„Generatory obrazków służą do produkcji kiczu”. Twórcy Art Moves o sztuce na bilbordach i AI

„Generatory obrazków służą do produkcji kiczu”. Twórcy Art Moves o sztuce na bilbordach i AI
Ponad 800 prac od 418 artystów z 52 krajów wpłynęło na tegoroczny konkurs Art Moves. Joanna Górska i Rafał Góralski opowiadają o przenoszeniu sztuki na nośniki reklamowe, strachu w komunikacji oraz nieufności wobec obrazów generowanych przez AI.
O autorze
6 min czytania 2026-08-13

Główną nagrodę w wysokości 6500 zł otrzymał Shakib Sharifi z Iranu. Jury wyróżniło również projekty Ömercana Göktürka, Liliany Pelc, Saada Zannane’a, Agaty Adaszek, Wojciecha Janickiego, Caroline Hyder i Muzaffara Yulchiboeva.

Prace będzie można oglądać na bilbordach, citylightach i ekranie LED w Toruniu. Festiwal rozpocznie się 1 września, a oficjalne otwarcie odbędzie się trzy dni później. Tegoroczna, 19. edycja potrwa do 5 października i będzie organizowana pod hasłem: „Strach czy odwaga? Jak przestać bać się jutra i zacząć je współtworzyć?”.

Za Art Moves odpowiadają Joanna Górska i Rafał Góralski, którzy jako Galeria Rusz wykorzystują bilbordy do prezentowania własnych prac od 1999 roku. W rozmowie z NowyMarketing.pl tłumaczą, dlaczego odbiorcy inaczej traktują sztukę na nośnikach reklamowych oraz gdzie przebiega granica między informowaniem o zagrożeniu a manipulowaniem strachem.

Od 1999 roku wykorzystujecie bilbordy jako miejsce prezentowania sztuki. Co znaleźliście w tym nośniku, czego nie dawała wam tradycyjna galeria?

Rafał Góralski: Przestrzeń publiczna i bilbord jako nośnik to dla artysty zupełnie inna sytuacja niż tradycyjna, zamknięta galeria. Jest całkowicie otwarta, pozbawiona mechanizmów ochronnych, prestiżu, statusu i snobistycznej otoczki, jaką daje system sztuki.

Joanna Górska: Mamy tu po prostu żywy kontakt z odbiorcami. To jest dla nas bezcenne, ale ogólnie dla artystów bardzo trudne, bo nie ma pośrednictwa krytyków sztuki, historyków czy kuratorów, czyli wszystkich „tłumaczy”, którzy wyjaśniają społeczeństwu, co jest sztuką, co nią nie jest, a także co jest wartościowe i ważne.

Tu mamy „gołą” sytuację: dzieło sztuki i przechodnia. Coś zadziała albo nie, poruszy człowieka lub nie. To, co ma do powiedzenia krytyk sztuki, nie ma dla nikogo znaczenia. W tym sensie sztuka na bilbordach jest tworzona z zupełnie innego powodu i w zupełnie inny sposób. Jest bezpośrednim kontaktem między człowiekiem a człowiekiem, bez pośrednictwa systemu sztuki.

Istotne są dla nas właśnie te dwie rzeczy: bezpośredni kontakt z widzem i ominięcie systemu. Pocieszające jest to, że prace ogląda tak wielu różnych ludzi. Nie tylko ci, którzy interesują się sztuką, lecz także osoby, które zwykle nie zwracają na nią uwagi. Dla nas ten kontakt z przechodniami jest bardzo wspierający. To wymiana energii między artystami a odbiorcami, która pomaga nam tworzyć sztukę na ulicy od 27 lat.

Odbiorca ma zwykle tylko kilka sekund na spojrzenie. Jak przełożyć złożony temat na obraz i krótkie hasło, nie spłycając przekazu?

Rafał Góralski: Zwykle tak pisze się o bilbordach komercyjnych prezentujących reklamy – obraz powinien być skonstruowany w taki sposób, aby ludzie odebrali go w kilka sekund. Być może tak to działa w przypadku reklam, ale u nas wygląda to inaczej.

Ludzie często poświęcają czas na przyglądanie się naszym pracom, zatrzymują się i robią zdjęcia. Opowiadają nam też, że jadąc autobusem lub tramwajem, zdążyli przeczytać część hasła w drodze do pracy, a drugą część dopiero podczas powrotu.

Joanna Górska: Ludzie inaczej oglądają nasze bilbordy niż bilbordy reklamowe. Są one inne i odbiorcy przyzwyczaili się do tej odmienności. Budujemy przekaz, wykorzystując gry słowne, paradoksy, metafory i wieloznaczności. Łamiemy stereotypy i odwracamy znaczenia. Prace są mocno zanurzone w polskim języku oraz kontekście społeczno-kulturowym. I to działa.

Przestrzeń miejska jest wypełniona reklamami, ekranami i kolejnymi komunikatami. Czy po 27 latach trudniej zatrzymać uwagę odbiorców?

Joanna Górska: Przestrzeń publiczna jest mocno nasycona reklamami, komunikatami i wizualnymi śmieciami. To problem, ale chyba największym śmietniskiem są smartfony, które większość z nas dobrowolnie nosi przy sobie. Mimo tej konkurencji udaje się nam przyciągać uwagę przechodniów, którzy właśnie tymi smartfonami robią zdjęcia naszych prac.

Rafał Góralski: Przez 27 lat nie zauważyliśmy widocznej różnicy. Ludzie od początku żywo reagowali na to, co robimy. Być może na początku było to mniej widoczne, bo trochę nie wiedzieli, jak to ugryźć. Później uznali te prace za swoje, za coś, co łączy się z przestrzenią miasta i wchodzi w relację z ich doświadczeniami.

Tegoroczna edycja Art Moves odbywa się pod hasłem „Strach czy odwaga? Jak przestać bać się jutra i zacząć je współtworzyć?”. Dlaczego właśnie strach stał się punktem wyjścia do festiwalu?

Rafał Góralski: Strach i lęk należą do dominujących obecnie emocji. Są praktycznie wszędzie. Codziennie „wylewają” się z mediów i internetu. Wiąże się to między innymi z wydarzeniami na świecie, również bezpośrednio za naszą wschodnią granicą. Uznaliśmy, że warto coś z tym zrobić.

Joanna Górska: Problem z nadmiarem tych emocji polega na tym, że aktywują „wszytą” w naszą psychikę ewolucyjną reakcję walki lub ucieczki. Paraliżują i zawężają myślenie. Jest to pożyteczna reakcja w przypadku bezpośredniego zagrożenia, ale przy zdarzeniach, których doświadczamy za pośrednictwem mediów, ten mechanizm może nas zwodzić.

Nie podejmujemy racjonalnych decyzji i zaczynamy widzieć tunelowo. Przestajemy dostrzegać złożoność świata, co utrudnia zarówno codzienne funkcjonowanie, jak i racjonalne planowanie przyszłości.

Strach jest wykorzystywany w polityce, mediach i reklamie. Gdzie przebiega granica między uczciwym informowaniem o zagrożeniu a manipulowaniem lękiem odbiorcy?

Joanna Górska: Być może granicą jest pokazywanie szerszego kontekstu. Istnieją konkretne zdarzenia, które nam zagrażają, ale są też inne realne zjawiska, będące ich przeciwieństwem, o których w mediach słyszymy bardzo rzadko albo wcale. Statystyki wskazują przecież, że żyjemy w czasach największej zasobności, z mniejszą liczbą chorób i większym bezpieczeństwem niż w wielu wcześniejszych okresach.

Rafał Góralski: Posługując się znaną metaforą: nasza szklanka jest do połowy pełna, ale politycy, media i reklama uparcie mówią nam, że jest do połowy pusta. To duży problem, bo taka interpretacja zatruwa nasze codzienne funkcjonowanie – zarówno indywidualne, jak i społeczne.

Na konkurs wpłynęło ponad 800 prac od 418 artystów z 52 krajów. Czy w ich odpowiedziach na hasło festiwalu pojawiały się wspólne motywy?

Joanna Górska: Otrzymaliśmy prace właściwie z całego świata: z Europy, Azji, obu Ameryk i oczywiście z Polski.

Rafał Góralski: Prace odnoszą się do głównego hasła festiwalu, ale są bardzo różne, podobnie jak doświadczenia poszczególnych artystów żyjących w odmiennych kontekstach kulturowych. Płaszczyzną, która je łączy, jest ogólnoludzki humanizm. Cieszy nas ta nić porozumienia ponad granicami i kulturami.

Wybrane projekty zostaną pokazane na bilbordach, citylightach i ekranie LED. Jak rodzaj nośnika wpływa na konstrukcję i sposób odbioru pracy?

Rafał Góralski: Wszystkie te nośniki są umieszczone w przestrzeni miejskiej, ale funkcjonują nieco inaczej. Bilbord jest największy – ma 12 metrów kwadratowych powierzchni. Jest poziomy, co wpływa na konstrukcję pracy. Można wykorzystać dłuższe zdania, ponieważ jego format na to pozwala.

Inaczej działają citylighty na przystankach komunikacji miejskiej. Odbiorca często ma tam więcej czasu, aby uważniej przyjrzeć się pracy i wczytać w nią podczas oczekiwania na tramwaj lub autobus. Jeszcze inaczej wygląda sytuacja ekranów ulicznych. Prace są na nich pokazywane pomiędzy reklamami komercyjnymi, stając się przerwą na oddech i refleksję.

Generatywna AI pozwala w kilka sekund stworzyć obraz i hasło, ale wiele takich realizacji wygląda podobnie. Czy sztuczna inteligencja jest dla artystów narzędziem, konkurencją czy zagrożeniem dla autorskiego języka?

Rafał Góralski: Problem z AI i sztuką polega na tym, że współczesne generatory obrazów – bo raczej nie nazwałbym tego sztuką – żerują na pracy realnych ludzi. Nie widzimy AI jako narzędzia do tworzenia sztuki. To raczej produkt wytwarzający więcej tego, co już było, czyli służący do produkcji kiczu.

Wydaje mi się, że ludzie będą coraz bardziej potrzebowali kontaktu z tym, co ludzkie i prawdziwe w głębszym sensie – z tym, co stworzył realny człowiek, a nie ze sztucznym, korporacyjnym wytworem. Już teraz pojawiła się silna fala nieufności i niechęci wobec AI jako mechanizmu zawłaszczania dorobku ludzkości przez korporacje oraz żerowania na pracy całych pokoleń. Zobaczymy, co będzie dalej.

Joanna Górska: Wydaje mi się, że AI lepiej sprawdza się w nauce niż w sztuce. W nauce może pomagać skuteczniej i szybciej wyszukiwać wzorce, podobieństwa oraz różnice. W sztuce chodzi przede wszystkim o autentyczność i kontakt z żywym człowiekiem – przynajmniej w naszej twórczości. Dlatego to, co sztuczne, słabo się tutaj sprawdza.

Po czym poznajecie, że praca na bilbordzie rzeczywiście poruszyła odbiorców, a nie tylko przyciągnęła ich wzrok?

Joanna Górska: Wiemy, że prace działają, ponieważ mamy żywy kontakt z odbiorcami, którzy nam o tym opowiadają. Komunikują się z nami elektronicznie, ale także analogowo. Rozmawiają z nami na przykład w sklepach albo zostawiają liściki za ramą bilbordu.

Obecnie ten feedback jest jeszcze bardziej pogłębiony, ponieważ oboje robimy doktoraty i badamy odbiór naszych prac.

Rafał Góralski: Prowadzę pogłębione wywiady z odbiorcami. Dzięki nim możemy dokładniej dowiedzieć się, jak wygląda odbiór bilbordów. Ludzie opowiadają nam osobiste historie związane z tymi pracami oraz o ich powiązaniu z własnym życiem.

Bilbordy mogą pomagać im zrozumieć pewne doświadczenia, mobilizować do działania albo skłaniać do spojrzenia na konkretną sprawę inaczej. Często słyszymy również, że nasze prace kojarzą im się z określonym miejscem, ulicą lub samym Toruniem. Niektórzy studiowali w tym mieście, później wyjechali, ale nadal pamiętają bilbordy, które wtedy oglądali.

Joanna Górska: Ten intensywny kontakt z widzami jest dla nas bardzo ważny. Prawdopodobnie gdybyśmy nie mieli ich wsparcia i opinii, przez tyle lat nie tworzylibyśmy prac na bilbordach. Po prostu zabrakłoby nam energii.

Joanna Górska i Rafał Góralski tworzą grupę artystyczną Galeria Rusz specjalizującą się przede wszystkim w prezentacji sztuki w przestrzeni miejskiej (która jednak nie stroni również od zamkniętych pomieszczeń ). Artyści ci od 1999 roku prowadzą własną galerię bilbordową gdzie pokazują własne prace jak i zaproszonych gości ( jest to najdłużej działający projekt tego typu na świecie, prezentujący non stop sztukę na bilbordach). Grupa zarówno tworzy plakaty bilbordowe, murale, realizuje akcje plakatowe jak i przeprowadza interwencje oraz akcje społeczne w przestrzeni miasta.