5 korpo-plusów ujemnych i dodatnich

5 korpo-plusów ujemnych i dodatnich

Siedzisz w korpo już dość długo? Myślisz o założeniu własnego biznesu? Znasz na wylot wszystkie stołówki w okolicach Domaniewskiej i Wołoskiej, a magia warszawskiego Mordoru przestała na Ciebie działać?

Jeśli tak, to nie trać czasu na czytanie tego tekstu, tylko pakuj manatki, oddaj identyfikator, kartę na siłownię i uciekaj stamtąd jak najdalej. To nie jest miejsce dla Ciebie i nie próbuj się na siłę przekonywać, że jest inaczej. Jeśli jednak masz wątpliwości i nie masz stuprocentowej pewności, to ten tekst jest właśnie dla Ciebie.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

+/- 1 Stabilizacja i rozleniwienie

Praca w korporacji (znanej na cały świat agencji reklamowej) płatna punktualnie i niezawodnie, choć – co tu dużo mówić – raczej skromnie, dawała mi poczucie pewnego komfortu i bezpieczeństwa. Była kawa, herbata i jabłka w kuchni, ciasteczka na spotkaniach z klientem i była umowa o pracę, która wtedy wydawała mi się plusem, bo uważali tak moi rodzice, uznając to za gwarant stabilności i spokoju. Problem polegał na tym, że mnie taki układ rozleniwił. Po pierwszej fali zachwytu i super starań wiedziałem, że będę sobie tak te reklamy dłubał do emerytury, ale moment… nie ma tu u mnie w firmie nikogo, kto choćby za 10 lat miał się na emeryturę wybrać. W korpo niewiele jest osób 50+. To minus, który zmotywował mnie do szukania innych opcji.

+/- 2 Wyrzucają drzwiami, próbuj oknem

Imponujący, szklany budynek w powstającym na moich oczach warszawskim City (Mordorem jeszcze nikt wtedy go nie nazywał), podziemne garaże, lunche w galeriach handlowych, karty do drzwi, a nawet stół pingpongowy w jednym z pokoi. Do tego klienci – największe marki z Polski i ze świata reklam. Jednym słowem przepych i splendor. Prawda okazała się jednak mniej kolorowa. Codzienność pracy w agencji niewiele ma wspólnego z tą z Mad Mana. To walka z klientem o pomysły. Agencja wierzy, że są super, w myślach odbierając kolejne nagrody. Klient się boi, bo odpowiada za reklamę przed swoim szefem, a ten przed swoim i żaden z nich nie będzie się narażał dla potencjalnych błyskotek. Dlatego prosi o kolejną, tysięczną wersję. Ogromny minus. Uczyłem się jednak, że jak nas wywalają drzwiami, próbujemy oknem, a potem jeszcze szybem wentylacyjnym.

Przy tej okazji nauczyłem się też, że wszystko jest względne i czarne bywa białe, a białe bywa niewidoczne i definiowane przez prawników. Tak zdobyłem pewność siebie i umiejętność odpuszczania. To plus!

+/-3 Ludzie i jeszcze raz ludzie

Do agencji trafiają naprawdę fantastyczni, zdolni, mądrzy i szaleńczo kreatywni ludzie. Obserwowałem ich i chłonąłem wiedzę, zapał twórczy oraz zabawny korporacyjny język – wyjątkową odmianę polisz-inglisz. Niektórzy pokazywali mi, jak dobrze wykonywać zawód i skutecznie dbać o swoje sprawy. Inni – wręcz przeciwnie. Mimo, że odnosili sukcesy, umacniali mnie w przekonaniu, że – jak mawiał Władysław Bartoszewski – „Warto być uczciwym, choć nie zawsze się to opłaca. Opłaca się być nieuczciwym, ale nie warto”.

Do dziś pamiętam jedną z moich rozmów z dyrektorami. Na stole leżał temat mojej podwyżki, więc dyrekcja bardzo kreatywnie wykazała mi, jak mało jestem wart, jak słabe są moje pomysły, jak silna moja konkurencja. Czułem się po tej rozmowie okropnie i byłem wściekły. Minus... A tydzień później przyznali mi tę podwyżkę, bez podawania powodów i bez tłumaczeń. Chyba jednak ich przekonałem. Plus jak cholera!

+/- 4 Być szefem to coś więcej

Dziś mija 5 lat od kiedy prowadzę własną firmę z moim przyjacielem, którego poznałem w korpo (plus) i obaj robimy to dokładnie odwrotnie niż w miejscu, w którym na siebie wpadliśmy. Staramy się, żeby nasz zakład był przyjazny i sprzyjał ludziom oraz ich kreatywności. Dzięki doświadczeniom w korporacji nauczyłem się, że można ich bardzo skutecznie motywować – nie strachem, ale poprzez dobry przykład i zachętę. Plus.

Zawsze jednak zdarzają się jednostki, które mimo rozmowy kwalifikacyjnej, na dłuższym dystansie zaczynają przejawiać cechy, które zniechęcają, a czasami wręcz dyskwalifikują. Minusem jest pretensja do siebie, że się tego od razu nie widziało, albo że mimo starań, nie udało się przekonać człowieka do panujących w firmie wartości. Plusem natomiast stanie się kiedyś to, że nie będę się tym tak bardzo przejmował, że ludzie są tak różni i że czasem nie da się ich naprawić. 

+/- 5 Ograniczenia?

Praca na swoim zdecydowanie nie jest dla każdego, ale daje niesamowicie dużo frajdy i satysfakcji, a jej zaletą jest niewątpliwie to, że nikt poza mną samym mnie nie ogranicza. To znaczy, oczywiście ogranicza mnie masa rzeczy. Nikt mi jednak nie zabroni cały czas kombinować i próbować robić wszystko, by moja firma była najlepsza na świecie, a mnie zamieniać każdy minus na potencjalny plus.

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij