Czego 3 lata mieszkania na równiku nauczyły mnie o przedsiębiorczości i komunikacji

Czego 3 lata mieszkania na równiku nauczyły mnie o przedsiębiorczości i komunikacji

Podobno ci, którzy stoją w miejscu, cofają się, a świat do odważnych należy. Ja nigdy nie należałam do tych, którzy bali się zmian, a podejmowanie ryzyka przychodziło mi dużo łatwiej niż rówieśnikom. To pewnie dlatego, w wieku 25 lat spakowałam walizki i jako świeżo upieczona freelancerka...

...z biletem w jedną stronę, poleciałam pracować do Ugandy.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

W jednej z moich ulubionych książek Binyavanga Wainaina pisał o Ugandzie, że to „kraj, który kojarzył [mu] się z bananowcami, ze starodawnymi dostojnymi królestwami, Idim Aminem, ruiną i beznadzieją”, jednak „w rzeczywistości Kampala kipi przedsiębiorczością”. Tak też było. Nagle znalazłam się w światowym centrum przedsiębiorczości (Uganda w 2014 roku znalazła się na szczycie rankingu Global Entrepreneurial Monitor, oficjalnie zostając najbardziej przedsiębiorczym krajem na świecie) i jednocześnie jednym z najbiedniejszych państw na świecie, w którym ponad 50% społeczeństwa stanowią osoby poniżej 15 roku życia. 

Nowa rzeczywistość nauczyła mnie trzech rzeczy:

  • każde ryzyko to szansa,
  • na wszystko jest rozwiązanie (kreatywne),
  • rzeczy nie zawsze są takie, jakie myślisz, że są (i ludzie również).

Jeśli wygrasz – będziesz szczęśliwy, jeśli przegrasz – będziesz mądrzejszy

Od kiedy pamiętam zawsze miałam ambicję. Tak to już jest, kiedy wychowujesz się w domu z rodzicem-profesorem, którego dorobek akademicki nie ma końca. Zawsze ode mnie wymagano, a w konsekwencji – ja wymagałam od siebie. Moi rówieśnicy kończyli studia, ja miałam za sobą już kilka lat doświadczenia zawodowego i zaczynałam drugi kierunek studiów. Kiedy więc odrzuciłam ofertę pracy w Google i wyjechałam do Afryki „robić startupy”, mało kto kumał tę logikę.

Kilka miesięcy „na freelansie”, ponad 2 lata pracy dla technologicznego giganta e-commerce, a na końcu własny biznes uzmysłowiły mi, że strefa komfortu to takie miejsce, w którym nie lubię i nie potrafię przebywać. Świat jest zbyt dynamiczny, żeby się ograniczać i szufladkować.

Dziś już wiem, że w życiu możesz albo być jednym z setek pionków i bez wysiłku wygrywać małe bitwy, ale nikt nigdy o Tobie nie usłyszy, albo wyjść przed szereg, dostać kilka razy po tyłku, podnieść się i pokazać światu, jak wygrywa się wojnę.

Każdy problem da się rozwiązać kreatywnie

Niech podniesie rękę ten, kto nigdy nie bał się bycia ocenianym przez innych. Otóż widzicie, już od małego wpajane nam są pewne schematy, pewne zasady myślenia. Ma to oczywiście na celu ułatwienie nam życia (podobno), ale jednocześnie wtłacza nas w pewne ramy, uczy konformizmu. 

Im dłużej w tym tkwimy, tym trudniej wyrwać się z pułapki poprawnego myślenia. 

Kiedy już znajdziemy się w pozycji, w której strefa komfortu to dla nas już tylko nic nieznaczące wspomnienie, sytuacja się zmienia. To, co mówią o nas inni, przestaje mieć znaczenie. W konsekwencji w naszych głowach otwiera się ta szuflada, którą kiedyś nazywaliśmy „głupie pomysły” (tylko dlatego, że inni mówili, że są głupie) i zamknęliśmy na klucz. Nagle otwieramy ją i... bam! Okazuje się, że jest w niej całe multum mega fajnych pomysłów, że strach przed opinią innych powodował, że myśleliśmy zachowawczo, posługując się tylko sprawdzonymi schematami, bo inne zwyczajnie nie były nam znane. 

W momencie, w którym ja oderwałam się od swojej ułożonej niemieckiej codzienności i wyjechałam w miejsce tak odmienne kulturowo, moja szuflada z „głupimi pomysłami” również się otworzyła i, co ciekawe, pozostaje otwarta do dziś.

Ty mówisz „A”, ja rozumiem „B”

Wracając do anegdotek… Pewnego pięknego, słonecznego dnia, znajomy w Ugandzie zapytał mnie, czy chcę Rolexa. „Rolexa? No, raczej, że chcę!”. No i dostałam. Jeszcze ciepłe, zapakowane we wczorajszą gazetę, zawiniątko w kształcie naleśnika. Otóż, jak się okazało, w Ugandzie rolex to popularne danie śniadaniowe, które ze znaną wszystkim marką ma tyle wspólnego, co ryba po grecku z Grecją.

Rolled eggs – rolled ex – rollex. Proste.

Long story short, nawet w przypadku ponadczasowych marek i produktów rozpoznawanych na całym świecie, silne uwarunkowania kulturowe dadzą radę przewrócić do góry nogami nawet najlepsze wyobrażenie o tym, jak coś powinno wyglądać. Been there, done that. Z drugiej strony różnice te, potrafią otworzyć drzwi do magicznej krainy kreatywności tym, którzy je rozumieją i będą umieć wykorzystać. 

O tym ostatnim chętnie napisałabym więcej, ale to już chyba temat na kompletnie odrębny tekst.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij