Filmowcy w reklamie: Helena Ganjalyan i Bartosz Szpak

Filmowcy w reklamie: Helena Ganjalyan i Bartosz Szpak

– Inspirują nas twórcy szukający autonomicznego języka opisującego rzeczywistość – na temat pracy filmowca, a także o produkcji reklamowej rozmawiamy z Heleną Ganjalyan i Bartoszem Szpakiem, duetem reżyserskim.

Pozostałe części cyklu przeczytasz tu >

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Dlaczego zdecydowaliście się zająć filmem i reklamą?

H.G.: Od wielu lat pracujemy w branży w różnych rolach. Ja jestem aktorką i choreografką, od jakiegoś czasu też bardzo dużo fotografuję, Bartek pisze muzykę i reżyseruje produkcje audio. Szeroki wachlarz umiejętności, którymi wspólnie dysponujemy sprawił, że uznaliśmy, że może to być dobry kierunek dla dalszego wspólnego rozwoju. Zawsze interesowało mnie opowiadanie historii, pokazywanie świata w jakiejś refleksji, w szczegółach, zmianach postrzegania. Chodzi o piękno dawania komuś okazji do spojrzenia na świat innymi oczami.

B.S.: Moja fascynacja kinem zaczęła się mniej więcej podczas dziwacznego pokazu nowozelandzkich filmów krótkometrażowych (w tym pierwszego shorta Taiki Waititi) na jednej z wczesnych edycji festiwalu Nowe Horyzonty. Zawsze chodzi o ten wyjątkowy moment pokazywania widzowi rzeczywistości w zupełnie innym ujęciu. To szansa na podzielenie się naszą wrażliwością oraz sposobem widzenia i rozumienia otaczającego nas świata.

Gdzie zdobywaliście wykształcenie potrzebne do pracy jako filmowcy?

H.G.: Jestem absolwentką krakowskiej szkoły teatralnej – aktorką oraz choreografką z wykształcenia. Wiele lat pracy na planie dało mi szansę obserwacji i nauki. Początkowo reżyserowałam małe formy teatralne, do stopniowo coraz większych. To w przestrzeni teatru nabyłam doświadczenia reżyserskie i nauczyłam się organizować pracę.

B.S.: Pod kątem artystycznym i warsztatowym oczywiście były to studia w Szkole Filmowej w Łodzi, praktyka na planach zdjęciowych oraz uważna obserwacja, niezależnie od wykonywanej roli. Z punktu widzenia znajomości całego procesu produkcji filmowej ogromną wartość miały dla mnie natomiast akcelerator dla młodych przedsiębiorców z sektora AV prowadzony przez Krajową Izbę Producentów Audiowizualnych oraz masterclassy organizowane przez team PYD w ramach finału konkursu. Wiedza wyniesiona z tych dwóch kursów jest w moim poczuciu bezcenna, ponieważ bazuje na insightach najbardziej doświadczonych twórców i producentów związanych z branżą filmową w Polsce.

Najważniejsze cechy i umiejętności w pracy filmowca

B.S.: Czuję, że największym sprzymierzeńcem była dla mnie zawsze cierpliwość. Oczywiście wybraliśmy sobie branżę, w której wyjątkowo trudno o spokojny przebieg każdego projektu, ale świadomość i zrozumienie dla swoich i cudzych emocji pomaga przebrnąć przez każde zadanie bez zbędnego stresu i wyniszczających nawyków.

H.G.: Równowaga na wielu poziomach. Między perfekcyjnym przygotowaniem a gotowością na reagowanie i improwizację, kiedy wymaga tego sytuacja. Między decyzyjnością, kiedy trzeba, ale i otwartością na próby. Umiejętność pracy z czasem (lub jego brakiem :)). Odwaga w wyrażaniu myśli.

Który ze zrealizowanych projektów wspominacie najlepiej?

H.G.: Mam poczucie, że każdy z nich miał w sobie coś wyjątkowego, był cudownym spotkaniem. Staramy się też wracać do osób, z którymi nam się dobrze pracuje, bo wierzymy w siłę zespołu... więc trudno mi wskazać jeden. Na pewno ten realizowany na konkurs Papaya Young Directors zostanie w naszej pamięci na długo, jako że ukonstytuował nasz duet.

B.S.: Momentem, który bardzo silnie utkwił mi w pamięci był nasz pierwszy przegląd wywołanych rolek taśmy 16mm. Monitory na planie w przypadku kamery analogowej dają bardzo ogólne pojęcie o kadrze, więc podgląd z telekina w zaciemnionym studiu to tak naprawdę pierwsze zetknięcie z zarejestrowanymi materiałami. Jest w tym szumie maszyny i wyłaniających się na ekranie kolorach coś zupełnie magicznego.

Stworzenie reklamy dla jakiej marki najbardziej Wam się marzy?

B.S.: Fascynującym zadaniem byłby krótki film drogi stanowiący jednocześnie storytellingową reklamę samochodu. Z wielu podróży zapamiętuję najsilniej moment wsiadania do auta, włączania muzyki, zatrzymywania się na stacji po kawę. Są to leitmotivy, które łączą ze sobą resztę wspomnień. W kwestii marki celowalibyśmy w firmę z ciekawym podejściem lub filozofią, np. Mazda.

H.G.: Myślę, że ciekawym wyzwaniem byłaby dla mnie praca nad reklamą perfum. Stworzenie obrazu, za pomocą którego dałoby się widzowi coś tak sensualnego i empirycznego jak zapach. Poza tym zazwyczaj stylistyka pokazywania takich produktów jest dość podobna, więc upatruję tu pole do zaproponowania czegoś nowego, przełamującego to, co typowe i znane.

Największe wyzwania w pracy filmowca

H.G.: Myślę, że dużym wyzwaniem jest umiejętność negocjacji – zarówno z samym sobą i swoimi oczekiwaniami wobec tego, co się tworzy, jak i z innymi pionami twórczymi, produkcyjnymi. To zrozumienie procesu, gospodarowanie wyobraźnią swoją i innych, stworzenie warunków, by każdy (niezależnie od swojej funkcji) był gotów dać z siebie wszystko dla zamierzonego efektu. Gotowość na bycie tu i teraz i umiejętność szybkiej reakcji.

Których filmowców najbardziej podziwiacie i dlaczego?

B.S.: Inspirują nas twórcy szukający autonomicznego języka opisującego rzeczywistość – Roy Andersson, Yorgos Lanthimos, Elia Suleiman, Paul Thomas Anderson. Niezależnie od podejmowanego tematu tworzą światy wedle swoich własnych, osobliwych narracji.

Skąd czerpiecie inspiracje?

H.G.: Z otwartości na otaczający świat i jego mikro wydarzenia, z nieustannej obserwacji, notatek na marginesie, z podróży. Z zauważanych w życiu codziennym napięć i relacji pomiędzy ludźmi, obiektami, elementami przestrzeni. Dodatkowo rotacja między funkcjami, w które wchodzę w swojej pracy jest bardzo inspirująca i pozwala na ciągłe zmienianie perspektywy, niezostawanie w tym, co znane i bezpieczne. To zawsze mnie pobudza i pozwala patrzeć na tematy z kilku stron równolegle.

B.S.: Często szukam inspiracji w specyficznym punkcie procesu twórczego – staram się wytworzyć oszczędny koncept bazowy, nadać pewne ramy myśleniu, a następnie zaczynam to traktować jako budulec, który można dowolnie opisać, przetworzyć, złamać. Wtedy wzmaga się moja czujność i otwartość na przypadek, nieoczywiste skojarzenia czy nowe konteksty. Najpierw prosta linia melodyczna i harmonia, potem jej dekonstrukcja i zestawienia. Takie ciągłe przełączanie się pomiędzy myśleniem wertykalnym i lateralnym pozwala mi za każdym razem wracać do projektu ze świeżym spojrzeniem i nową energią.

Jakiej rady udzielilibyście początkującym filmowcom?

H.G.: Sami jesteśmy jeszcze na początku naszej drogi filmowej, więc raczej nie czujemy się na miejscu, by komukolwiek radzić. Chyba jedyne, co mogłabym powiedzieć, to z pozycji widza – kibicowałabym im w odważnych decyzjach i poszukiwaniu własnego języka filmowego, bo to najbardziej doceniam jako odbiorca.

B.S.: Czuję dokładnie to samo – jest dla mnie za wcześnie, by radzić, mogę tylko powiedzieć, co sam cenię, a mianowicie poszukiwanie własnej ścieżki i wyłuskiwanie z przekazywanej nam wiedzy tylko tego, co rezonuje z nami samymi i pomaga nam tą ścieżką kroczyć. Wszystko, co stoi w opozycji do nas, ogranicza, zamyka, choćby przekazane z najlepszą intencją od największego autorytetu – wywaliłbym z szacunkiem na śmietnik.

 

O rozmówcach:

Helena Ganjalyan i Bartosz Szpak to młody, multidyscyplinarny duet reżyserski. Ich film „Ja” dla marki Tyskie został nagrodzony Grand Prix oraz I Nagrodą w kategorii Branded Stories w Papaya Young Directors 2020.

Od wielu lat działają na różnych obszarach – Helena zajmuję się reżyserią teatralną, choreografią i fotografią, Bartek pisze muzykę i reżyseruje produkcje audio. Świadomość wspólnego skill-setu oraz narzędzi i języka, którymi posługują się w swojej pracy pozwala im przyjmować wyjątkową perspektywę w realizowanych projektach.

Ich pracę cechuje dbałość o detale, szczegółowe planowanie i poszukiwanie najlepszej formy wizualnej dla opowiadanych historii, natomiast wykształcenie i wieloletnie doświadczenie aktorskie pozwala na bardzo precyzyjne prowadzenie aktorów i trafne formułowanie zadań.

Helenę i Bartosza reprezentuje impresariat bluebird artists.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij