Mikrotransakcje przechodzą ze świata gier do... motoryzacji. Co na to konsumenci?

Mikrotransakcje przechodzą ze świata gier do... motoryzacji. Co na to konsumenci?

Wsiadasz do nowo zakupionego samochodu, a ten... informuje cię o niewykupionej funkcji. Czy tak będzie wyglądać przyszłość motoryzacji?

Mikrotransakcje są już nieodłącznym elementem branży gamingowej – szczególnie często są wykorzystywane w grach z dropami przedmiotów, które używają generatora liczb losowych. Oznacza to, że gracz zamiast zdobywać jakieś „itemy", może je kupić w sklepie internetowym za gotówkę. W ten sposób można lepiej wyposażyć swoją postać z gry, ale także... wciągnąć się w spiralę kupowania dodatkowych przedmiotów. Gracze często wydają tysiące dolarów na mikrotransakcje w grach, co często jest porównane do grania na automatach, które podobnie „pożerają" pieniądze i uzależniają. 

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Producenci gier wykorzystują również zjawisko mikrotransakcji w inny sposób – wypuszczają na rynek grę w podstawowej wersji, a jeśli gracz chce otrzymać bogatszą zawartość danego tytułu, musi liczyć się z dopłaceniem odpowiedniej kwoty. Każdorazowo trzeba samemu oszacować, czy zainwestowanie w pakiet dodatków jest jeszcze opłacalne w przypadku danej gry. Czasem jednak te dodatki mają ogromny wpływ na mechanikę gry – bez nich musimy borykać np. ze spowolnionym postępem lub ograniczonym obszar gry.

Funkcję mikrotransakcji łatwo wprowadzić w branży gamingowej, gdzie możemy po prostu wejść do sklepu online i dokupić odpowiednie dodatki, czy rozszerzoną wersję gry. Okazuje się jednak, że mikrotransakcje zaczynają pojawiać się również w innych obszarach naszego życia – ostatnio zaczynają obowiązywać również klientów, którzy decydują się na zakup auta.

Na kanale Mildly Infuriating w serwisie Reddit pojawił się krótki filmik opublikowany przez właściciela nowego Audi Q4 e-tron, czyli elektrycznego samochodu, który – jak się okazało – jest „okrojony" z niektórych funkcji. Klient kupił samochód w Danii, a tam trzeba dopłacić ok. 700 euro za trzecią strefę klimatyzacji, co jest standardem np. w Stanach Zjednoczonych. Nie oznacza to jednak, że duńska wersja różni się wyglądem od tej amerykańskiej – przycisk do klimatyzacji nadal występuje i jest on nawet aktywny, ale po jego wciśnięciu... usłyszymy komunikat, że ta funkcja nie została zakupiona. 

To byłoby nawet zabawne, gdyby nie było prawdziwe.

„Zapłać 49,99 USD, aby odblokować hamulce”.
Zawsze kupuję aktywację poduszki powietrznej co najmniej 10 minut przed awarią.
 

Czemu publikacja wywołała takie zainteresowanie i jednocześnie oburzenie wśród komentujących? Internauci obawiają się, że takie rozwiązanie może być wykorzystywane wkrótce również przez innych producentów i że tak będzie wyglądać przyszłość branży motoryzacyjnej. Producenci aut mogą zrezygnować z wprowadzania na rynek „uboższych" wersji aut, bo po prostu łatwiej będzie blokować poszczególne funkcje w samochodzie na poziomie oprogramowania. Jak dobrze wiemy w zakresie elektroniki można dziś wprowadzić bardzo wiele ograniczeń, a odblokowanie poszczególnych funkcji (np. adaptacyjny tempomat czy dostępność Android Auto/Apple Car Play) będzie oczywiście dodatkowo płatne, np. w formie abonamentu. 

Czy to oznacza, że mimo zapłacenia za samochód pokaźnej sumy pieniędzy, i tak będziemy musieli dodatkowo płacić za różne funkcje w ramach okresowej opłaty? Czas pokaże, czy za tym pomysłem pójdą pozostali producenci.

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij