565 mln urządzeń poza obiegiem. Co blokuje rozwój re-commerce w Polsce

565 mln urządzeń poza obiegiem. Co blokuje rozwój re-commerce w Polsce
Ponad połowa Polaków kupuje lub sprzedaje używane przedmioty, ale elektronika nadal częściej trafia do szuflady niż do kolejnego właściciela. Rynek ma dostać impuls dzięki unijnemu prawu do naprawy, choć Polska nie zdążyła z jego wdrożeniem w terminie.
O autorze
3 min czytania 2026-07-31

W polskich domach znajduje się około 565 mln nieużywanych urządzeń elektronicznych. Ich łączną wartość oszacowano na 112 mld zł. Na jedną badaną osobę przypada średnio ponad 18 telefonów, komputerów, konsol, telewizorów i urządzeń AGD, które nie są już używane, ale nadal pozostają w gospodarstwach domowych.

Dane pochodzą z badania SW Research przeprowadzonego w 2025 roku na zlecenie OLX. Wartość sprzętu przypadającego na jednego respondenta wynosiła średnio około 6100 zł. Mimo to sprzedaż deklarowało jedynie 40 proc. badanych. Pozostali przechowywali urządzenia na zapas, oddawali je bliskim albo nie wiedzieli, co z nimi zrobić.

Używane przedmioty nie są już niszą

Nowsze badanie zrealizowane dla OLX wskazuje, że 59 proc. Polaków kupuje lub sprzedaje rzeczy z drugiej ręki. W przypadku elektroniki taką aktywność w ciągu ostatnich 12 miesięcy zadeklarowało 30 proc. respondentów.

Blisko połowa badanych – 47 proc. – przewiduje zwiększenie wydatków na używane produkty. W grupie osób do 24. roku życia odsetek sięga około 60 proc. Nie oznacza to jednak, że wszystkie kategorie rozwijają się w jednakowym tempie. Zakup używanej odzieży wiąże się z innym ryzykiem niż zakup telefonu, pralki czy lodówki.

LinkedIn logo
Na LinkedInie obserwuje nas ponad 100 tys. osób. Jesteś tam z nami?
Obserwuj

W przypadku elektroniki znaczenie mają stan baterii, wcześniejsze naprawy, dostępność części, okres gwarancji oraz możliwość zwrotu. Przy smartfonach i komputerach dochodzi jeszcze kwestia usunięcia danych poprzedniego właściciela.

Największą barierą jest brak zaufania

65 proc. respondentów obawia się ukrytych wad lub uszkodzeń używanego sprzętu. Brak możliwości zwrotu wskazuje 63 proc., natomiast ryzyko oszustwa – 62 proc.

Słuchaj podcastu NowyMarketing

Te obawy ograniczają zarówno zakupy, jak i sprzedaż. Właściciel urządzenia musi samodzielnie określić jego stan, przygotować ogłoszenie, ustalić cenę i odpowiadać na pytania zainteresowanych. Kupujący otrzymuje natomiast produkt, którego historii najczęściej nie zna.

NowyMarketing logo
Mamy newsletter, który rozwija marketing w Polsce. A Ty czytasz?
Rozwijaj się

Według danych IDC przywoływanych przez CRN Polska używane i odnowione smartfony odpowiadają za około 10 proc. transakcji na polskim rynku. Jednocześnie 45 proc. konsumentów rozważa zakup odnowionego telefonu. Różnica między zainteresowaniem a faktycznym zakupem wynika m.in. z obaw przed awarią i niejasnego stanu technicznego.

Od ogłoszenia do kontrolowanego drugiego obiegu

Re-commerce obejmuje dziś kilka różnych modeli. Pierwszy to bezpośrednia sprzedaż między użytkownikami na platformach ogłoszeniowych. Drugi tworzą firmy skupujące, sprawdzające i odnawiające sprzęt. Trzeci rozwijają producenci, operatorzy komórkowi oraz sieci handlowe poprzez programy trade-in.

W tym ostatnim przypadku klient oddaje urządzenie do wyceny, a uzyskaną kwotę przeznacza na kolejny zakup. Czasami otrzymuje przelew, częściej kartę podarunkową, bon albo obniżkę ceny nowego produktu. Takie programy prowadzą m.in. Samsung, Orange, RTV EURO AGD, MediaMarkt i Media Expert.

Trade-in jest jednak tylko częścią rynku. Rozwiązuje problem wygody i częściowo ogranicza ryzyko, ale zwykle oferuje niższą wycenę niż samodzielna sprzedaż. Karta podarunkowa dodatkowo wiąże właściciela sprzętu z konkretnym sklepem. Klient płaci więc za uproszczenie całego procesu: brak ogłoszenia, negocjacji, kontaktu z kupującymi i organizowania wysyłki.

Używany, odnowiony czy certyfikowany?

Rozwój rynku komplikuje również niejednolite nazewnictwo. „Używany” oznacza zazwyczaj sprzęt sprzedawany w takim stanie, w jakim pozostawił go właściciel. „Odnowiony” lub „refurbished” powinien przejść kontrolę techniczną i ewentualną naprawę, ale zakres tych czynności zależy od sprzedawcy.

Określenie „certyfikowany” może sugerować dodatkową kontrolę producenta albo wyspecjalizowanej firmy. Nie istnieje jednak jeden wspólny standard, który gwarantowałby identyczny zakres testów, wymiany podzespołów i ochrony kupującego w każdej ofercie.

Dla sprzedawców używanej elektroniki kluczowe stają się więc informacje wcześniej drugorzędne: kondycja baterii, liczba wykonanych testów, historia napraw, okres gwarancji i zasady zwrotu. Bez nich niższa cena nie usuwa obaw przed ukrytą wadą.

Za granicą naprawę wspierają oceny i dopłaty

Część europejskich państw już wprowadziła rozwiązania, które mają wydłużać życie elektroniki. We Francji od 2021 roku wybrane urządzenia otrzymują wskaźnik naprawialności w skali od 0 do 10, widoczny przy cenie produktu. System uzupełniają dopłaty do napraw pogwarancyjnych, wynoszące zależnie od rodzaju sprzętu od 15 do 60 euro.

Podobny program uruchomił Berlin. Od września 2024 roku do wyczerpania budżetu dofinansowano tam ponad 14 tys. napraw. Od czerwca 2025 roku nowe smartfony i tablety sprzedawane w całej UE muszą natomiast posiadać etykiety informujące m.in. o klasie naprawialności, trwałości baterii oraz odporności na upadki i wodę. Polska pozostaje więc w tyle głównie w zakresie krajowego wdrożenia prawa do naprawy, a nie wszystkich regulacji dotyczących trwałości urządzeń.

Prawo do naprawy ma wydłużyć życie produktów

Kolejnym czynnikiem może być unijna dyrektywa dotycząca prawa do naprawy. 31 lipca 2026 roku minął termin jej wdrożenia przez państwa członkowskie, ale polskie przepisy nie zakończyły jeszcze procesu legislacyjnego.

Projekt przewiduje m.in. obowiązek informowania konsumentów o możliwości naprawy, większą dostępność części zamiennych oraz wydłużenie ochrony o 12 miesięcy, jeśli klient wybierze naprawę wadliwego produktu zamiast jego wymiany. Przyjęcie projektu przez Radę Ministrów zaplanowano na III kwartał 2026 roku.

Przepisy same nie uruchomią milionów urządzeń przechowywanych w polskich domach. Mogą jednak wydłużyć ich okres użytkowania i ułatwić późniejszą sprzedaż. O rozwoju re-commerce zdecyduje ostatecznie nie liczba dostępnych produktów, lecz odpowiedź na bardziej praktyczne pytanie: kto sprawdzi ich stan i weźmie odpowiedzialność, gdy sprzęt przestanie działać.

Źródła