FITC Amsterdam, czyli design, technologia & cool shit!

FITC Amsterdam, czyli design, technologia & cool shit!

„Nudne to było” - to najczętsza opinia, którą można usłyszeć na polskich konferencjach podczas odbywających się prezentacji. Podzielam opinię większości. Udział w konferencji powinien być nastawiony na naukę.

Naukę - nie tylko płynąca z twardych danych, wykresów, wskaźników ROI oraz systemów optymalizacyjnych, ale również z najróżniejszych ludzkich doświadczeń - zarówno zawodowych, prywatnych czy artystycznych. Mój głód wiedzy nie potrafi być zaspokojony, gdy kolejna prezentacja jest na temat siły mediów społecznościowych oraz że ten czy tamten film, na którym ta lub inna dziwna pani tańczyła twista czy pogo. Po co mi to?

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

W związku z marnymi doświadczeniami z polskiego rynku konferencyjno - edukacyjnego, postanowiłem udać się do Amsterdamu, żeby przekonać się, co różni tamtejszą rzeczywistość reklamową od naszej. Wniosków mam kilka.

1. Oprawa robi klimat

Amsterdam jest stolicą designu. Widać to na każdym kroku. Nawet reklamy McDonald’s jawią się niczym obiekty z galerii sztuki współczesnej. To, co mnie uderzyło to spójna oprawa graficzna, dopracowana pod każdym względem, wykorzystująca niezliczone nośniki mulimedialne. Dzięki temu czułem się podczas każdej prezentacji jakbym wchodził w czyjąś głowę, szperał w niej i wyszukiwał najciekawsze, najsoczystsze kąski kreatywno - intelektualne. Brawo!

2. Storytelling

To, co odróżnia od naszych prezentacje, które miałem nieprzyjemność i przyjemność oglądać, to opowiadanie o bohaterach wykładów i ich doświadczeniach z poziomu pierwszej osoby. Każdy mówca zanim przeszedł do sedna swojego wystąpienia wprowadzał słuchaczy w swoje życie. Opowiadał o swoim dzieciństwie, o czynnikach, które zdeterminowały jego przyszłość. Dzięki temu na początku poznawaliśmy pasje ludzkie, które następnie przeradzały się w sposób ewolucyjny w konkretne projekty i rozwiązania. Dzięki temu nawet wykład Naomi Atkinson, której w życiu prawie nic nie wyszło, do samego końca potrafił przykuć uwagę widzów! Bardzo życzę wszystkim polskim konferencjom takiej formy prowadzenia narracji. Autentyczność gwarantowana.

3. Pasja 

Często będąc na polskich konferencjach zadaję sobie pytanie, co ten smutny pan w garniturze próbuje mi sprzedać pokazując slajd, że ten baner fleszowy miał taki i taki CTR, a zasięg wyniósł aż 2.000.000 UU! Takich danych podczas FITC nie zobaczyłem ANI RAZU! Zadaniem mówców było zarazić salę swoją pasją. Dzięki temu miałem wrażenie, że obcuję z prawdziwymi internetowymi bzikami! Moim ulubionym był Niemiec - Mario Klingemann, którego wykład o iście niemieckim tytule „The Joy of Order” wprowadził mnie w świat prawdziwego freaka, którego pasją stało się porządkowanie rzeczywistości wirtualnej i przetwarzanie jej poprzez algorytmy lokalizujące podobieństwa w internetową sztukę na miarę kodera artysty! Mario zaczął swoją opowieść od zdjęć z wakacji, na których widzimy plażę. Na kolejnym slajdzie widać 4 prostokąty: czysty piasek, muszle różnej wielkości, patyki oraz plastikowe odpadki. Jego fotorelacja z wakacji udowodniała, że projekty, którymi się zajmuje nie wynikają z czystej potrzeby zdobywania budżetów, ale z tego, jaki Mario jest. Internetową realizacją jego obsesji jest np. bot,, który przetwarza zdjęcia ludzi w sekwencje kolorów, dzięki czemu użytkownicy uzyskują abstrakcyjną formę graficzną. Po co Mario zrobił coś takiego? Ponieważ miał potrzebę wewnętrzną porządkowania i tworzenia, znajdowania korelacji pomiędzy barwami i kształtami. O własnych algorytmach opowiadał posługując się ciągami liczbowymi generowanymi przy pomocy kości, by następnie przejść do gigantycznego projektu zrealizowanego dla Biblioteki Narodowej Wielkiej Brytanii. Zbiory owej biblioteki zostały uploadowane na Flickra. Nikt jednak nie pomyślał o ich sklasyfikowaniu. Jak jednak rozpoznać, nazwać i pogrupować setki tysięcy obiektów graficznych?! Mario stworzył algorytm tworzący klasy grafik w oparciu o wiele czynników m.in. natężenie, rozkład RGB, rodzaj kresek, kanwy, a następnie zwizualizował owe zbiory w postani zanimowanych ciągów 3D! Czułem się tak, jakbym autentycznie obcował z obcą cywilizacją. Cywilizacja ta jednak potrafiła zarazić KAŻDEGO swoim zaangażowaniem i radością z porządkowania!

Więcej o Mario:
tumblr
twitter
Rebel Mouse

4. Sztuka 

Absolutną gwiazdą konferencji FITC Amsterdam był Brendan Dawes. Brytyjski designer, artysta i programista. Uważa on, że process twórczy zaczyna się nie od briefu, ale od wewnętrznej potrzeby człowieka, by tworzyć. Czasami bez sensu. Bez profitów. Wiele lat temu Brenden stworzył aplikację, która wycina kolejne klatki z uploadowanego filmu I tworzy z nich jeden wielki obrazek. Artysta nie wiedział dlaczego i po co zrobił taki program. Po prostu wrzucił go do sieci. 10 lat później odezwała się do niego nowojorska galeria, chcąc wystawić jego pracę na swojej wystawie. Autor czytał email przez 10 minut, nie mogąc zrozumieć, co właśnie nastąpiło. Doszedł do wniosku, że jego praca ma tylko wtedy sens, kiedy tworzenie zaczyna się w nim, nie zaś w kieszeni klienta. 

Moim ulubionym projektem jest jednak The Happiness Machine. Mały limonkowy przedmiot, który za przyciśnięciem guzika, drukuje niczym paragon losowo wybrany tweet ze świata zawierający hashtag „happiness“ lub „happy“. Nic wielkiego? Trzeba było zobaczyć zdjęcie starszych Pań, które przyklejone do witryny monachijskiej galerii sztuki współczesnej, w której to galerii owa maszyna stanowi obiekt artystyczny, odczytywały wszystkie tweety, śmiejąc się jednocześnie. I o to w tym wszystkim chodzi! O interaktywność. O realne przeżycia ludzi. Nie o lajka, tylko o prawdziwe emocje.

5. Bez kompromisów

Ostatnim wykładem, na temat którego opinią chciałem się podzielić, był wykład Jessici Walsh. Ta nowojorska artystka porwała wszystkich totalnie! Sala nie chciała, żeby kończyła swoje zajęcia! Pełna temperamentu, pewna siebie, piękna kobieta, która bezkompromisowo niszczy reguły gry. Jessica źródła sukcesu upatruje w zabawie. Uważa, że projekty są wartościowe tylko wtedy, kiedy rodzą się z radości tworzenia, pasji i ciekawości.

Jessica wraz ze swoim przyjacielem postanowili przeprowadzić eksperyment pt. “40 dni randkowania” (40 Days of Dating). Ona – wiecznie romantyczna, zmieniająca partnerów w każdym tygodniu, eksperymentująca seksualnie. On – wycofany, niemogący zrozumieć relacji damsko – męskiej. Oni – znali się od lat. Doszli do wniosku, że przez kolejne 40 dni będą parą i zobaczą, co z tego wyjdzie. Każdego dnia opisywali swoje przeżycia i przemyślenia, jednocześnie nie pokazując swoich zapisków drugiej stronie. Następnie po całym eksperymencie poprosili znajomych artystów o zilustrowanie poszczególnych wpisów, nakręcili designerskie filmy, stworzyli interaktywną stronę i odpalili projekt online. Odzew? Wywiady w mediach, propozycja z Warner Brosa zfabularyzowania ich historii, wielki buzz. Dla Jessici najważniejszy był jednak sam eksperyment – to jej ciekawość zjawiska pchnęła ją do tego projektu. Zrobiła to, ponieważ chciała poznać różnice w postrzeganiu relacji damsko – męskich. Dzięki temu projektowi zrozumiała, że ta sama sytuacja jest interpretowana przez każdą ze stron w kompletnie inny sposób.

Jessica Walsh to również genialna designerka, która w swoim studiu Sagmeister & Walsh tworzy niesamowite kreacje z pogranicza printu, online’u, malarstwa i fotografii. Nie znosi kompromisów w życiu, sztuce i pracy. Dlatego, kiedy wymyśliła czcionkę, która jest przedłużeniem outfitu modelki, produkuje realną instalację, która minimalizuje udział photoshopa w projekcie. Dzięki temu jej projekty za każdym razem robią absolutne wrażenie.

Podsumowanie

To, co w jej podejściu podobało mi się najbardziej to pewność siebie, upór i wewnętrzna potrzeba jako artysty. Potrzeba robienia tego, czego się chce. Tak naprawdę była to nauka płynąca z każdego wykładu – rób to, co chcesz, co cię fascynuje. Nie patrz, czy na tym zarobisz, tylko czy cię to kręci. Czy jesteś ciekawy. Właśnie takiego podejścia najbardziej brakuje mi w Polsce. Ludzi z pasją tworzenia, wiedzonych imperatywem wewnętrznym. Wziąłem tę naukę do serca. W kolejnych 2 miesiącach zamierzam przeprowadzić rewolucję, zarówno w dziale kreacji, którym kieruję, ale też w moim życiu. Będzie się działo. FITC Amsterdam zmieniło moje życie. 

 

Adrian Pietraszkiewicz

Współzałożyciel i dyrektor kreatywny agencji Fenomem. W branży od ponad 10 lat. Zaczynał w Interdeco Hachette Fillipachi Polska. Następnie pracował jako broker eventowy w Euroteam.info w Oslo. Po powrocie do Polski zdobywał doświadczenie w biurze reklamy Onetu, by następnie podjąć pracę media planera w ClickAd. Zbudował dział projektów specjalnych o2.pl, w którym tworzył oraz realizował szeroko nagradzane kampanie (Kreatura, MIXX Awards, Media Trendy, Effie). Od 6 lat rozwija agencję Fenomem. Wykłada marketing społecznościowy na Uczelni Łazarskiego. Wokalista zespołu "115".

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij