Kampanie społeczne: remedium na zło?

Kampanie społeczne: remedium na zło?

Czy kampanie społeczne mogą być skutecznym narzędziem do walki z patologią i przestępstwami?

Lepiej zapobiegać, niż leczyć – mówi popularne powiedzenie o wszelkiego rodzaju chorobach. Śmiało można powiedzieć też, że lepiej zapobiegać przestępstwom, niż potem odczuwać bolesne ich następstwa, konsekwencje. Dlatego od dawna wiele różnych organizacji pożytku publicznego, fundacji, instytucji państwowych, jak i prywatnych przedsiębiorstw na całym świecie angażuje się we wszelkiego rodzaju kampanie społeczne, akcje promocyjne mające na celu zapobieganie przestępstwom. Kampanie te mają uświadamiać, unaoczniać, podkreślać pewne patologie społeczne, zachowania sprzeczne z prawem, zwracać uwagę na skalę zjawiska. Czasem chcą wręcz dobitnie wstrząsnąć odbiorcami, nakłonić do zmiany postawy i zachęcić do określonego działania w podobnej, czy wręcz takiej samej sytuacji w prawdziwym życiu.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Akcje społeczne dotyczą szerokiego spektrum problemów. Te najczęściej pojawiające się w mediach, internecie i najchętniej komentowane, którym można przypisać misję „przeciwdziałania przestępstwom” odnoszą się do problemów przemocy domowej, gwałtów oraz bezpieczeństwa w ruchu drogowym, czyli m.in. pijanych kierowców. Kampanie te przybierają różną postać, każda na swój sposób próbuje walczyć ze złem. Niektóre wyróżniają się mniej lub bardziej oryginalnym konceptem w klasycznym „opakowaniu” - zazwyczaj są to spoty emitowane w telewizji lub internecie, billboardy lub reklamy prasowe. Inne przyciągają uwagę odbiorców niestandardową formą, np. akcentując problem... podczas meczu piłkarskiego lub pokazu mody.

Kampanie społeczne to idealne narzędzie edukacji i przeciwdziałania patologiom i przestępstwom. Oczywiście nie można sprowadzać kampanii społecznej do reklamy. Kampania społeczna to zaplanowane w czasie działania skierowane do grupy docelowej w celu zmiany jej postaw. Dlatego też dobiera się narzędzia do wyznaczonego celu. Patologie będą występować zawsze, a przestępstwa będą się zdarzać i dlatego żadna jednorazowa kampania nie ma szansy zmianie raz na zawsze postaw – ocenia Paweł Prochenko z Fabryki Komunikacji Społecznej, wydawca portalu kampaniespoleczne.pl.

Mówiąc do ofiar

Szereg kampanii społecznych adresowanych jest do ofiar określonych aktów przemocy z dominującym przesłaniem: „Jest dla ciebie pomoc, skorzystaj z niej!” Większość tego typu projektów odnosi się do przemocy domowej, gdzie katem często jest osoba bliska: mąż, partner, rodzic, a ofierze, doświadczającej przemocy całymi latami, trudno znaleźć wyjście z takiej sytuacji, czasem wręcz trudno pogodzić się z myślą, że jest się ofiarą przemocy w rodzinie. 

Jedną z pierwszych kampanii społecznych poruszających ten problem w Polsce była głośna i szeroko komentowana kampania „Powstrzymać przemoc domową” zrealizowana w 1997 roku. Akcja przygotowana była na zlecenie Ogólnopolskiego Pogotowia dla Ofiar Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia” i jej celem było zwrócenie uwagi na problem, uświadomienie o istnieniu Niebieskiej Linii i zachęcie ofiar przemocy domowej do sięgnięcia po telefon i wykręcenia numeru Niebieskiej Linii. W spotach telewizyjnych, na plakatach i billboardach przedstawiano w niej mocne, wymowne zdjęcia pobitych kobiet opatrzone sloganami „Bo zupa była za słona”, „Bo wyglądała zbyt atrakcyjnie”, „Bo musiał jakoś odreagować”. Pierwszy z nich, wrył się wszystkim w pamięć i na stałe zagościł w naszym języku potocznym.

Kampania odbiła się szerokim echem w mediach i opinii publicznej. Wywoływała zgoła odmienne reakcje. Krytycy zwracali uwagę na uproszczenie w sloganach złożonego problemu, epatowanie okrucieństwem, koncentrowanie się na przemocy fizycznej pomijając równie bolesną przemoc psychiczną. Zarzucano jej granie na emocjach – w roku 1997 zdjęcia kobiety z podbitym okiem wiszące na billboardach robiły mocne wrażenie. Słynne hasło z zupą było trywializowane, „przekręcane” i banalizowane spychając na dalszy plan istotę problemu. Z drugiej strony sam fakt, że kampania osiągnęła taki rozgłos, zapoczątkowała poważną dyskusję w Polsce, a z pomocą hasła zyskała swoistą nieśmiertelność, był jej niewątpliwym sukcesem. Te same argumenty krytyków, z innej perspektywy, można było uznać za plusy kampanii. Odwołanie się do emocji przykuwało uwagę odbiorców, trafiało do wyobraźni, wręcz zmuszało do zajęcia określonego stanowiska, bez przechodzenia obok tematu obojętnie. Wreszcie ewidentnym sukcesem kampanii były wymowne dane płynące z Niebieskiej Linii. Tuż po emisji kampanii aż o 170% wzrosła liczba połączeń z Niebieską Linią. A przecież o to w tym wszystkim chodziło.

Można działać na wyobraźnię obrazem, zdjęciami, ale czasem równie dosadny efekt można osiągnąć z pomocą samego dźwięku, samych słów po których przechodzą ciarki na plecach. Właśnie tak skonstruowany został spot amerykańskiej inicjatywy społecznej No More zachęcający ofiary przemocy domowej do kontaktu z policją.

W spocie wykorzystano w stu procentach autentyczne nagranie z rozmowy telefonicznej. Słyszymy w nim, jak kobieta dzwoni pod numer 911 (to odpowiednik polskiego numeru alarmowego 112 lub 997 – przyp. KB) i zamawia pizzę z dostawą. „Proszę pani, dodzwoniła się pani pod numer 911. To alarmowa linia” - informuje dyspozytor. „Tak, poproszę dużą z pepperoni i pół porcji pieczarek” - kontynuuje niezbita z tropu kobieta. „Wie pani, że dzwoni pani na numer 911, alarmową linię?” - powtarza dyspozytor. „Czy wie pan, ile może potrwać dostawa?” - pyta dzwoniąca. Na szczęście dyspozytor nie przerywa rozmowy, gdyż po chwili zdaje sobie sprawę, że prawdopodobnie ma do czynienia z sytuacją wymagającą natychmiastowej interwencji. „Nie może pani rozmawiać...? Czy ktoś jest z panią w pomieszczeniu? Proszę powiedzieć tylko TAK lub NIE” - pyta. „Tak” - pada krótka, rzeczowa odpowiedź. „Policjant jest już w drodze do pani domu” - informuje dyspozytor pytając czy dzwoniąca może pozostać na linii. „Dziękuję, do zobaczenia” - kobieta odkłada słuchawkę.

Na miejscu mundurowi zastają awanturującego się pijanego mężczyzna i pobitą kobietę, jego żonę. To ona dzwoniła „po pizzę”. Prawdopodobnie telefon oraz trzeźwy umysł dyspozytora uratował ją od kolejnych razów lub znacznie poważniejszych obrażeń.

 

Spot mroził krew w żyłach, ale przeszedł do historii również dlatego, że była to pierwsza amerykańska reklama traktująca o problemie przemocy domowej, która została wyemitowana podczas finału Super Bowl. Super Bowl to mecz o mistrzostwo w futbolu amerykańskim i zarazem największe telewizyjne wydarzenie w Stanach, podczas którego firmy emitują specjalnie przygotowane spoty reklamowe. Tym razem, w ramach finału w 2015 roku, pomiędzy wesołymi reklamami chipsów i hamburgerów pojawiła się tak wstrząsająca i skłaniająca do refleksji produkcja. 

