Piractwo treści od lat pozostaje jednym z największych problemów rynku cyfrowego, ale dziś szczególnie mocno dotyka sportu. Punktem wyjścia do tej analizy są dane udostępnione przez platformę MEGOGO, zestawione z szerszym obrazem piractwa transmisji sportowych na rynkach zagranicznych. To właśnie transmisje live, oparte na drogich prawach mediowych i zamknięte za paywallem, są szczególnie narażone na nielegalne udostępnianie. Globalne straty wynikające z piractwa treści mają przekraczać nawet 28 mld dolarów rocznie, a w Polsce rynek może tracić z tego powodu od 2,2 do 2,5 mld zł
Skala zjawiska na największych rynkach pozostaje duża. W USA w 2024 roku odnotowano 4,2 mld nielegalnych transmisji sportowych w 10 najpopularniejszych dyscyplinach. W Wielkiej Brytanii około 4,7 mln dorosłych, czyli 9 proc. badanych, oglądało nielegalnie sport, a w Niemczech z pirackich transmisji może korzystać ponad 6 mln osób.
Zobacz również
Na tym tle ciekawie wyglądają dane dotyczące Europy Środkowo-Wschodniej. Z jednej strony wzrosła liczba linków do nielegalnych kopii przekazywanych partnerom posiadającym prawa autorskie do zablokowania. W 2024 roku było ich 195 tys., a rok później już 225 tys., co oznacza wzrost o 13,33 proc.
Z drugiej strony w samych transmisjach sportowych widać ruch w odwrotnym kierunku. Liczba unikatowych linków do nielegalnych transmisji piłkarskich spadła z 19 tys. w 2024 roku do 14,5 tys. w 2025 roku, czyli o 23,68 proc. Jeszcze wyraźniej widać to przy sportach walki, gdzie liczba takich linków zmniejszyła się z 1300 do 674, co oznacza spadek o 48,15 proc. rok do roku.
Nie oznacza to jeszcze, że problem słabnie. Ostrożniejszy wniosek jest inny: piractwo nie znika, ale zmienia swoją dynamikę. Ogólna liczba zgłaszanych naruszeń rośnie, ale w wybranych segmentach sportu liczba unikatowych nielegalnych transmisji spada. Taki obraz może sugerować skuteczniejsze blokowanie części treści albo coraz mniejszą opłacalność ich dalszego udostępniania.
Rekordowe Oscary 2026. Wyprzedane reklamy i stawki ponad 2 mln USD
Jak komentuje Artur Pacuła, CEO MEGOGO w Polsce:
„Spadki w liczbie nielegalnych streamów piłkarskich oraz tych poświęconych sportom walki udostępnianych osobom trzecim mogą wynikać z kilku czynników. Wzrost skuteczności w blokowaniu nielegalnych stron prawdopodobnie przekłada się na spadek zaangażowania osób udostępniających pirackie treści. Osoby, które próbują swojego szczęścia w nielegalnym udostępnianiu streamów po prostu tracą zapał, mając świadomość, że ich działania są bezcelowe”.
Słuchaj podcastu NowyMarketing
Walka z piractwem coraz częściej opiera się na stałym monitoringu stron, mediów społecznościowych i innych kanałów, w których pojawiają się nielegalne transmisje. Istotną rolę odgrywa też szybkie zgłaszanie linków do usunięcia i współpraca z pośrednikami internetowymi.
Z perspektywy rynku mediów najważniejsze jest dziś to, że sport stał się jedną z najbardziej wrażliwych części segmentu premium content. Prawa mediowe są drogie, dostęp do transmisji bywa rozproszony, a odbiorca często musi łączyć kilka subskrypcji, by śledzić różne rozgrywki i dyscypliny. W takiej sytuacji piractwo nie jest wyłącznie problemem prawnym. To także problem dystrybucji, ceny i utrzymania wartości transmisji live.
Coraz wyraźniej widać też zmianę modelu samego zjawiska. Piractwo przesunęło się z obszaru pobierania plików do świata subskrypcji i streamingu online. To sprawia, że stawką nie są już tylko pojedyncze nielegalne kopie, ale cały model monetyzacji treści premium