Gdzie agencje dwie, tam dzieje się źle

Gdzie agencje dwie, tam dzieje się źle

Budując projekt internetowy, nie zabraknie Ci wyzwań, przeszkód i problemów. Nie dorzucaj “do pieca” i nie dziel projektu na dwóch lub więcej wykonawców.

fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Mam za sobą w Autentice ponad 230 projektów i te kilka współdzielonych z innymi wykonawcami (z całym dla nich szacunkiem i sympatią) to ścisły top za drogich, za długich i za nerwowych realizacji. Przypadek?


źódło: troll.me

Ale o co chodzi z tym dzieleniem projektu?

Projekt tworzenia strony czy aplikacji webowej dzieli się na etapy. Dla uproszczenia przyjmijmy: zarządzanie, specyfikacja wymagań, architektura informacji oraz makiety, kreacja - treść i grafika, front-end (czyli html, css, js), back-end (programowanie np. w PHP), testy, utrzymanie.

Jeśli podane etapy planujesz zrealizować przy pomocy różnych wykonawców, to właśnie podzieliłeś projekt. I jesteś o krok od piekła. Nie ma znaczenia, czy będą to dwie agencje o różnych kompetencjach (bogowie designu vs. technologiczne freaki) czy agencja i jeden z Twoich współpracowników lub freelancer. Masz przerąbane jak amen w pacierzu.

Na jakie atrakcje możesz liczyć?

OK, więc jednak się decydujesz. Zapnij pasy, przygotuj pakiet Relanium i powiadom rodzinę o Twojej nadchodzącej paromiesięcznej niedyspozycji. Czeka Cię moc wrażeń i emocji, a w tym:

  • rozmyta odpowiedzialność - przyzwyczaj się do zdania “A to nie my, to do nich.” Poprawne adresowanie zadań jest trudne. Mając dwa punkty kontaktowe, mamy często 50 proc. szans, że uda się za pierwszym razem. Uważasz, że to dużo? A kiedy ostatni raz wkurzyła Cię wtyczka USB, która magicznym sposobem “zawsze” jest odwrotnie niż potrzeba? No właśnie, tutaj będzie tak samo,
  • rywalizacja - prędzej czy później zacznie się udowadnianie, że my to “cacy”, a oni to “be”. Agencje (lub agencja i Twój pracownik) zaczną wytykać sobie błędy, podkreślając swoją przewagę. I o ile zdrowa rywalizacja nie jest zła, to często jej cel nie jest związany z projektem i wręcz mu szkodzi. Ot, choćby stan przekazywanych materiałów. Wyobraź sobie biegacza sztafety, który zamiast precyzyjnie podać pałeczkę kolejnemu koledze, umyślnie ją podrzuca i opóźnia start. Na wszystkim tracisz Ty, rzecz jasna,
  • utrudniona komunikacja i nieporozumienia - dwie osoby szybciej dogadają się niż trzy, siedzące do tego w trzech różnych miejscach. Wyobraź siebie i dwóch PMów, po jednym z każdej agencji. Rzadko będziecie mieli komfort i możliwość trójstronnej rozmowy. Najczęściej jedna z osób będzie nieobecna, więc w efekcie niedoinformowana. Nadrabianie wymiany wiedzy to kosztowny proces, często bogaty w mniejsze lub większe nieporozumienia. Jeśli możemy, to czemu sobie ich nie oszczędzić?

    Pamiętaj też o stylu pracy. Składa się na niego wiele czynników: metodologia, procedury, formalności, narzędzia i wreszcie przyzwyczajenia, które przeradzają się w zgranie. Zderzenie dwóch agencji z innym pomysłem na pracę to prosta droga na wieczory lub weekendy w biurze, a przynajmniej przed komputerem.


     
  • błędy - nie liczyłem, ale stawiam śmiałą tezę:
    LB = LA2 * śr. LB
    gdzie
    LB - liczba błędów w Twoim projekcie
    LA - liczba agencji tworzących projekt
    śr. LB - średnia liczba błędów w podobnych projektach
    I wersja humanistyczna - jeśli pracując z jedną agencją znajdziesz 100 błędów w projekcie, to 2 agencje zostawią ich 400. Komentarz raczej zbędny.
  • strata czasu i pieniędzy - rozmyta odpowiedzialność, rywalizacja wykonawców, problemy z komunikacją i liczne błędy będą Cię słono kosztowały, zarówno w złotówkach jak i godzinach. 10-cio tygodniowy projekt zamieni się w półroczny dramat i to w kilku aktach. A w dramatach główni bohaterowie czasem nie dożywają do końca…

A konkretnie, co i gdzie może się popsuć?

Dość teorii, teraz nieco przykładów. Najczęściej spotykałem się z dwoma rodzajami podziału.

Agencja A robi makiety i grafikę, agencja B resztę

To scenariusz spotykany na przykład w firmach, które mają własny dział IT, a brakuje jedynie kompetencji w dziedzinie tworzenia interfejsów.

Wady:

  • front-end w ostatnich latach stał się częścią kreacji. Animacje, efekt Parallax, Material Design i wreszcie RWD to tylko kilka przykładów przenikania się obu etapów. To wszystko sprawia, że słaba komunikacja i brak zrozumienia grafika z koderem zagwarantuje klapę Twojej realizacji,
  • różne kompetencje - pomysły grafika A mogą nie być możliwe do realizacji przez kodera B i odwrotnie - zręczny front-endowiec może nie otrzymać od przeciętnego projektanta kreacji, która realizuje jego zamierzenia co do np. animacji, zachowania przy przewijaniu,
  • utrudnione poprawki - na etapie testów często powstają zadania angażujące zarówno grafika jak i front-endowca. Ich czas realizacji znacznie wzrośnie, ponieważ zadanie musi przejść wydłużony proces, często wędrować kilkukrotnie pomiędzy firmami,
  • każda firma ma inne standardy porządkowania plików PSD. Prawdopodobnie sposób ułożenia warstw i folderów przez grafika A nie przypadnie do gustu front-endowcowi B. Licz się z nieporozumieniami z tytułu rzekomo brakujących elementów interfejsu.

Agencja A robi grafikę i front-end, agencja B resztę

Ten model pojawia się często w firmach, które przyzwyczajone do starego CMSa i obsługującej go agencji, chcą jedynie odświeżyć interfejs. Dodatkowy partner ma wnieść “świeżą krew” w wizualną część projektu.

Wady:

  • styl kodu - programista przyzwyczaja się do stylu kodu swojego front-endowca. Przekazane materiały z nieznanej firmy sprawią mu masę dodatkowego kłopotu, znacznie wydłużając czas realizacji,
  • programista “psuje” pracę kodera - to normalne, że podczas podłączania szablonów, programista co nieco nabałagani w kodzie front-endu. Skala tego zjawiska będzie jednak znacznie większa, jeśli obie osoby pracują w różnych organizacjach i poprawki przejdą przez ręce dwóch PMów,
  • CMS ma swoje wymagania - szczególnie starsze wersje systemów zarządzania treścią potrafią narzucić archaiczne rozwiązania w kodzie HTML. Może okazać się, że przygotowany zgodnie z aktualnymi standardami front-end, trzeba świadomie postarzeć, by działał poprawnie z CMSem sprzed 10-ciu lat. Nie trzeba być specjalistą IT, by wyobrazić sobie bezsens takiego zabiegu.

Wiem, że istnieją sytuacje, w których zwyczajnie inaczej się nie da. Dwie agencje, nasz dział IT, do tego może freelancer - miksy bywają różne. Pozostaje Ci uzbroić się w cierpliwość, podwoić budżet oraz harmonogram i starać się to jakoś ogarnąć.

Jeśli jednak masz komfort wyboru to długo się nie zastanawiaj. Kuchnia, w której rządzi sześć kucharek, to zdecydowanie zły pomysł. 

A mając chęć na nieco ekstremalnych doznań, lepiej wybierz coś z tego:

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij