Mariusz Pitura (Lemon Sky JWT): Golden Drum okiem jurora

Mariusz Pitura (Lemon Sky JWT): Golden Drum okiem jurora

Rozmawiamy z Mariuszem Piturą, executive creative director w Lemon Sky JWT, który miał w tym roku okazję pełnić obowiązki jurora w kategorii Single channel podczas prestiżowego konkursu Golden Drum.

foto: twitter.com/golden_drummer

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

W tym roku byłeś w jury właśnie zakończonego konkursu Golden Drum. Jakie refleksje nasunęły Ci się podczas oceny prac?

Bardzo zaskoczyła mnie dysproporcja ilości zgłoszeń w kategoriach Single i Multi Channel. W pierwszej jury oceniało ok 900 prac, w drugiej (kampanie używające min. dwóch kanałów komunikacji) było ich 3 razy mniej. Okazuje się, że nawet w dobie zintegrowanej komunikacji ciągle łatwiej stworzyć tzw. „one-off”. Najwięcej prac zostało wysłanych z Rosji (331). I trzeba przyznać, że ich poziom był znakomity. Przyznam, że nie spodziewałem się aż tak wysokiego poziomu kreatywnego prac z tej części świata. Większość case’ów z Rosji bazowała na świetnie znalezionych insightach, pokazywała nowatorskie rozwiązania kreatywne, a technologii używała z wyczuciem i umiarem. Megafaces, Get Well Kit, Catch-A-Plane to prace, z których dumny byłby każdy kreatywny na świecie. Drugim zaskoczeniem była Turcja. Znakomity warsztat postprodukcyjny, abstrakcyjny humor, prostota przekazu - to coś, czym Turcja podbiła serca jurorów.

Jak przebiegał proces oceniania prac? Sędziowie pracują razem? Czy oceniają prace online?

Zgłoszonych prac jest tak dużo, że głosowanie podzielone było na dwie części. Pierwsza odbyła się jeszcze przed przyjazdem jurorów na Festiwal. W głosowaniu online poprzez prosty wybór YES-NO, naszym zadaniem było wyłonienie prac, które miały szanse bić się o nagrody. Dalsze głosowanie obywało się już na Festiwalu. Z tzw. shortlisty w ciągu trzech dni intensywnych obrad wybraliśmy najlepszych z najlepszych. Ciekawe, że najmniej dyskusji stoczyliśmy wybierając prace nagrodzone złotem i Grand Prix. To zawsze jest oznaką siły pomysłu. Z reguły przy znakomitych pracach nie ma pytań i wątpliwości. Czuć wtedy przyjemne mrowienie na plecach, w głowie słychać „to genialne”, a ręka sama ponosi się do głosowania. 

Czy w tegorocznych zgłoszeniach można wyróżnić konkretne trendy? Co było „hot” podczas tegorocznego festiwalu?

Najczęściej komentowaną pracą z pewnością była praca z McCann Ericksoon Romania „Ghita, the social sheppard”. Była to kampania dla rumuńskiego oddziału Vodafone, w której dzięki smartfonowi z dostępem do internetu ze zwykłego pasterza owiec stworzono największego celebrytę w Rumunii. Kampania mądra, zabawna i stworzona według najlepszych wzorów storytellingu – modnego ostatnia określenia w branży.

Poza tym Festiwal Golden Drum raczej nie kreuje trendów. Bardziej pokazuje, co jest „hot” w całej branży. A co jest? Z pewnością mariaż technologii i komunikacji. Trendy technologiczne pojawią się i znikają (np. w tym roku nie było już żadnej pracy z drukarkami 3D), ale zasada zawsze jest taka sama. Stworzyć nową technologię, która jak najlepiej przekaże benefit produktu. W tym roku udało się to np. w kampanii Megafaces. 

W tym roku polski akcent był dość mocno obecny na Festiwalu. Polskie agencje zgarnęły kilkanaście nominacji i sporo nagród. Jak oceniasz polskie zgłoszenia w stosunku do „reszty świata”. Odstajemy?

Jesteśmy jak polska reprezentacja w piłce nożnej. Jeszcze niedawno nikt nie wierzył, że możemy walczyć o najwyższe stawki. Możemy. Wielkie brawa dla moich kolegów z branży za tak świetne akcje dla PCK, Tigera, PZU, CI Games. Świetna robota! Moja refleksja: takie akcje robią co najmniej dwie dobre rzeczy. Po pierwsze udowadniają, że Polska liczy się na festiwalach kreatywności na całym świecie. Po drugie w kraju ponoszą poprzeczkę jakości tzw. „produktu kreatywnego”. To znakomita i bardzo motywująca wiadomość.

Które z ocenianych prac najbardziej zapadły Ci w pamięć? Czy oprócz tych nagrodzonych pojawiły się wyjątkowo ciekawe projekty, które nie zostały wyróżnione?

Wierzę, że mnie i pozostałym jurorom z prawie 1300 zgłoszonych pomysłów, udało się wyłuskać wszystkie te, które warte były nagrodzenia. Chociaż muszę przyznać, że było kilka prac, które nagrody nie dostały, chociaż mogły o nią powalczyć. Co zawiodło? Sposób prezentacji pomysłu. Przygotowanie filmu, który w 90 sekund tłumaczy skąd się wzięła idea, dlaczego była nowatorska i jakie przyniosła efekty, to sztuka. Znowu okazało się, że nie wystarczy mieć dobry pomysł. Trzeba jeszcze dobrze go sprzedać.

Golden Drum to nie tylko konkurs, ale przede wszystkim festiwal. Które z wystąpień najbardziej zapadło Ci w pamięć?

W tym roku organizatorzy postawili na temat, który coraz częściej powtarzany jest przez ludzi marketingu i reklamy – storytelling. Czym jest storytelling? To sztuka opowiadania historii, czyli współczesna interpretacja tego, o czym 2000 lat temu pisał Arystoteles w „Poetyce”. W bardzo zgrabnej formie opowiedział o tym Warwick Cairns, consultant strategist w firmie The Effectiveness Partnership. Warwick pokazywał, że zasady storytellingu warto stosować nie tylko w tworzeniu kampanii reklamowych, ale także np. w konstruowaniu prezentacji, przemówień czy opisów case studies wysyłanych na marketingowe konkursy.

Drugą prezentacją, którą szczerze polecam było wystąpienie Ravida Kuperberga z izraelskiej firmy Mindscapes pt. „Insights which make a difference, not just make sense”. Znakomite kompendium wiedzy na temat insightów. Popularność tego wykładu zaskoczyła organizatorów (widzów było cztery razy więcej niż krzeseł) oraz samego Ravida (po wykładzie wszystkie swoje wizytówki rozdał w 20 sekund). Zachęcam do odnalezienia tych prezentacji w internecie. Warto.

Poza tym, ciekawie było posłuchać wykładu o marketingowym zapleczu Igrzysk w Soczi, który prowadziła Stelli Svyatskaya z OMD Russia oraz uczestniczyć w całodniowym panelu o historii, filozofii i wizji reklamy w Brazylii.

Przy okazji komentarzy dotyczących Cannes Lions dużo mówiło się o wyjątkowej atmosferze w jakiej odbywał się festiwal. Czy podobnie jest w przypadku Golden Drum?

W porównaniu z Cannes Lions, Golden Drum jest mniej formalnym festiwalem. Tu jest luźniej. Swobodniej. Młodziej. Sam Festiwal rozgrywa się w dwóch miejscach. Za dnia w mieście Portoroż, gdzie obraduje jury, odbywają się wykłady, szkolenia, seminaria i gdzie na uroczystych galach przyznaje się nagrody. Nocą Golden Drum przenosi się do swojej nieoficjalnej stolicy – położonego 2 kilometry dalej miasteczka Piran. To, jak wygląda nieoficjalna część Festiwalu pozwolę sobie zostawić Państwa wyobraźni. Zresztą najlepiej przyjechać i przekonać się samemu. Na zachętę cytat z Wikipedii: „Piran (wł. Pirano) - miasto na słoweńskim wybrzeżu, leżące na półwyspie o tej samej nazwie. Jest jednym z najbardziej atrakcyjnych turystycznie miejsc nad słoweńskim Adriatykiem. Miasteczko przypomina swoją architekturą włoską Wenecję.” Do zobaczenia.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij