Ona jest dla mnie tym fundamentem i od niej wszystko się zaczyna. To wyobraźnia. Druga to zdolność do improwizacji. Plan filmowy, nawet ten najlepiej przygotowany i przemyślany, jest żyjącym organizmem. Zdolność do reagowania na nieprzewidziane sytuacje, w przypadku operatora, chociażby na zmieniające się światło, warunki atmosferyczne, nagły pomysł reżysera albo emocje aktora, to wszystko może decydować o tym, czy nasze ujęcie, film zyska pierwiastek, który będzie tą wartością dodaną. Czymś ekstra. Podążając zawsze przygotowaną, wydeptaną ścieżką, możemy łatwo coś stracić. Trzecia cecha to umiejętność pracy zespołowej. Bo ekipa filmowa, a w szczególności pion operatorski, to taka drużyna. Jeżeli pójdzie za Tobą w ogień, umie odczytać Twoje intencje i pomysły szybko, a potem sprawnie je zrealizować, to macie szanse na sukces.

Który ze zrealizowanych projektów wspominasz najlepiej?

Wolę patrzeć w przyszłość niż wspominać minione projekty, ale jeżeli miałbym wskazać ten najważniejszy i najbardziej wymagający to byłby to pierwszy polski serial realizowany dla Netflixa – 1983. Serial ten dał nam możliwość wejścia w świat, którego nie ma, ale który mógłby istnieć, gdyby historia naszego kraju potoczyła się inaczej. Jeżeli dodam do tego możliwość pracy z fantastycznymi reżyserkami: Kasią Adamik, Olgą Chajdas i Agnieszką Smoczyńską, plejadą aktorskich gwiazd, wyjątkową scenografką Anią Anosowicz, wszystko to pod szyldem amerykańskiego giganta to mamy niezwykle ciekawą mieszankę.

Stworzenie reklamy dla jakiej marki najbardziej Ci się marzy?

Kompletnie nie myślę o tym w tych kategoriach. Jeżeli projekt daje mi satysfakcję, możliwość rozwoju, jest dla mnie wyzwaniem i mam w nim pewną dozę wolności artystycznej, to jest to wszystko, czego od niego oczekuje.

Którą produkcję reklamową uważasz za najciekawszą i dlaczego?

Tak jak napisałem wcześniej. Chcę zachować nastawienie, że ta najciekawsza jest cały czas przede mną, nie patrzeć za często do tyłu.

Jakie są największe wyzwania w pracy filmowca?

To największe wyzwanie jest chyba takie samo dla operatora filmowego, jak i malarza czy wokalisty rockowego. Zachować świeżość spojrzenia, chęć wystawiania się na kolejne wyzwania, zdolność do opuszczenia naszej strefy komfortu. Wydaje mi się, że film najbardziej nie lubi rutyny.

Trendy w produkcji reklamowej

Nie jestem w tej materii specjalistą, ale jako operator powiem o trendach wizualnych. Wydaje mi się, że coraz więcej projektów daje możliwość większej ekspresji, bardziej „filmowego” światła, kontrastu, barwy.

Ocena polskiej branży produkcji filmowej i reklamowej

Moja natura optymisty podpowiada mi, że idziemy w dobrą stronę. Mamy coraz więcej reżyserów z sukcesami na międzynarodowych festiwalach. Przyzwoitą ilość produkcji. Oczywiście chciałoby się, żeby budżety były wyższe, co przełożyłoby się na większy komfort czasowy i lepsze przygotowanie do projektów.

Których filmowców najbardziej podziwiasz i dlaczego?

Jako operator, zawężę odpowiedź do tej grupy filmowców. Na pewno Roger Deakins, za różnorodność stylu, ale stałą, fantastyczną formę, w zasadzie w każdym gatunku. Benoit Debie, tu trzy tytuły: Nieodwracalne, Spring Breakers i Love… uwielbiam odwagę w kreowaniu obrazu, przełamywanie stereotypów, wychodzenie poza to, co oczywiste i sprawdzone. Ten pan jest w tym mistrzem. Na końcu Polak, niedawno zmarły Witold Sobociński. Znów odwaga i innowacyjność. Ten rodzaj wrażliwości i talentu, który jest ponadczasowy. Jestem przekonany, że w roku 2020, praca profesora Sobocińskiego, jest równie aktualna co 20 lat temu. Sanatorium pod klepsydrą mogę oglądać nieskończoną ilość razy.

Skąd czerpiesz inspiracje?

Wydaje mi się, że nasz umysł to taka gąbka, która przez całe życie nasiąka wszystkim, co nas dotyka, interesuje, fascynuje, czasem sprawia ból. Ta inspiracja to umiejętne wyciśnięcie z niej tego, co akurat w danym momencie jest nam potrzebne, w moim przypadku do stworzenia obrazu filmowego. Na pewno bardzo silnie inspiruje mnie muzyka, bo powoduje rodzaj emocji, który bardzo łatwo przekładam na obraz. Często zanim zrozumiem, jak chcę, żeby dana scena wyglądała, wiem, jaka muzyka do niej pasuje.

Jakiej rady udzieliłbyś początkującym filmowcom?

Zabrzmi trywialnie. Bądźcie odważni i pewni tego, co robicie. Ktoś mi kiedyś powiedział, że w filmie są trzy drogi: dobra, zła i Twoja. Staram się zawsze wybierać tę moją.

 

O rozmówcy:

Mateusz Wichłacz

Autor zdjęć wielu filmów, seriali oraz reklam. Absolwent Wydziału Sztuki Operatorskiej i Realizacji Telewizyjnej Szkoły Filmowej w Łodzi. Przy produkcjach fabularnych współpracował z reżyserkami i reżyserami takimi jak: Agnieszka Smoczyńska, Olga Chajdas, Katarzyna Adamik, Łukasz Palkowski czy Władysław Pasikowski. Od 4 sezonów odpowiada za zdjęcia popularnej i nominowanej do Orłów serialowej serii „CHYŁKA”.

Współtworzył zdjęcia do pierwszego polskiego serialu dla platformy Netflix, czyli 1983. Wcześniej współpracował z Michałem Englertem przy ukraińsko-polsko-macedońskiej produkcji Kiedy Padają Drzewa (When the Trees Falls), która miała premierę w sekcji Panorama festiwalu Berlinale w 2018 roku.

Autor zdjęć wielu kampanii reklamowych w Polsce i na świecie. Współpracował z takimi klientami jak Trivago, Pepsi, Plus, Danone czy Wawel.

Mateusz Wichłacz jest reprezentowany na wyłączność przez agencję MATCH&SPARK, która w tym roku świętować będzie 5 urodziny.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij