Nie wstydzę się posiadania telewizora

Nie wstydzę się posiadania telewizora

Siedzisz w sobotę wieczorem na Poznańskiej w Warszawie, zajadając przepyszny humus? Dzielisz się nim ze znajomymi? Równie chętnie jak jego zdjęciem na Instagramie?

Jesteś błogo nieświadomy tego, że 300 km od Ciebie, na poznańskich termach, średnio znane osoby, ale jednak znane, skaczą półnago do wody, przy aplauzie milionów osób? To jesteś w strasznej mniejszości.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Bowiem po raz kolejny cała Polska robi coś zupełnie odwrotnego – siada spokojnie przed telewizorem, włącza Polsat i cierpliwie czeka, żeby zobaczyć, jak którejś z gwiazdek pop kultury opadną gacie. Literalnie.

Ponad rok temu pisaliście w komentarzach do tego tekstu, że poziom żenady został już wtedy osiągnięty, a autorzy są debilami. I co, drodzy czytelnicy? Został czy nie? Autorzy też nie zmądrzeli od tamtej pory.

Polska B jest w każdym z nas

„Masz telewizor? W domu? Może jeszcze masz raka, długi w „chwilówce” i nie skończyłeś podstawówki. #LOL. A teraz podaj mi proszę pitę, bo muszę spróbować tego humusu z jarmużem, ostatnio jadłem taki w Berlinie.”

Telewizja to medium, które nie jest sexy. Telewizja to symbol pasywności, lenistwa i umiarkowanej aktywności. To symbol sałatki jarzynowej, rosołu i wujka Romana, zagadującego sprośnym dowcipem naszą 12 letnią siostrę.

Telewizja, to medium, które zasięgowo i marketingowo ma się znakomicie. Bo Polak wciąż kocha telewizję. I swój telewizor. Tyle, że skrycie.

Telewizor to ołtarz, telewizor to ognisko domowe

Kilka lat temu marketing, szczególnie tych wielkich i masowych marek, masowo rzucił się ze swoją komunikacją do Internetu. Bo ich kampanie w telewizji przestały działać. Miałkie, nieciekawe, wciskane i sztuczne, przestały działać.

Zawsze ciekawiło nas, dlaczego nie przestały działać kampanie takiego Żubra, Play, Lidla, PKO BP i Nju Mobile. Ktoś ma jakieś domysły?

No więc, wielkie marki masowo rzuciły się do Internetu i zastały tam tego samego konsumenta, którego wcześniej miały przed telewizorem. Tylko jeszcze bardziej na reklamy wyczulonego. Niechętnego. Zadblokowanego. Tego samego, który w odniesieniu do całościowej kampanii w internecie daje nam kilka procent unikalnego zasięgu.

A telewizor dalej stoi w salonie i służy matce do słuchania programów śniadaniowych, ojcu do picia piwa, a dzieciakom do oglądania sobotnich i niedzielnych show, bądź też kilku partyjek na konsoli.

Telewizor to nie tylko telewizja

No bo do czego niby mamy podłączyć konsolę, żeby w pełni cieszyć z jej możliwości? W Polsce samych Playstation sprzedaje się setki tysięcy.

Na czym oglądać filmy, które pożycza się legalnie, bądź mniej legalnie z internetowych zachomikowanych wypożyczalni? Na telefonie? Jak chwalić się zmontowanym filmem z GoPro z egzotycznych wakacji, podczas etno-eko kolacji ze znajomymi, na 13 calowym wyświetlaczu laptopa?

Sorry guys, ale studia i oglądanie filmów na kolanach ogrzewanych przez baterię laptopa to nie jest syndrom buntu, tylko braku wygody i niechęć do odbioru kultury w formacie oraz jakości, do których została stworzona.

Telewizja nie umrze i przeżyje każdego z nas

Nie wierzycie? To nie palcie papierosów, nie pijcie alkoholu i nie bierzcie narkotyków, żyjcie długo i szczęśliwie, a sami zobaczycie. Oczywiście zmienia się charakter oglądania telewizji, mamy kilka ekranów, zmieniają się formy oglądania i przeglądania, modele biznesowe i dystrybucji contentu, ale nic na razie nie zmienia tego, że pierwsze lepsze Super Bowl albo finał Mistrzostw Świata w graniu w piłkę oglądamy na telewizorach, a nie na Instagramie.

Firma Samsung ledwo przed chwilą dała temu chyba najlepszy przykład, wypuszczając nowy model odbiornika TV skupionego nie na warstwie social, sharing, mobile czy app, ale na… jakości obrazu oraz designie samego telewizora. Lubimy ładne, funkcjonalne i proste meble prawda?

To co się na pewno nie zmieni to fakt, że do tworzenia contentu video, który dotrze i rozpali masowego odbiorcę potrzeba będzie coraz więcej pieniędzy i coraz potężniejszej infrastruktury. Jeden odcinek Gry o Tron to, podobno, jakieś 6 mln dolarów. Czyli budżet, za który można by wyprodukować kilka polskich superprodukcji. Ba, za takie pieniądze, można by smoka w Wiedźminie nawet ładnego zrobić.

Telewizja buduje content i on stanowi o jej sile

Podobnie miała umrzeć prasa. A właśnie w sprzedaży pojawił się magazyn TubeNews o gwiazdach Youtube. Ładny, kolorowy, z plakatami.

Prasa dyszy, gnije i ledwo przędzie, ale ciągle stawia na content. A jej czytelnik powoli orientuje się, że za e-jakość trzeba jednak zapłacić, tak jak w papierowym wydaniu. Jeśli nie chce skończyć na czytaniu pseudointelektualnych wynurzeń takich mądrali, jak na przykład piszący te słowa.

Jeszcze przez wiele lat nie doczekamy się sytuacji, w której masowy odbiorca będzie czekać w takim napięciu i z nadzieją na kolejną produkcję vlogera, jak na nowy sezon House of Cards. Konsument chce mięsa. Dobrze wysmażonego, drogiego mięsa. Tak więc parafrazując zdanie Jeremy’ego Clarksona: Work harder, get a TV. 


Więcej tekstów tych autorów znajdziesz tutaj >

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij