Czy dr Google życzy nam zdrowia?

Czy dr Google życzy nam zdrowia?

Lekarze coraz częściej narzekają, że pacjenci przychodzą na wizytę z gotowym rozpoznaniem choroby. Dumny pacjent ma za sobą kilka godzin poszukiwań w Internecie, zdążył zapewne wydrukować plik z najważniejszymi informacjami i założyć teczkę z dokumentacją, której nie powstydziłby się dr House.

Zdjęcie royalty free z Fotolia

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Autodiagnoza została więc poczyniona,a człowiekowi wydaje się, że wie, co mu dolega. Od lekarza oczekuje jedynie potwierdzenia.

Dr Google to lekarz pierwszego kontaktu. Można by pomyśleć, że służy nam pro bono. W końcu jest na każde zawołanie, nie wystawia rachunku i nie zadaje niewygodnych pytań. On wie, po co przychodzimy i wie, że nie przestaniemy, dopóki będzie do naszej dyspozycji.

Jeśli zastanowimy się nad ściśle psychologicznymi motywami, dlaczego bierzemy sprawy w swoje ręce, możemy wymienić głównie:

  • Potrzebę poczucia kontroli nad swoim stanem zdrowia
  • Potrzebę usprawiedliwienia własnej niedyspozycji
  • Potrzebę anonimowości
  • Potrzebę poczucia wspólnoty

Pacjenci wiedzą, że w kwestiach własnego zdrowia mogą liczyć przede wszystkim na siebie. Nikt nie poświęci im tak dużo czasu na diagnozę, jak oni sami. To sprawia, że z każdym kwartałem, liczba zapytań o tematyce medycznej w polskiej wyszukiwarce wyraźnie rośnie.

Kto szuka informacji medycznych w Internecie?

Jak wynika z badań, które niedawno przeprowadziłam na próbie 283 użytkowników Internetu, to kobiety w wieku 18-62 z największą intensywnością poszukują informacji o zdrowiu i możliwych sposobach leczenia w Internecie. Co więcej, wraz z wiekiem coraz częściej robią to z myślą o kimś bliskim, własnym dziecku bądź rodzicu.

Nie widać związku między subiektywną oceną własnego zdrowia a intensywnością poszukiwania informacji medycznych. Nie wpływają na to ani wykształcenie, ani zarobki, ani dostęp do prywatnej opieki medycznej. Ta intensywność poszukiwań wpływa jednak na skłonność do wdrażania znalezionych w sieci rozwiązań, chociażby stosowania suplementów diety lub leków dostępnych bez recepty. Jednym słowem – ci, którzy w Internecie najczęściej buszują, najchętniej stosują się do znalezionych w nim rad.

Co ciekawe, większość badanych deklaruje, że z roku na rok coraz lepiej radzi sobie z oceną wiarygodności źródeł w sieci. Ciekawym motywem do dalszych badań będzie to jakimi kryteriami się kierują. Możemy tylko przypuszczać, że łatwiej jest zignorować noszący znamiona histerii wpis na forum niż dobrej jakości artykuł sponsorowany.

Czy dr Google chce twojego dobra?

Coraz częściej dostrzegam obawy o ilość danych, jakie Google gromadzi o swoich użytkownikach. To reklama generuje najwięcej dochodów, dlaczego więc nie spożytkować informacji o użytkownikach, którymi dysponuje. Branża medyczna dałaby wiele za udostępnienie precyzyjnych opcji targetowania kampanii.

Jako Specjalista SEM daleka jestem od zdania, jakoby Google miał zamiar wykorzystać naszą niewiedzę, by pozwolić reklamodawcom na manipulację dostępem do informacji w tak wrażliwym obszarze, jakim jest zdrowie.Pracuję dla klientów z branży medycznej i jestem w stanie docenić działania, jakie prowadzi w celu ochrony informacji o użytkownikach.

Branża medyczna podlegajednym z najbardziej restrykcyjnych zasad w Google AdWords: ocena stron docelowych, słów kluczowych i tekstów reklamowych pod względem zgodności z zasadami reklamowymi. Najbardziej nowatorskie narzędzia i funkcje targetowania linków sponsorowanych do określonych grup użytkowników – w większości wykluczają ich stosowanie dla przekazów o tematyce medycznej.

Dziś, jeśli wpadniemy na pomysł włączenia kampanii remarketingowej dla strony poświęconej określonemu schorzeniu, możemy się zdziwić, ponieważ Google dość szybko zakwestionuje naszą grupę odbiorców. Prawdopodobnie oceni, że powracanie do użytkowników, którzy odwiedzili wcześniej nasza witrynę, będzie nadużyciem i wykorzystywaniem danych osób o określonym profilu medycznym.

Jak sugerują przedstawiciele Google, to nie zasady uległy zmianie. W ciągu ostatniego miesiąca jedynie „usprawniono narzędzia”, które monitorują reklamy pod względem zgodności z zasadami.

Te przykłady upewniają mnie w przekonaniu, że Google przynajmniej na razie nie zamierza nadwyrężać zaufania swoich „wyznawców”. Fakt, że reklamodawcy muszą się liczyć z restrykcjami, ma zatem swoje uzasadnienie i zwiększa prawdopodobieństwo, że reklama utrzyma swoją jakość i nie zacznie ingerować w te sfery, w których nie jest mile widziana.

Koniec końców, dla branży medycznej mam jedną dobrą wiadomość, potencjały w wyszukiwarce rosną z roku na rok. Zanim zaczniemy ubolewać nad ograniczeniami, zastanówmy się, czy wykorzystaliśmy wszystkie możliwości, jakie daje dobrze zoptymalizowana kampania searchowa, z uwzględnieniem remarketingu w wyszukiwarce i nowych rozszerzeń reklamy tekstowej.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij