Między młotem a kowadłem, czyli ile wpisów dziennie na Facebooku

Między młotem a kowadłem, czyli ile wpisów dziennie na Facebooku

Na Facebooku robi się coraz większy tłok. Każdego dnia dołączają nowi użytkownicy, powstają nowe fan pages. Pociąga to za sobą coraz większą liczbę znajomych i polubionych stron przypadających na przeciętnego użytkownika. Użytkownika, który jest już teraz dosłownie zalewany setkami treści dziennie.

Coraz mniej z lądujących w newsfeedzie treści jesteśmy w stanie przetworzyć, zauważyć a tym bardziej polubić czy skomentować. Z pomocą przychodzi EdgeRank, który jest zbawieniem dla przeciętnego Kowalskiego, a przekleństwem osób zajmujących się marketingiem w mediach społecznościowych.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

W połowie 2011 roku EdgeRankChecker zmierzył zasięg postów na 1200 fan page’ach w USA i wynosił on niemal 100%, by w grudniu spaść do 40%. Obecnie za średnią uważa się 16% zasięgu postu wśród danego fan page’a. Warto w tym miejscu przytoczyć badanie z czerwca tego roku, które pokazuje, że zasięg wpisów jest odwrotnie proporcjonalny do liczby fanów danej strony.

źródło: edgerankchecker.com/blog/2012/06/what-is-the-average-facebook-pages-organic-reach/

Pytanie zatem jest następujące: jak zwiększyć ten magiczny procent, który widzą Community Managerowie pod swoimi postami. Odpowiedź jest prosta do przewidzenia, ale o wiele trudniejsza w egzekucji: zamieszczać więcej angażującego kontentu.

Złota zasada głosząca, że należy postować maksymalnie jeden raz dziennie już dawno przeszła do historii. Prawdę mówiąc, to od początku była oparta o błędne założenie, że użytkownicy większą liczbę wpisów będą traktowali jako spam. To nie liczba wpisów, a ich jakość odstrasza fanów! Zwłaszcza gdy fan page niemal codzienni zamieszcza wpisy typu „Udostępnij jeśli Ci się podoba”, nieatrakcyjne zdjęcia produktu, czy pytania takie jak „Czerwony czy zielony?” Ja wtedy odpowiadam, że samolocik…

Obecnie wszyscy próbują uzyskać jak najwyższe procentowe wskaźniki dotarcia nie łudząc się, że kiedyś zobaczą mityczne 100 procent. W tej pogoni wielu goniących ślepo wierzy w statystyki zza oceanu, które wskazują największe zaangażowanie w środy o 13tej. Przy okazji zapominają o najważniejszej części układanki jaką są fani. Fani, którzy są wrzucani do jednego worka i traktowani jako jednolita grupa. Błąd! Żadna strona nie ma użytkowników o takim samym profilu. Nawet, jeśli na fan page’u 85% fanów to studenci płci męskiej z dużych miast to i tak nie jest to grupa o takiej samej charakterystyce konsumpcji mediów społecznościowych. W tej grupie znajdzie się sportowiec z AWF, nerd z Politechniki, imprezowicz z SGH i młody biznesmen z Koźmińskiego. Czy oby na pewno  oni wszyscy o tych samych godzinach, w te same dni wchodzą na te same portale społecznościowe, żeby zobaczyć nasz wpis o 13tej? Część z fanów zagląda na Facebooka tylko rano, część tylko wieczorem, część przez komórkę jest online cały dzień. Warto optymalizować strategię zamieszczania kontentu, warto eksperymentować z godzinami, dniami, mając na uwadze, że fan pages potrafią bardzo się różnić pod względem charakterystyki fanów.

Warto zamieszczać treści w mediach społecznościowych częściej. Ma to swoje zalety w postaci większego dotarcia, które będzie się wiązało z rosnącym zaangażowaniem użytkowników. Patrząc na najlepiej angażujące fan pages w Polsce bardzo dobrze widać potwierdzenie dla takiego działania: miażdżąca ich większość zamieszcza średnio więcej niż jeden wpis dziennie. Jednak częstsze zamieszczanie treści niesie za sobą również problemy…

Ok. Mamy plan, chcemy zintensyfikować liczbę treści zamieszczanych w mediach społecznościowych, ale wpadamy pomiędzy tytułowy młot i kowadło. Nie mamy nic interesującego co możemy zapostować, czy podzielić się radośnie z fanami.  Z jednej strony musimy zamieścić więcej wpisów, aby dotrzeć do większej liczby fanów, a z drugiej nie mamy nic ciekawego do powiedzenia. Oczywiście z tyłu głowy mamy zasadę „no content is better than bad content”.  Co wtedy? Albo zostajemy przy tym co mamy, albo idziemy do klienta z prośbą o dodatkowe informacje na temat ich produktu czy usługi. Najpewniej takowych nie otrzymamy, a jeśli już, to podczas czytania tego co dostaniemy uśniemy. No to trzeba stworzyć własny kontent! Tylko, że obecnie w mediach społecznościowych dominują zdjęcia, a nie super śmieszne 90-znakowe statusy. I to nie byle jakie zdjęcia zrobione komórką, tylko profesjonalne. Takie, które pokazują produkt w mega fajny sposób. Fotograf. 5 tys. złotych. Studio 3 tys. złotych. Za nic NIE zapłaci klient. Niestety. I wina nie leży po stronie klienta, który nie ma budżetu. To agencja nie potrafi przekonać do tego, że w Internecie króluje dobry jakościowo kontent, że jest on podstawą komunikacji z klientem.

Jak widać skuteczne prowadzenie komunikacji w mediach społecznościowych nie jest rzeczą prostą i oczywistą. Wymaga nakładów finansowych, czasowych i ludzi, którzy są czujni 24 godziny na dobę, mają w sobie wiele pozytywnego myślenia doprawionego delikatnie samokrytyką pozwalającą ciągle optymalizować każde działanie. Cały czas trzeba pilnować, aby kontent był angażujący, aby dotarł do fanów w odpowiednim czasie pozwalającym na uzyskanie wysokiego EdgeRanka. Jeśli w choć jednym miejscu zawiedziemy to strona zamiast animacji fanów będzie wymagała REanimacji. Najprawdopodobniej w postaci płatnych reklam.

 

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij