Dlaczego pojechałem do Cannes?

Dlaczego pojechałem do Cannes?

Pojechałem, wróciłem i lśnię, ale po kolei. Jeszcze na lotnisku w Nicei, grzejąc się w blasku siedzącego obok Davida Coultharda i przeglądając w telefonie spektakularne selfie, moje i podobnych mi lśniących ziomków, wpadłem na tekst kolegów z MELTING POT.

Zdjęcie royalty free z Fotolia

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Tekst dobry, zabawny i w kilku miejscach trafny. Niemniej jednak - ponieważ ja pojechałem, a Wy nie, napiszę jak jest.

Piszę, żeby była równowaga, bo to tak jak z oceną porodu mojej żony - dopóki sam nie urodzę, co mogę o nim wiedzieć? Zatem po kolei.

Cannes jest drogie, może nawet absurdalnie drogie. Zwłaszcza jak na możliwości mniejszych graczy. Gdybym prowadził kilkuosobową agencję z pewnością zainwestowałbym pieniądze w imprezę o skali adekwatnej do biznesu jaki prowadzę. Ale wiecie co? Nie prowadzę. Pracuję dla dużej międzynarodowej firmy, która ma duże międzynarodowe zaplecze i była jednym ze sponsorów. W dodatku ma świadomy management, który pozdrawiam i któremu dziękuję (przewrócił oczami jak „urocza accountka z sieciowej agencji, z południa Europy”). Zresztą za rok też chętnie bym pojechał. Mogę nawet dopłacić, bo ilość wiedzy, nowinek i atrakcyjność prelekcji dorównuje grubością części „networkingowej”. Dostęp do treści w sieci to nie jest pełnowartościowy ekwiwalent, ale o tym za chwilę.

„Trzeci świat ‘kreatywnej’ reklamy”

Macie rację – naiwnością jest wierzyć, że nominacja czy nagroda dla agencji z polski zmieni z dnia na dzień kondycję rodzimej branży reklamowej. Nie zmieni, ale nie pamiętam też, by ktokolwiek na serio próbował robić takie proste porównania. Robił?

Liczba nominacji w Cannes nie jest prostym synonimem „jakości” rynku, z którego pochodzą zgłoszenia. Jakość polskiej reklamy wyznaczamy my - ludzie którzy tę branżę tworzymy. Jesteśmy w tej skomplikowanej sytuacji, że większość klientów dla których pracujemy to lokalne oddziały globalnych spółek i ta zależność utrudnia realizację brawurowych (czytaj ryzykownych) projektów. I to często w stopniu większym niż 120 dni płatności, czy student pracujący za „fajny projekt w portfolio”.

Jednak bądźcie fair. Cannes to nie jest też konkurs tylko dla UK i USA. Patrząc na liczbę zgłaszających się start-upów, kampanii społecznych itd. mam graniczące z pewnością przeczucie, że nagrodzone agencje z Meksyku, Turcji czy Indii mogą mieć problemy, podobne do naszych.

Gdy w roku 2000 wjeżdżałem umazany jagodami na wrotkach pod szafę, byliśmy już w Cannes reprezentowani i jesteśmy reprezentowani też teraz. Trochę mnie dziwi, że robicie z tego halo. Nie było po prostu smartfonów i mediów społecznościowych, więc pewnie i fejm był trochę inny (ile było wtedy serwisów branżowych?). To po prostu kolejne miejsce, gdzie być warto, jak ma się coś ciekawego do pokazania lub kiedy chce się podejrzeć, co ciekawego przywieźli inni. To kolejne miejsce, w którym część gości naprawdę robi biznes, na skalę większą niż liczba hasztagów o Cannes z ostatniego tygodnia i nie wydaje mi się żeby cokolwiek w tym wymiarze się szybko zmieniło.

„Bo wszyscy, którzy się liczą, tam są”

Wszystkich tam nie ma – jasne, podobnie jak i podczas innych imprez. Dlatego szczyt G8 nie nazywa się G20. Mocno na wyrost jest jednak teoria, że w Cannes nie ma klientów. Byli (spotkałem co najmniej pięciu :)! i nie wyglądali na przesadnie znudzonych. Znudzony nie byłem też ja i nie mam na myśli tylko okoliczności melanżowych, a raczej to, co się działo między. Czym innym jest jednak zaliczenie wszystkich nagrań na YT, a czym innych zobaczenie na żywo rzeczy, których niestety w sieci nie uświadczysz... Cała część Innovation jest dobrym przykładem – 3 sceny czynne równolegle, rejestrowane wystąpienia tylko z głównej, a nawet te - z tego co wiem – dostępne wyłącznie w postaci skrótów.

I tak, czuję się zainspirowany. Myślę że większość przysypiających na konferencjach typu Blue Biznes Media (hell yeah!) czułaby podobnie widząc dziesiątki ludzi z firm, które znamy tylko z sieci, a opowiadające często w ciekawy sposób o swoich projektach, biznesach, czy życiu. I nie myślę tu o Pharellu, czy Monice Lewisky, bo to jakiś PR-owy promil, który po prostu dobrze wpisuje się w Waszą teorię.

Podsumowując, pozdrawiam wszystkich, którzy byli i tych, co nie byli (Was przemili szydercy również) cu@placzbawiciela!

Zachęcam do zalania wachy do astry w przyszłym roku. Pasztet, zostawcie, sprzedam namiar na dobre kebaby w atrakcyjnej cenie, zawsze można ogarnąć temat gastro tam, a do Versace Caffee skoczyć tylko na dobre selfie z kija w słomkowym kapeluszu.

 

Maciej Maciejewski
Szef Liquid, części kreatywnej MEC

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij