To jest viral, tego nie zaplanujesz. Ale wakacje w Stegnie już tak!
Jeśli nie pojechaliście w tym roku do Stegny, to Stegna z pewnością przyjechała do Was. Wszystko dzięki TikTokowi, a dokładniej – użytkowniczce, która opublikowała filmik ze swojego wypoczynku. Dziś materiał jest viralem, którego mogą pozazdrościć największe marki i zespoły marketerów.
W chwili powstawania tego tekstu na TikToku istnieje ponad 7 tys. przeróbek viralowego nagrania autorstwa użytkowniczki @sarusia55, a hashtag #stegna zyskał już 150 mln wyświetleń. Fala popularności nadciągająca z TikToka zalała niemal cały Internet, na skutek czego toniemy już w memach, regionalnych i ogólnopolskich artykułach, a także twórczości influencerów.
Trend widać również na profilach rozmaitych marek w mediach społecznościowych. Te, w wyścigu o laur najbardziej kreatywnego RTM-u, szybko podchwyciły Stegnę i wplotły ją w swoją komunikację. Sam Friz – niekwestionowany nr 1 na polskim YouTube – wykorzystał konwencję nagrania nie tylko w utworze, ale też w materiale promującym salon wnętrzarski MAXFLIZ.
Na LinkedInie obserwuje nas ponad 100 tys. osób.Jesteś tam z nami?
Powiedzmy sobie jasno: każdy, kto chociaż trochę śledzi Internet, co najmniej raz otrzymał pozdrowienia ze Stegny, a co najmniej dwa – zobaczył nawiązanie do trendu. Zresztą trudno o lepszą reklamę dla nadmorskiej miejscowości, która już teraz została nieoficjalnie okrzyknięta wakacyjną stolicą Polski. Całą tę sytuację możemy opisać jednym słowem: viral!
No dobrze, ale dlaczego akurat ta Stegna?
Czy to, że ktoś spędza wakacje nad morzem jest czymś nadzwyczajnym? Niespecjalnie. A może fakt, że nagrywa pozdrowienia i wrzuca je do Internetu? Też nie – codziennie robią to przecież tysiące Polaków i wie o tym jedynie garstka ich znajomych. Dlaczego więc nagranie stało się tak znane? To najpewniej mieszanka kilku czynników, z których najważniejsze to:
Autentyczność głównej bohaterki – szczere pozdrowienia szybko trafiają do serc odbiorców.
Komizm całej sytuacji – „Stegna” pojawiła się 4 razy w 14-sekundowym filmiku (tak, żeby nikt nie miał wątpliwości).
Sezonowość i dobry timing – plaża w Stegnie idealnie wpisała się bowiem w środek wakacji.
Trudno jednoznacznie rozgryźć viralowy sukces materiału, ale jednego możemy być pewni: @sarusia55 wrzucając filmik, nie planowała stworzyć wakacyjnego trendu. Nie zastanawiała się, czy zdobędzie gigantyczny zasięg albo czy „ludzie to podłapią”. Doszło do tego zupełnie spontanicznie.
Viral marketing kiedyś i dziś
Spontaniczny na pewno nie jest natomiast marketing wirusowy (ang. viral marketing). Polega on na zaplanowaniu, a następnie zainicjowaniu sytuacji, w której odbiorcy będą przesyłać między sobą treści stworzone przez markę tj. materiały wideo, grafiki, hasła czy artykuły. Ma to przykuć uwagę i zdobyć zainteresowanie potencjalnych konsumentów.
Za jedną z pierwszych viralowych akcji uznaje się sprytny krok firmy Hotline z czasów internetowej prehistorii, czyli z 1996 roku. Marka oferująca bezpłatne skrzynki mailowe, znalazła wówczas niskobudżetowy sposób na skuteczną kampanię – warunkiem założenia darmowego konta była zgoda na autoreklamę Hotline w stopce wysyłanych wiadomości. Krótka notka o treści „Chcesz mieć darmowe konto e-mail? Zarejestruj się w Hotmail już dziś!” okazała się na tyle skuteczna, że w ciągu zaledwie roku liczba użytkowników Hotmail wzrosła z 20 tysięcy do… 1 miliona.
Jednak nie ma co się oszukiwać – przez blisko 30 lat całkowicie zmienił się Internet i wszystko poza nim. Niedawne badania NordVPN pokazały, w 2021 r. statystyczny Polak zaczynał przegląd sieci około 09:01, a wylogowywał się z niej o 21:49. Co ciekawe, pracy online poświęcaliśmy jedynie 16 godzin tygodniowo, a rekordowe 35 godzin spędzaliśmy na szeroko pojętej rozrywce.
Konsumujemy coraz więcej treści, a nasza umiejętność koncentracji poddawana jest ciągłym wyzwaniom. Doskonale pokazuje to wskaźnik tzw. attention span, czyli koncentracji uwagi, który sukcesywnie maleje. Szybkie check: w 2000 roku mogliśmy skupić uwagę przez ok. 12 sekund, a w 2015 – jedynie 8,25 sekundy. Problem z koncentracją urósł do pokaźnych rozmiarów i jest realnie odczuwalny, chyba że… coś naprawdę nas zainteresuje. Chyba, że z jakiegoś powodu zechcemy zostać z komunikatem na dłużej – a może nawet podać go dalej! Tylko z jakiego?
Blisko, bliżej, najbliżej
W pogoni za viralową kampanią, marki sięgają po różne rozwiązania – z nadzieją, że tym razem odbiją się głośnym (i pozytywnym) echem w Internecie i poza nim. Jednak czy goniąc za viralem doskonałym, nie zmierzamy czasem w przeciwnym kierunku? Problem wydaje się nieco głębszy. Odbiorcy reklam są niezwykle czujni na fałsz i nieszczerość. Ciężko zdobyć ich zaufanie, a jeszcze ciężej zachęcić do „szerowania” naszych treści.
Doskonale przekonał się o tym Burger King, który w 2020 roku zdecydował się wkroczyć z akcją reklamową na Twitcha. Marka – bez porozumienia ze streamerami – wykorzystała mechanizm działa platformy, wysyłając podczas streama drobne wpłaty pieniężne (potocznie nazywane donejtami) i dodając do nich w formie komentarza hasła reklamowe. Te następnie zostały tradycyjnie odczytane przez syntezator mowy podczas transmisji, a sami streamerzy nie mogli z tym nic zrobić. To zagranie rozwścieczyło społeczność Twitcha tak bardzo, że nie pozostawiła na Burger Kingu suchej nitki. Marce zarzucono, że nie szanuje zasad społeczności i „chamsko” (to cytat!) wykorzystuje popularność twórców. Czy o taki viral chodziło?
Hey @BurgerKing you guys took out our talk, so I put it back in for you. Also this marketing is scummy as hell, don’t ever do it again. pic.twitter.com/fiOBbFomZo— RubberRoss (@RubberNinja) August 20, 2020
Można też ugryźć temat od nieco innej strony i spróbować stworzyć viral… na istniejącym już viralu. Na taki pomysł postawiła ostatnio włoska filia Vodafone, zapraszając do swojej kampanii Andrása Arató – „starszego pana ze Stocka”, którego znamy z serii memów Hide the pain Harold. Aby podkreślić radość z wygrywania nagród w trwającej promocji, wykorzystano jego legendarny, grymaśny uśmiech. Dobre? Chyba tak, skoro w środku wakacji nad Wisłę dotarła wieść o kampanii włoskiej sieci komórkowej. Jednak czy możemy uznać reklamę za viralową? Czas pokaże.
Można też zapomnieć o viralu i po prostu robić swoje – tak jak Red Bull, który w 2012 r. reklamował się poprzez… skok ze stratosfery. Nagranie z tego wydarzenia ma dziś na YouTube ponad 47 mln odsłon, a transmitowaną na YouTube akcję śledziło na żywo około 8 mln osób. Skok ze stratosfery wydaje się czymś szalonym, ale – co ważne – wciąż spójnym z tożsamością marki. Red Bull przecież od zawsze, obok energetyków, sprzedaje nam styl życia – ekscytujący, pełen adrenaliny, przygód i fantazji. Dla przyciągnięcia uwagi odbiorców skok ze stratosfery był bez wątpienia strzałem w dziesiątkę – a w efekcie przełożyło się to na sukces marketingowy. Czy całą akcję możemy więc nazwać viralem? Jak najbardziej.
Viral to miły efekt uboczny, ale nigdy cel sam w sobie
Kampania może stać się viralem, ale nie musi – a to, czy odbiorcy pokochają naszą ideę i komunikację zależy głównie od nich samych. Można zgadywać, co potencjalnie jest bardziej lubiane i udostępniane przez publiczność. Można próbować się do tego zbliżyć. Ale czy warto ustanawiać viral celem samym w sobie? Pracując w dziale kreacji widzę, jak często apetyt na viralową kampanię pojawia się na pierwszym miejscu briefu. A spójna i pomysłowa kampania? Daleko za nim.
Czy nie lepiej postawić najpierw na autentyczność, humor, odwagę – cokolwiek, co wzbudzi w konsumentach pozytywne zainteresowanie? Osobiście wybieram tę drugą opcję. I może zabrzmi to przewrotnie, ale odpowiedzialna za tegoroczną popularność Stegny @sarusia55 tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu – bo internetowa społeczność sympatyzuje z nią nie dlatego, że jest idealna i wykreowana, ale dlatego, że jest prawdziwa.
Podaj adres e-mail, aby kontynuować czytanie
Zapisz się do naszego newslettera. Obiecujemy nie spamować! :)
Sprawdź skrzynkę e-mail i kliknij link potwierdzający, aby odblokować artykuł.
Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień Twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Pamiętaj, że zawsze możesz zmienić te ustawienia. Szczegóły znajdziesz w Polityce Prywatności.
Funkcjonalne
Zawsze aktywne
Przechowywanie lub dostęp do danych technicznych jest ściśle konieczny do uzasadnionego celu umożliwienia korzystania z konkretnej usługi wyraźnie żądanej przez subskrybenta lub użytkownika, lub wyłącznie w celu przeprowadzenia transmisji komunikatu przez sieć łączności elektronicznej.
Preferencje
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest niezbędny do uzasadnionego celu przechowywania preferencji, o które nie prosi subskrybent lub użytkownik.
Statystyka
Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do celów statystycznych.Przechowywanie techniczne lub dostęp, który jest używany wyłącznie do anonimowych celów statystycznych. Bez wezwania do sądu, dobrowolnego podporządkowania się dostawcy usług internetowych lub dodatkowych zapisów od strony trzeciej, informacje przechowywane lub pobierane wyłącznie w tym celu zwykle nie mogą być wykorzystywane do identyfikacji użytkownika.
Marketing
Przechowywanie lub dostęp techniczny jest wymagany do tworzenia profili użytkowników w celu wysyłania reklam lub śledzenia użytkownika na stronie internetowej lub na kilku stronach internetowych w podobnych celach marketingowych.