The Cure wystąpili na Open’er Festivalu w piątek 3 lipca, a transmisje były dostępne w TVP1, TVP Kultura, TVP Polonia oraz w serwisie TVP VOD. Dla widzów oznaczało to prosty układ: bez biletu, bez festiwalowej opaski, bez stania w deszczu pod sceną — koncert Roberta Smitha można było zobaczyć z domu.
To ważne nie tylko muzycznie, ale też wizerunkowo. Open’er przez lata był wydarzeniem, które żyło przede wszystkim na miejscu: na lotnisku Gdynia-Kosakowo, w relacjach uczestników, zdjęciach z tłumu i krótkich nagraniach wrzucanych do sieci. Transmisja w otwartej telewizji zmienia skalę odbioru. Festiwal przestaje być wyłącznie imprezą dla tych, którzy kupili karnet, i trafia do widzów, którzy normalnie byliby poza tym obiegiem.
Zobacz również
Open’er jak Glastonbury? Nie ta skala, ale podobna logika
Najprostsze zagraniczne porównanie to BBC i Glastonbury. W Wielkiej Brytanii publiczny nadawca od lat robi z festiwalu osobne wydarzenie medialne: telewizja, radio, BBC iPlayer, transmisje z kilku scen, materiały po koncertach i prowadzący, którzy spinają to w całość. Przy edycji 2025 BBC iPlayer oferował ponad 90 godzin występów i streamy z pięciu głównych scen.
Open’er w TVP nie jest oczywiście polskim Glastonbury w wersji „odpalamy cały weekend na wszystkich kanałach”. Skala jest inna. Mechanizm jest jednak podobny: duży festiwal wychodzi poza teren imprezy i staje się częścią oferty publicznego nadawcy. Widz nie musi być w Gdyni, żeby uczestniczyć w jednym z głównych momentów festiwalu.
TVP nie ograniczyła się zresztą tylko do The Cure. W zapowiedziach znalazły się też inne koncerty z Open’era, m.in. The xx, Zara Larsson, Teddy Swims, Addison Rae oraz festiwalowy koncert Chopina z udziałem Yehudy Prokopowicza i Sinfonii Varsovii.
Gigantyczne filiżanki illy popłynęły przez Wenecję
Dla Open’era to dodatkowy zasięg i obecność poza własnymi kanałami. Dla TVP — szansa na pokazanie, że „misja” nie musi oznaczać tylko gal, rocznicowych koncertów i bezpiecznej rozrywki dla wszystkich. Może oznaczać także wpuszczenie do ramówki dużego wydarzenia muzycznego, które ma własną publiczność, własny styl i własną historię.
Słuchaj podcastu NowyMarketing
Od festynu do Roberta Smitha. Internauci zauważyli zmianę tonu
W reakcjach po transmisji mocno wybrzmiał kontrast z dawnym wizerunkiem koncertowej TVP. Przez lata publiczny nadawca był kojarzony rozrywkowo z sylwestrowymi scenami, disco polo, Zenkiem Martyniukiem i Sławomirem. Dlatego widok The Cure w TVP1 działał trochę jak zderzenie dwóch światów: gotycki rock, Robert Smith, deszczowy Open’er i główna antena telewizji publicznej.
Internauci komentowali nie tylko sam koncert, ale też decyzję o transmisji. Pod materiałami TVP pojawiały się pochwały dla nadawcy i komentarze widzów, którzy pisali, że dzięki telewizji mogli zobaczyć występ mimo braku obecności na festiwalu. W komentarzach zwracano też uwagę na głos Roberta Smitha, brzmienie i jakość realizacji. Pod jednym z materiałów TVP pojawiały się opinie o „pełnym profesjonalizmie” i „genialnym koncercie”.
Podobnie wyglądały reakcje w materiałach Antyradia. Widzowie pisali o „wspaniałym koncercie”, „niezmiennym głosie” i graniu w trudnych warunkach pogodowych. W komentarzach wracał też wątek deszczu, który stał się częścią opowieści o tym występie: nie jako katastrofa, ale jako sceneria pasująca do The Cure bardziej niż słoneczny piknik.
Wizerunkowo dla TVP najważniejsze jest to, że dyskusja nie skręciła głównie w stronę wpadek technicznych. Przy transmisjach koncertów łatwo o narzekanie: dźwięk zbyt płaski, kamery za nerwowe, telewizja nie łapie klimatu sceny. Tutaj dominowały reakcje odwrotne — widzowie zauważyli, że koncert został dobrze pokazany i dobrze brzmiał.
Nie trzeba dorabiać do tego wielkiej opowieści o nowej erze TVP. Jedna transmisja nie zmienia całej historii nadawcy. Ale koncert The Cure z Open’era dał TVP konkretny, łatwy do zapamiętania obrazek: publiczna telewizja pokazuje legendę alternatywnego rocka na żywo, w otwartym dostępie, a internauci zamiast kręcić nosem, piszą, że to była dobra robota.
Dla Open’era też jest w tym korzyść. Festiwal na chwilę wyszedł poza bańkę uczestników, sponsorów i relacji z terenu imprezy. Trafił do widzów, którzy mogli nie śledzić line-upu, nie planować wyjazdu do Gdyni i nie sprawdzać festiwalowych stories. W telewizji dostali gotowy skrót tego, czym Open’er chce być: dużym wydarzeniem muzycznym z artystami, którzy mają znaczenie daleko poza festiwalowym weekendem.