Mówiąc do osób trzecich

Obok przekazu kampanii społecznych kierowanego do ofiar, równie istotny, a zdaniem niektórych, jeszcze ważniejszy jest przekaz adresowany do osób trzecich, postronnych, świadków przemocy, gwałtu, napadu i innych bolesnych, jednorazowych lub rozciągających się w czasie zdarzeń. Ofiara aktu przemocy niekiedy jest bezsilna, bezbronna (np. bite dziecko lub wątła kobieta, nad którą znęca się partner), czasem wypiera fakt, że w ogóle jest ofiarą przemocy domowej i tym samym: nie potrafi, nie umie sięgnąć po pomoc. Natomiast ktoś z „zewnątrz” - świadek zdarzenia, sąsiad słyszący krzyki dochodzące zza ściany itp. ocenia sytuację bardziej obiektywnie i ma odpowiednie moce sprawcze, aby coś zrobić, zadzwonić na policję, anonimowo wezwać pomoc.

  Bardzo ciężko jest zmieniać postawy przestępców, ponieważ ich psychika jest często mocno pokręcona. Właśnie dlatego kampanie przeciwko przemocy domowej kieruje się do świadków. Brak akceptacji społecznej, presja i nadzór ze strony społecznej mogą być silniejszym motywatorem do zmiany postaw niż bezpośrednia komunikacja adresowana do sprawców przemocy – twierdzi Paweł Prochenko z Fabryki Komunikacji Społecznej.

Wychodząc z takiego założenia powstała m.in. kampania Rzecznika Praw Dziecka „Reaguj. Masz prawo.” Jej celem, wyłożonym na oficjalnej stronie kampanii, była (i nadal jest) zmiana biernej postawy ludzi wobec aktów krzywdzenia najmłodszych oraz zmniejszenie społecznego przyzwolenia na stosowanie przemocy. W ramach akcji emitowano spoty wideo, w których przedstawiono zwykłą, codzienną scenę z komunikacji miejskiej. Uwaga odbiorcy skoncentrowana była tutaj na pasażerach, którzy byli świadkami przemocy wobec dzieci. To właśnie oni – osoby trzecie, postronne w sporze – paradoksalnie grały w filmie pierwszoplanowe role. W spocie widzimy bowiem, jak każdy z nich ignoruje sytuację, która rozgrywa się tuż obok, gdzie matka wyżywa się na dziecku (widzowie tylko słyszą głos matki obserwując cały czas reakcję i zachowanie świadków). Jeden z pasażerów zakłada słuchawki, drugi wciska nos głębiej w gazetę. A obok płacze krzywdzone dziecko.

Jednym z elementów kampanii, obok samych spotów, były tzw. „skrypty reakcji”, które na swój sposób pokazywały dorosłym, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach z dziećmi, jak uczyć ich zasad bez podnoszenia na nie ręki.

***

Kwestia obojętności, znieczulicy społecznej na zło dziejące się wokół nas, w przestrzeni publicznej to problem, z jakim postanowili zmierzyć się autorzy kampanii „Możesz to zmienić”. Akcja inspirowana była autentyczną historią – napaścią na kobietę w centrum miasta, której świadkiem był jeden z twórców konceptu.

W ramach kampanii powstał spot odtwarzający te dramatyczne zdarzenia. Widzimy dziewczynę, którą na stacji metra zaczyna interesować się mężczyzna w podobnym wieku. Próbuje chwycić ją za dłoń, ale ona wyraźnie daje mu do zrozumienia, że nie jest zainteresowana jakimkolwiek kontaktem. Niestety nie zbija to natręta z tropu. Chłopak rusza za dziewczyną, nie spuszcza jej na krok, wreszcie rzuca się na nią prawdopodobnie próbując zgwałcić. Widzimy, że cała scena nie rozgrywa się w żadnym odosobnionym, cichym zaułku, tylko w samym centrum miasta, w sąsiedztwie przechodniów czekających na tramwaj. Ludzie widzą, że coś się dzieje, ale nikt nikt nie reaguje. Wreszcie pojawia się jeden chłopak, który z niepokojem przygląda się sprawie, prawdopodobnie czuje, że coś trzeba zrobić. I tu do akcji wkracza... internauta oglądający spot!

Właśnie to wyróżnia kampanię „Możesz to zmienić” na tle innych poruszających ten problem. Oglądając spot na interaktywnej stronie mozesztozmienic.pl w pewnym momencie pojawia się informacja nakłaniająca do konkretnej reakcji na dziejące się zło. Widzimy komunikat: „Aby uratować dziewczynę, udostępnij film” i zegar odliczający 20 sekund. Tyle mamy czasu na prostą, wręcz banalną reakcję, która jest w stanie uratować dziewczynę. Jedno kliknięcie, udostępnienie filmu w serwisach społecznościowych, spłoszy agresora. Pozostanie obojętnym i niekliknięcie sprawi, że ofiara zostanie skrzywdzona. To symboliczne pokazanie, że często równie prosta reakcja, prosty gest może uratować komuś zdrowie, a nawet życie w podobnej sytuacji w rzeczywistości. Innowacyjne podejście do tematu, faktyczne zaangażowanie widza (a nie tylko mówienie o zaangażowaniu) przełożyło się na duży sukces kampanii i zostało docenione w środowisku. Projekt zdobył tytuł Kampanii Społecznej Roku 2015 w kategorii: Akcje Zaangażowane Społecznie.

 Dzięki wykorzystaniu innowacyjnej formy, jaką było generowanie interakcji w mediach społecznościowych, nasza kampania aktywizowała widzów do działania. Pokazywała, że każdy może i powinien pomóc ofierze napaści nie tylko w wirtualnej rzeczywistości. Zastosowanie tego i kilku innych narzędzi przyczyniło się do nagłośnienia problemu braku reakcji na przemoc miejską. W Polsce powstaje coraz więcej kampanii. Jeszcze kilka lat temu nie były tak popularne. Okazało się jednak, że ludzie bardzo pozytywnie reagują na takie projekty. Angażują się w nie. Badania opinii publicznej także potwierdzają skuteczność różnych przeprowadzonych kampanii społecznych. Dlatego uważam, że kampanie społeczne w sposób realny przyczyniają się do zapobiegania także patologiom i przestępstwom – ocenia Anna Bielecka, współtwórca ogólnopolskiej kampanii społecznej „Możesz to zmienić”.

***

Wzywanie osób postronnych do odpowiedniej reakcji w kampanii społecznej może być podyktowane nie tylko zagrożeniem czyhającym na jedną, konkretną osobę, ale również szerzej: zagrożeniem bezpieczeństwa ogółu, porządku publicznego. Takie kampanie, swoiste odezwy, zachęty do postawy obywatelskiej regularnie pojawiają się w Stanach Zjednoczonych od ataków terrorystycznych z 11 września 2001 r. Najsłynniejsza z nich, do dziś funkcjonująca zbudowana została na prostym, jakże wymownym sloganie: „If you see something, say something” - „Jeśli coś widzisz, powiedz o tym”.

Hasło to pojawiło się na plakatach w nowojorskim metrze i autobusach w niecały rok od ataków, w 2002 roku. Miała być to zachęta do zachowania „czujności” dla dobra ogółu, podjęcia odpowiedniej reakcji w przypadku zauważenia podejrzanego pakunku pozostawionego samemu sobie w wagonie lub widząc podejrzane, dziwnie zachowujące się osoby. Wymowny slogan tak trafnie oddawał istotę rzeczy, że szybko od przedsiębiorstwa transportu publicznego zaadoptował go sam Departament Bezpieczeństwa Krajowego.

Slogan przyciągał uwagę. Trafiał do ludzi swoją prostotą i przejrzystością. Działał, o czym świadczyły wymierne dane. Liczba zgłoszeń o podejrzanych pakunkach w samym Nowym Jorku wzrosła z 814 w 2002 roku aż do 37 614 w 2006. W 2007 roku slogan został nawet zastrzeżony jako znak towarowy w amerykańskim odpowiedniku polskiego Urzędu Patentowego.

Oczywiście hasło i cała kampania „wzmożonej czujności” nie przez wszystkich były pozytywnie oceniane. Komentatorzy zauważali, że jej efektem było olbrzymia liczba fałszywych alarmów bombowych i amatorskich antyterrorystycznych krucjat. Teraz tropieniem terrorystów zajęli się bowiem, zgodnie z przesłaniem kampanii, zwykli amerykańscy obywatele, zamiast wyspecjalizowanych i stworzonych do tego służb bezpieczeństwa. „Kampania zamieniła nas w paranoików czekających na kolejny atak, widzących w każdym inaczej zachowującym się pasażerze terrorystę, a w każdej walizce bez właściciela: bombę.” - komentował jeden z amerykańskich publicystów. Pojawia się pytanie – czy to efekt samej kampanii i hasła, czy konkretnych wydarzeń, ataków terrorystycznych i samej mentalności społeczeństwa.

Mówiąc zupełnie inaczej

Kampanie społeczne nie ograniczają się do spotów czy reklam prasowych. To także szereg mniej standardowych działań, często właśnie w ten sposób, swoją formą przykuwających uwagę opinii publicznej. Na przykład w oryginalny sposób zwrócono uwagę na problem przemocy domowej w ramach Tygodnia Mody w Mozambiku. Podczas jednego z pokazów, zamiast „normalnych”, elegancko ubranych modelek prezentujących najnowsze kolekcje, na wybiegu pojawiły się wystraszone, zapłakane i posiniaczone kobiety. Jedna miała potargane włosy, druga: podbite oko, inna: poszarpane ubranie. Wszystkie panie były oczywiście w ten sposób ucharakteryzowane – zamiast na przysłowiowe bóstwo, zostały „zrobione” na ofiary przemocy domowej. Akcja została zatytułowana „Pokaz mody, jaki nigdy nie powinien się zdarzyć”.

Na nietypowy pomysł zwracający uwagę na ten sam problem wpadli przedstawiciele organizacji broniącej praw kobiet z Peru. Akcja rozegrana została na trybunach stadionu piłkarskiego przed meczem Peru – Kolumbia. Jak to w Ameryce Południowej zakochanej w futbolu, większość Peruwiańczyków śledziło wydarzenie sportowe w telewizji. Tuż przed rozpoczęciem meczu, gdy kamery pokazują rozgrzewających się zawodników i kibiców zajmujących swoje miejsca, zrobiono zbliżenia na kobiety siedzące na trybunach ucharakteryzowane na ofiary przemocy domowej. Widzowie zobaczyli siniaki i podbite oczy skrywane pod okularami. Początkowo wyglądało to na niezamierzone działanie, przypadkowe „wyłapanie” przez operatora pobitych pań, co dodało autentyczności całemu przedsięwzięciu.

Sposób na promile

Kampanie społeczne odnoszące się do kwestii prowadzenia samochodu pod wpływem alkoholu lub narkotyków bardzo często zwracają uwagę na problem pokazując mocne, wymowne i realistyczne konsekwencje jazdy na „podwójnym gazie” czy pod wpływem innych niedozwolonych środków. Zakrapiana impreza – samochód – wypadek – zwłoki pakowane do czarnego worka.

Zwolenników walki z problem pijanych kierowców w tego typu mocny, wyrazisty sposób jest prawdopodobnie tyle samo, co i przeciwników. Zdaniem jednych: kluczem jest zbudowanie w świadomości odbiorcy obrazu realnych, konkretnych konsekwencji wsiadania za kółko pod wpływem alkoholu. Sposobem na to mają być dosadne obrazy: ciało koleżanki, która przed chwilą śmiała się na imprezie, łzy jej rodziców i chwiejący się kierowca zakuwany w kajdanki, do którego nawet jeszcze nie dotarło, co zrobił. Przeciwnicy „terapii szokowej” w kampaniach społecznych twierdzą, że taka forma nie jest zbyt skuteczna, gdyż większość pijanych kierowców wychodzi z założenia: „Mi na pewno się uda. Będę jechał powoli, ostrożnie. Przecież ja jestem doświadczonym kierowcą, a ci z tych spotów to jacyś amatorzy.” Tak bardzo często rozumują kierowcy decydujący się na jazdę pod wpływem alkoholu. Oczywiście niebagatelne znaczenie ma sama ilość wypitego alkoholu, który dodaje odwagi, animuszu.

Dlatego warto zwrócić uwagę na akcje społeczne przedstawiające problem w bardziej stonowany sposób, bez epatowania negatywnymi obrazami. Krajowa Rada Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego zaprezentowała w 2015 roku kampanię pod hasłem „Alkohol i kluczyki? Wykluczone.” W spocie śledzimy losy młodych ludzi, którzy w zabawny sposób uniemożliwiają podchmielonemu koledze i koleżance zdobycie kluczyków do samochodu. Nie ma tu brutalnych obrazów z wypadku, a w ich miejsce widzimy wesołe zachowanie odpowiedzialnych ludzi.

Według niektórych psychologów, tego typu „pozytywne” kampanie mogą przynieść lepsze efekty, gdyż wykorzystują jedną z kluczowych teorii wpływu społecznego: społeczny dowód słuszności. W myśl teorii, ludzie nie wiedząc, jaki podgląd jest właściwy, słuszny, chętnie naśladują zachowanie innych. „Skoro większość tak robi, to coś w tym musi być!” A więc w spocie odbiorca widzi, że większość nie godzi się na prowadzenie auta przez pijanego kolegę zabierając mu kluczyki. Odebranie kluczyków pokazane jest jako zachowanie społecznie słuszne, akceptowalne. Dodatkowo, wszystko obrócone jest w towarzyski żart, który całkowicie rozładowuje ewentualne napięcie. Dzięki temu odbiorca komunikatu czuje, że schowanie podchmielonemu kumplowi kluczyków będzie w takiej sytuacji nie tylko rozsądne, ale i śmieszne, zabawne. Z pożytkiem dla dobra wszystkich.

Historie pisane bronią

Choć aktów przemocy dopuszczają się ludzie, a broń jest tylko swoistym narzędziem w ich rękach, to jednak dość powszechny dostęp do broni palnej, np. w wielu stanach USA, z pewnością ułatwia ludziom to okrutne zadanie. Organizacja pozarządowa States United To Prevent Gun Violence znalazła ciekawy, dający do myślenia sposób zwracający uwagę na ten problem. Ideą przyświecającą twórcom było pokazanie, że posiadanie broni jedynie pozornie zapewnia ludziom bezpieczeństwo. W praktyce działa zupełne odwrotnie: zwiększa ryzyko wystąpienia aktów przemocy, jak i sprzyja zupełnie przypadkowym tragediom z pistoletem w roli głównej.

W ramach akcji zatytułowanej „Guns with history” otwarto w Nowym Jorku sklep z bronią. Nie był to jednak normalny punkt handlowy. W sklepie tym można było kupić używaną broń, gdzie każda miała swoją indywidualną, szokującą historię. I tak na przykład, gdy klient szukający czegoś do samoobrony wyrażał zainteresowanie samopowtarzalnym karabinem Bushmaster, sprzedawca z ochotą wyjmował go spod laty częstując mrożącą krew w żyłach historią. „Matka Adama Lanzy też miała taki w swojej kolekcji. Więc Adam wziął go, jak i kilka innych pistoletów, zabił matkę, po czym ruszył do szkoły Sandy Hook, gdzie zabił sześciu nauczycieli i 20 niewinnych dzieci.” [Chodzi o strzelaninę w szkole w Newtown z 14 grudnia 2012 roku – przyp. KB] Gdy inni klient żywo interesował się popularnym rewolwerem, sprzedawca opowiadał: „Bardzo prosty w obsłudze, kaliber 22. Dokładnie taki rewolwer pewien pięciolatek znalazł w sypialni swoich rodziców. Zabił nim swojego dziewięciomiesięcznego brata.”

Przerażone miny klientów mówiły same za siebie. Historie trafiały do wyobraźni i zgodnie z założeniem kampanii społecznej, miały wpłynąć na zmianę postawy – przekonać kogoś, że broń nie zapewnia nikomu bezpieczeństwa. Zarówno klientów, którzy odwiedzili „fałszywy” sklep, jak i tysiące internautów, którzy obejrzeli spot dokumentujący tę akcję.

***

Zawsze rodzi się pytanie: „Czy takie kampanie naprawdę coś dają, pomagają?” Niewątpliwie agresor zdeterminowany, aby dokonać aktu przemocy, gwałtu, napaści może zrobić to niezależnie od okoliczności. Nie na każdego zadziała opowieść przedstawiona w spocie, a krwawa historia konkretnego karabinu nie wszystkich zniechęci do jego zakupu. Intencją kampanii społecznych jest raczej przekonanie ofiar do szukania rozwiązania, pomocy, jak i osób trzecich, postronnych do zmiany swojej postawy i reagowania na patologiczne sytuacje. W ten sposób nadawcy kampanii chcą walczyć z szeroko rozumianym złem, chronić ofiary i zapobiegać przestępstwom. Często autorzy tego typu akcji podkreślają: „Nawet jeśli tylko jedna osoba z tysięcy, które obejrzały spot, zareaguje na przemoc, wezwie policję, uratuje siebie bądź kogoś innego, to już będzie sukces.”

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij