Jesteś letni? Idź precz!

Jesteś letni? Idź precz!

Poszukując sensu w marketingu, zawsze dochodzę do punktu, w którym go znajduję. Tego samego życzę każdemu, kto działa w tej branży. W poszukiwaniach może pomóc polityka, religia albo butelka Coca-Coli.

Zdjęcie royalty free z Fotolia

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Jesteśmy w przededniu drugiej tury wyborów prezydenckich. To z punktu widzenia reklamy znakomity czas – gdzie bowiem się nie rozejrzymy przykłady dobrego, a częściej złego, marketingu. Zostało już tylko dwóch kandydatów i każdy ich ruch, najmniejszy gest, krzywo zawiązany krawat albo krzywy uśmiech mogą przesądzić o porażce. Bardzo łatwo popaść w defensywę, a często nawet w paraliż, który nie pozwala nam działać efektywnie, bo boimy się porażki. Patrząc na wyborcze sukcesy polityków na całym świecie, trzeba jednak jasno powiedzieć – ci którzy próbowali defensywy przegrywają. To jak w piłce – jeśli grasz na remis to przegrasz. Jeśli robisz strategie marketingowe i są one poprawne, to przegrasz. Jeśli robisz strategie marketingowe na podstawie książek czy nawet najlepszych badań i są one bliskie perfekcji, choćby jak wagon z Sevres, to przegrasz. Twoja strategia powinna być żywa, ludzka, a nie oderwana od rzeczywistości. Alienacja kończy się w polityce żółtą albo czerwoną kartką od wyborców. W marketingu również możemy dostać kartkę, tyle że od klientów. Będziesz robił pod linijkę, a więc będziesz letni, przegrasz.

Proste historie zawsze najlepiej zmieniają sytuację. Było kilku facetów – każdy z nich dostał sporo pieniędzy od Pana. Każdy zrobił z tymi pieniędzmi, co uznał za stosowne. Jeden pomnożył majątek, drugi również, trzeci zaś zakopał pieniądze i nic z nich mu nie przyszło. Bilansując sytuację właściciel ocenia jasno – ten, który zarobił dostanie jeszcze więcej, a ten który zakopał nie będzie miał niczego. Wydawać by się mogło, że ten który zakopał był może ostrożny, roztropny, bo nie stracił. A jednak… Idąc dalej tokiem biblijnym, pamiętacie syna marnotrawnego? Gość przewalił cały majątek, a jednak ojciec przyjął go i wyprawił mu ucztę. Wnioski? „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust.” (Ap 3, 15). Nikt nie będzie traktował poważnie twojego marketingu, jeśli będziesz nijaki. Nikt nie będzie traktował poważnie twojej marki, jeśli będziesz nijaki. A nawet jak obśmieją twój pomysł, to może być tylko lepiej. Jak już będzie lepiej, to rób jeszcze więcej, inwestuj – to się zawsze zwróci. Oszczędność jest grzechem.

Wracając na ziemię myślę o zderzeniu z codziennością. Szukanie sensu często bowiem przeradza się w nawiedzenie. Marketingowy dewota, który nie umie już rozmawiać o niczym innym jak tylko o insightach, feedbacku, kejpiajach czy claimach jest zjawiskiem powszechnym w wielu agencjach i działach marketingu. Takim osobom brakuje jednak tego, czego brakuje politykom-produktom spin doktorów – człowieczeństwa. I tu z pomocą przychodzi Coca-Cola. Na jej butelkach znów zagościły napisy – tym razem nie imiona, lecz terminy takie jak brat czy siostra. Uderzyła mnie jednak inna butelka – z napisem „nieznajoma”. Perwersyjnie perfekcyjna – wręcz gorąca, z sensem.

Sens jest ulotny. Trudno go w ogóle zdefiniować. Trudno doszukać się go, gdy mamy przed sobą kolejne projekty, kolejne bezsensowne spotkania i zadania do wykonania. Najistotniejsze jest jednak to, że to my sami decydujemy o tym sensie. Nie odkryjemy go jeśli nie przełamiemy muru, nie wyjdziemy z naszej bańki. Nie będziemy zimni albo gorący. Jeśli nasz marketing pozostanie letni to wcześniej czy później pozostanie nam tylko płacz i zgrzytanie zębów. Bez sensu.

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij