Disco Polo - kura i jej złote jaja

Disco Polo - kura i jej złote jaja

Prosta, bez głębi, finezji i wielkich emocji. Wszytko na tzw. jedno kopyto. Wszyscy słyszeli, ale nie wielu przyznaje się, że zna czy nawet lubi. Porywa tłumy, łatwo wpada w ucho i wydaje się być nieśmiertelna, tak opisuję muzykę, a dokładniej jeden z jej rodzajów – disco polo.

Można się wyśmiewać, uznawać ten gatunek za prymitywny, totalny kicz, lecz bez wątpienia jest to fenomen. O wymiarze sukcesu, jaki odnieśli wykonawcy disco polo marzy każdy artysta.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Trochę danych. Disco polo to odpowiedź na popularną w latach 80 muzykę italo disco. Twórcą nazwy był Sławomir Skręta właściciel wytwórni Blue Star z Reguł. Zanim disco polo zyskało swoją tożsamość jako marka/gatunek, była to muzyka grywana na weselach, zabawach i biesiadnych uroczystościach. Zyskując na swej popularności, wspomniany gatunek muzyczny przeżywał „metamorfozy”. Instrumenty akustyczne zmieniono na elektryczne, co spowodowało wyraźne odejście od stylu muzyki ludowej czy country. Disco polo zyskało przydomek muzyki chodnikowej, głównie przez rodzaj dystrybucji. Kasety były sprzedawane na straganach bazarowych i targowiskach. Ścieżka wokalna w tym gatunku jest klasyczna - krótkie zwrotki i łatwo wpadający w ucho, powtarzający się refren. Z materiałów archiwalnych jakie obejrzałam wynika, że dla wszystkich zespołów linia muzyczna jest prawie taka sama - stylizowana na Polkę. Ponadto, lider i wokalista zespołu Bayer Full, Sławomir Świerzyński mówi, że aby piosenka disco polo stała się hitem wystarczy zastosować się do elementarnych zasad:

  1. Zrozumienie duszy Polaka, która jest ułańską, słowiańską mieszanką bohatera i romantyka.
  2. Jeśli śpiewamy to koniecznie o:
    – dziewczynie, nie kobiecie!, o jej włosach i oczach;
    – chłopaku, o zabarwieniu patriotycznym, bohaterskim;
    - wakacjach, podróżach i przygodzie.
  3. Nawiązanie do tradycji: szacunek do rodziców, wiary, patriotyzmu.
  4. Tekst łatwy i prosty, powtarzający się i wpadający w ucho refren – ważne, żeby był optymistyczny.
  5. Bity, rytmy stylizowane na Polkę.

Przepis faktycznie sprawdził się w wielu przypadkach, powtórzony schemat przyniósł sukces praktycznie każdemu, m.in. Shazzie, czyli Magdalenie Pańkowskiej, Marcinowi Millerowi z zespołu Boys, Zenonowi Martyniukowi wokaliście zespołu Akcent, Robertowi Klatt współliderowi grupy Classic, Robertowi Sasinowskiem z zespołu Skaner, Top One w składzie: Paweł Kucharski, Sylwester Raciborski, Mariusz Lubowiecki, Maciej Jamroz oraz wielu innym. Wytwórnie muzyczne, takie jak Blue Star czy Omega Music dosłownie produkowały gwiazdy i przebój za przebojem. Muzyka stając się bardzo popularną na skalę masową zyskała sobie przydomek prymitywnej i prostackiej. Wynikało to z propagowania nieskomplikowanych linii wokalno-muzycznych oraz grupy docelowej. Disco polo w oszałamiającym tempie docierało do wiosek i małych miasteczek, muzykę grano wszędzie tam, gdzie była taka możliwość: na lokalnych potańcówkach, weselach, imprezach o charakterze ludowym i w domach kultury.

Na tym gatunku muzycznym do dziś nie zostawia się suchej nitki, ale gdy zorganizowano koncerty w Sali Kongresowej w Pałacu Kultury, bilety w stolicy wysprzedawano na pniu, a rozentuzjazmowana publiczność szalała tańcząc i klaszcząc! Przypomnę, że sprytni pr’owcy widząc gigantyczny potencjał w tej muzyce w 1995 r. zaangażowali zespoły disco polo w kampanię wyborczą Aleksandra Kwaśniewskiego i Waldemara Pawlaka – pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Nieoficjalnie twierdzi się, że to m.in. ten ruch zapewnił zwycięskie głosy w wyborach.

Pod koniec lat 90, rynek był już przesycony muzyką z gatunku disco polo, ale prawdziwy fan nigdy nie umarł!!! Wzrost zainteresowania odnotowały gatunki rock, pop, hip-hop i dance. Co się więc stało z disco polo? Jadąc na fali popularności powoli, ale skutecznie wydeptywało ścieżki w prywatnych rozgłośniach radiowych i telewizyjnych. Sukcesywnie wypełniało czas antenowy, docierało do wielbicieli na jeszcze szerszą skalę, co w dalszej konsekwencji okazało się strategicznym posunięciem, ponieważ skutecznie ukształtowano sobie rynek amerykańskiej Polonii. Zespoły disco polo zaczęły koncertować za oceanem z wielkim powodzeniem. Bardziej popularne grupy wypełniły kalendarz koncertami w USA.

W Polsce wciąż wyśmiewano muzykę disco polo, ale gdy w 2010 r. wprowadzony został niedzielny moduł VIVA Polska, pt. „Disco ponad wszytko”, oglądalność stacji wzrosła dwukrotnie w ekspresowym tempie. Podobnie było z sesją fotograficzną Mady Pańkowskiej dla Playboy’a w 2000 r., gdzie projekt okazał się wielkim sukcesem wydawniczym dla czasopisma. Obecnie czołowi wykonawcy gatunku disco polo również nie narzekają, podbijając rynki na dalekim wschodzie. Wokaliści wierni swojej muzyce wykonują ją od 30 lat, zarabiając krocie. Bayer Full sprzedał 16 mln płyt, Shazza jest właścicielką 4 złotych i 2 platynowych krążków, w kraju sprzedała pół miliona albumów. Marcin Miller przed kilkoma miesiącami siedział na skórzanej kanapie u Kuby Wojewódzkiego, a piosenka „Jesteś szalona” do dziś jest jedną z najbardziej popularnych.

Fenomen tego gatunku muzycznego jest niesłychany. Disco polo znalazło swoją tożsamość markową, idealnie odpowiedziało na potrzeby największej grupy docelowej i wykształciło umiejętność zmian, przy jednoczesnym zachowaniu swojej naturalności (brak profesjonalizmu odbierany był na korzyść dla naturalnego zachowania, znosił bariery komunikacyjne). Wokaliści grali i śpiewali prosto z serca, ponieważ bezpośredni kontakt był najlepszą (często jedyną) formą promocji. O marketingu na szeroką skalę nie mogli nawet marzyć, co również przekuto w sukces – nie ma promocji, nie ma kosztów, produkt musi bronić się sam. Pozostał pr szeptany, propaganda z ust do ust… W zamian za to, nie trzeba było bywać na medialnych imprezach, stać w kolejce do czerwonego dywanu, pokazywać się wśród rasowych celebrytów. Nie trzeba było udawać i uważać co się mówi, a co istotniejsze - nie trzeba było brać kredytów, bo biznes finansował się sam.

 

Anna Bratowska-Olszewska

Ukończyła studia doktoranckie na wydziale zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego. Wykładowca przedsiębiorczości w Instytucie Europeistyki.

Pierwsze szlify zawodowe zdobywała m.in. w firmie SICPA, gdzie zajmowała się zadaniami związanymi ściśle z funkcjonowaniem zarządu spółki oraz działaniami marketingowo – wizerunkowymi. Następnie postanowiła przenieść się do Raiffeisen Leasing Polska S.A., tym samym przenosząc się do finansów i bankowości związanych z branżą motoryzacyjną.

Obecnie współpracuje z agencją interaktywną oraz content marketingową, gdzie odpowiada za przychód firmy i profesjonalne zarządzanie sprzedażą i rozwojem biznesu. Doradza również mniejszym jednostkom, start-up’om czy butikowym hotelom.

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij