Mój pies zdobył 114 213 wyświetleń na LinkedIn, a ekspercki post – 432. I to nie jest zaskakujące

linkedin
Nie piszę tego, żeby narzekać na algorytm. Piszę to, bo w tej liczbie jest coś, o czym branża marketingowa powinna porozmawiać głośniej, szczególnie teraz, gdy LinkedIn przechodzi jeden z największych shifts w swojej historii.
O autorze
3 min czytania 2026-04-30

Organic reach dla stron firmowych systematycznie spada, platforma coraz mocniej faworyzuje content od ludzi, a nie marek i coraz więcej firm zadaje sobie pytanie, czy ich strategia contentowa w ogóle ma sens.

W tym artykule pokażę Ci, dlaczego emotional content bije ekspercki nawet na „profesjonalnej” platformie, co algorytm LinkedIn naprawdę nagradza w 2025 roku i co z tego wynika dla Ciebie, jeśli tworzysz content w imieniu marki lub budujesz własną pozycję eksperta.

Co się stało

W lutym opublikowałam na LinkedIn dwa posty w odstępie kilku dni. Jeden ze zdjęciem mojego pieska Lulu, siedzącej przy moim biurku. Post opisywał to, że pracuję zdalnie od prawie 5 lat. Drugi post zawierał dane branżowe i przemyślenia na ten temat.

Wyniki? Post z Lulu: 114 213 wyświetleń, 77 796 osób, 305 reakcji. Post z wiedzą branżową: 432 wyświetlenia, 247 osób, 13 reakcji. Proporcja? Ponad 264 razy więcej wyświetleń za emocję niż za ekspertyzę. Gdyby to był A/B test kampanii, każdy performance marketer natychmiast przesunąłby budżet na „wariant Lulu”.

LinkedIn logo
Na LinkedInie obserwuje nas ponad 100 tys. osób. Jesteś tam z nami?
Obserwuj

To nie jest anomalia, to system

Zanim ktokolwiek odpowie „ale to LinkedIn, tu chodzi o networking, nie o ruch”, zatrzymajmy się. LinkedIn w ostatnich latach świadomie przesuwa swój algorytm w stronę contentu, który generuje komentarze i czas spędzony na platformie. A co generuje komentarze? Emocje. Nostalgia. Śmieszny pies. Historia, która przypomina komuś jego własne życie.

Słuchaj podcastu NowyMarketing

To nie jest błąd systemu. To jest jego celowa konstrukcja. LinkedIn, tak jak każda inna platforma społecznościowa, zarabia na czasie uwagi. Im dłużej użytkownik scrolluje, tym więcej powierzchni reklamowej platforma może sprzedać. A emotionally engaging content zatrzymuje scroll skuteczniej niż framework z bullet pointami.

NowyMarketing logo
Mamy newsletter, który rozwija marketing w Polsce. A Ty czytasz?
Rozwijaj się

Algorytmy nie oceniają jakości merytorycznej treści. Oceniają sygnały zaangażowania: czas spędzony na poście, komentarze, reakcje, udostępnienia. Emotional content generuje te sygnały szybciej i w większej skali niż content ekspercki.

Co to znaczy dla brand contentu w 2025 roku

Tu robi się ciekawie, szczególnie z perspektywy kogoś, kto na co dzień planuje strategie social media dla marek. Jeśli opisany wyżej mechanizm działa na profilach prywatnych, działa też na profilach firmowych.

Employee advocacy – strategia, w której pracownicy publikują content związany z marką na swoich prywatnych profilach zyskuje na popularności nie dlatego, że jest tańsza od reklamy. Zyskuje, bo algorytmy traktują posty od osób fizycznych inaczej niż posty od firm. Post pracownika ma większy organic reach niż ten sam post opublikowany z firmowego konta. LinkedIn potwierdza, że treści od osób fizycznych mają większe zasięgi niż treści publikowane przez strony firmowe. To nie jest plotka branżowa, tylko udokumentowana cecha algorytmu, którą platforma sama komunikuje twórcom.

Dlaczego eksperci milczą

Przez długi czas panowało na LinkedIn niepisane przekonanie: to platforma profesjonalna, więc piszemy profesjonalnie. Listy, raporty, frameworks, insights. Emocje zostawmy Instagramowi.

Tyle że użytkownicy LinkedIn to nadal ludzie. I reagują dokładnie tak samo jak na każdej innej platformie na treści, które ich wzruszają, śmieszą, przypominają im coś osobistego. Różnica polega tylko na tym, że na LinkedIn wszyscy udają, że tu chodzi wyłącznie o wiedzę. Dlatego większość ekspertów wie o tym fenomenie, ale głośno o nim nie mówi. Przyznanie, że Twój pies ma lepsze zasięgi niż Twój white paper, to trochę jak przyznanie, że targetowanie behawioralne działa lepiej niż content oparty wyłącznie na SEO. Wiemy, ale brzmi to nieelegancko.

Czy to problem? I co z tym zrobić?

Z perspektywy twórcy contentu – nie do końca. Emocja i ekspertyza nie są przeciwstawne. Mogą i powinny współistnieć. Najlepszy content na LinkedIn w 2026 roku to taki, który zaczyna od historii (emocja, hook, osobiste doświadczenie), a kończy na wiedzy (wniosek, dane, takeaway dla czytelnika).

Trzy zasady, które z tego wynikają:

  • po pierwsze: storytelling first, zacznij od historii lub osobistego doświadczenia, dopiero potem przejdź do wniosku lub danych,
  • po drugie: dane jako dowód, liczby uwiarygodniają Twój punkt widzenia i nadają postowi ekspercki charakter, nawet jeśli zaczął się od anegdoty,
  • po trzecie: pytanie na końcu, komentarz to najsilniejszy sygnał zasięgowy na platformie – post, który prowokuje do odpowiedzi, będzie pokazywany szerzej niż post, który tylko informuje.

Organic reach dla stron firmowych systematycznie spada od kilku lat. Natomiast content tworzony przez ludzi z twarzami, imionami i psami wciąż działa. Algorytm faworyzuje autentyczność, bo autentyczność generuje zaangażowanie. I to jest jedyny wskaźnik, na którym platformie naprawdę zależy.

Na koniec: co Lulu z tego ma

Lulu nie wie, że jest Head of Content na moim LinkedIn. Jest za to bardzo zadowolona z nowego tytułu i nadal głównie śpi przy moim biurku. 

Jeśli tworzysz content dla marki lub doradzasz klientom w strategii LinkedIn, przetestuj tę hipotezę na własnym profilu. Wyniki mogą Cię zaskoczyć. Albo nie zaskoczyć wcale, co samo w sobie jest ciekawym wnioskiem.

PS LinkedIn w 2026 roku: platforma w fazie dojrzewania. Co mówią nowe dane o zmianie roli social mediów w komunikacji marek?