Wideo w internecie, internet w telewizji

Wideo w internecie, internet w telewizji

Rok 2012 w dużej mierze był w internecie rokiem wideo. Na przestrzeni ostatnich miesięcy w tej dziedzinie nie nastąpiła wprawdzie spektakularna rewolucja, na pewno za to mieliśmy do czynienia z ewolucją tego formatu.

Niewątpliwie przełomowym punktem były wyniki badania Megapanel PBI/Gemius z grudnia 2011 roku, kiedy to po raz pierwszy YouTube wyprzedził w rankingu serwisy z grupy Onet, plasując się tuż za Google. Również dane IAB Polska wskazują na ogromną popularność treści wideo – w ubiegłym roku do ich regularnego oglądania przyznawało się ok. 65 proc. internautów, teraz odsetek ten wynosi 80 proc. Można pokusić się o stwierdzenie, że w zasadzie każdy internauta miał już styczność z materiałami wideo w sieci w tej czy innej formie. Jak pokazuje raport z badania Gemius i Onet.pl „Audio i wideo w sieci”, osoby takie stanowiły 95 proc. populacji korzystających z sieci już w styczniu 2011 roku.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Wideo gwarancją sukcesu?

Na fali dynamicznie zwiększającej się popularności wideo, nastąpił rozwój wykorzystujących je formatów reklamowych, serwisów oferujących treści filmowe oraz telewizji internetowych. Karierę zaczęły robić pojęcia, takie jak VOD (video-on-demand), smart i connected TV, P2P TV (peer-to-peer), social TV oraz ściśle z nią związane aplikacje typu GetGlue (m.in. check-in w programach telewizyjnych), Shazam (m.in. tagowanie plików muzycznych) czy Umami (m.in. rozpoznawanie, jaki program ogląda użytkownik i wyświetlanie mu dodatkowych informacji). Zwiększająca się popularność wideo zaowocowała też wysypem wideoblogów, vodcastów oraz ogólnie zwiększeniem liczby filmów na stronach www. W tej formie zaczęto zamieszczać instrukcje, porady, opowiadać historię firmy, itd. Jako coś nowego, oczywiście w dużej mierze spotkało się to z zainteresowaniem internautów. Czy jednak faktycznie wideo samo w sobie jest gwarancją sukcesu, a wszelkie startupy bazujące na tym formacie mają szansę powodzenia? Przecież już sam proces pozyskiwania odbiorców czyni ten format jednym z trudniejszych. Wymaga bowiem stosunkowo dużego zaangażowania i świadomej decyzji o chęci odtworzenia materiału.

YouTube atrakcyjniejszy dla marketerów niż Facebook?

Największym serwisem oferującym treści wideo jest oczywiście YouTube – z danych badania Megapanel PBI/Gemius z września 2012 wynika, że korzysta z niego niemal 12,7 mln polskich internautów. Niektórzy szacują, że niebawem stanie się większym kanałem marketingowym niż Facebook, a użytkownicy sieci będą spędzali tam więcej czasu niż w największym obecnie portalu społecznościowym. Co ważne – w zaangażowany sposób. Moim zdaniem byłoby to jednak możliwe tylko wtedy, gdyby YouTube znacznie rozwinął komponenty społecznościowe i – paradoksalnie – przestał być portalem kojarzonym wyłącznie z wideo. Obecne funkcje YouTube są jednak dość ograniczone. Prowadzenie dialogów tylko w odniesieniu do materiałów filmowych nie jest w stanie zaspokoić potrzeb społecznych internautów – przede wszystkim pozostawania w kontakcie z przyjaciółmi i nawiązywania nowych znajomości.

Mówiąc o YouTube jako o największym kanale z treściami wideo, warto mieć na względzie pewne uwarunkowania. Wszystkie zamieszczane tam materiały funkcjonują jako pliki audiowizualne. Tak naprawdę jednak znaczna część materiałów de facto pełni rolę plików audio. Internauci bardzo często szukają na YouTube konkretnego utworu lub ścieżki dźwiękowej. Są zainteresowani wyłącznie fonią, tworzą własną playlistę i np. pracując słuchają ulubionych utworów w tle. Nie zwracają uwagi na towarzyszący utworom teledysk czy pokaz slajdów. Nie wszystkie zatem pliki wideo są przez użytkowników aktywnie oglądane, a taka przecież jest główna idea tego formatu. Pozycja YouTube mogłaby zatem być nieco inna, gdyby istniał analogiczny serwis tylko z plikami dźwiękowymi czy muzyką. Dla przykładu, hitem YouTube ostatnich tygodni jest obejrzane niespełna 950 mln razy wideo z utworem „Gangnam Style”. Większość z pewnością była zainteresowana nie tyle wideoklipem, co muzyką, do tego fani odtwarzali materiał wielokrotnie.

Znak czasów - brak czasu

Symptomatyczny dla naszych czasów jest... brak czasu. Przy tak dużym natężeniu informacji, ludzie mając go niewiele, starają się wykorzystywać go jak najefektywniej. Dlatego muszą wybierać, którym treściom poświęcą dużo uwagi, a z którymi zapoznają się tylko pobieżnie. Serwisy i aplikacje oferujące VOD, takie jak tvnplayer.pl, tvp.pl/vod czy platforma ipla zawdzięczają popularność temu, że umożliwiają obejrzenie w dogodnym dla siebie momencie dokładnie tego, co się chce – np. odcinka przegapionego w telewizji serialu, filmu czy koncertu.

Internauci zdecydowanie rzadziej poszukują zupełnie nowych treści wideo tylko dlatego, że mają dużo czasu na rozrywkę i nie wiedzą jak go spożytkować. Stąd wynika mój (póki co) brak entuzjazmu wobec projektów typu telewizja lajk.tv. Od strony technicznej pomysł jest oczywiście na wysokim poziomie, staranność przygotowania materiałów – również. Dominują tu krótkie formaty newsowe, jeden materiał wideo traktuje o kilku najczęściej zabawnych lub kontrowersyjnych tematach. Mimo wszystko mam wrażenie, że użytkownicy internetu są zbyt niecierpliwi lub zwyczajnie mogą nie mieć czasu, by w całości oglądać prezentowane materiały. Każdemu filmikowi towarzyszy hasłowy opis, który mówi jakich treści można się spodziewać, np. „Fejs Celebryje – Matura z religii? Metamorfozy Węgrowskiej. Szok! Doda vs GMO”. Nie wdaję się w ocenę merytoryczną treści, tabloidyzacja dotyczy dziś bowiem najpoważniejszych mediów i dość skutecznie sprzedaje wszelkie wiadomości. Uważam jednak, że akurat tego typu newsy z powodzeniem mogłyby występować w tradycyjnej formie, np. w postaci krótkiego tekstu opatrzonego zdjęciami. Tak naprawdę, jeśli użytkownika przyciągnął temat, który w wideo jest ostatnim z poruszanych, najpierw musi on obejrzeć reklamy, potem cały materiał, co zajmnie mu dobrych kilka minut. W dodatku niekoniecznie dowie się tego, czego oczekiwał. Żeby być na bieżąco z aktualnymi newsami, plotkami z życia gwiazd czy memami, wystarczy poświęcić kilka chwil - skanując nagłówki na Pudelku, Demotywatorach czy rzucając okiem na własny newsfeed na Facebooku.

Dostrzegając potencjał wideo, także agencje prasowe, takie jak Agencja TVN, Reuters czy East News, zaczęły publikować newsy w tej formie i udostępniać je odpłatnie. Takie materiały nie są zresztą tanie. Wg raportu interaktywnie.com „Wideo w internecie” z czerwca 2012 jeden klip z Agencji TVN kosztuje ok. 50-200 zł, przy czym licencja na korzystanie z niego ważna jest tylko 30 dni. Nie wydaje się, by w dobie tak szybko rozprzestrzeniających się informacji i zaawansowanych technologii dostępnych dla każdego, ludzie chcieli płacić za pobieranie agencyjnych newsów. Zwłaszcza, że podobne informacje, stworzone amatorsko, często trafiają do sieci równolegle i rozprzestrzeniają się wirusowo. Odbiorcami płatnych materiałów wideo tego typu mogą być zatem przede wszystkim media, a ich liczba jest przecież ograniczona.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij