Luftwaffles Restaurant. Nazwy odbierające apetyt

Luftwaffles Restaurant. Nazwy odbierające apetyt

Twórcy Simpsonów mogą pozwolić sobie na więcej. Tu żarty osadzone są w konkretnej konwencji i nie godzą w poczucie smaku. Luftwaffles jest przecież jasnym odniesieniem do hitlerowskich sił powietrznych i raczej nikt nie odważyłby się nazwać tak swojej restauracji naprawdę.

Niestety nie zawsze mamy świadomość, że wybrane przez nas nazwy ciągną za sobą (krwawą) historię.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

Błędy językowe zdarzają się często. Powszechnie znane są perełki z branży tatuatorskiej, pełne dziwnych tworów w języku polskim. Skoro zdarzają się one w rodzimej mowie, to trudno dziwić się tekstom w językach obcych, które całkowicie mijają się z pierwotnym założeniem. Pismo chińskie może wygląda efektownie, ale traci na godności, gdy wzniosła sentencja okazuje się kurczakiem w cieście na ostro.

Problem leży w niewiedzy, widocznej także w modzie, czego przykładem są dumnie noszone koszulki z rewolucjonistami i dyktatorami. Bardzo często bez refleksji i świadomości. Gdzie szukać winnych? Trudno powiedzieć, ale jeśli otwiera się własny biznes, warto przyjrzeć mu się dokładnie z każdej strony, zwrócić uwagę na szczegóły. Nazwa to prawdopodobnie pierwsze, z czym zetkną się przyszli klienci. Większość może nie będzie się nad nią dłużej zastanawiać, ale znajdą się i tacy, których zniechęcenie dopadnie na starcie. 

Świetnie znam się na jedzeniu pizzy, a tak się składa, że właściciele włoskich restauracji w Polsce czasem nie do końca znają się na znaczeniu nazw własnych lokali.

Dolce Vita po polsku

Wyobraź to sobie: wakacje we Włoszech (te sprzed pandemii :))! Przytulna trattoria, słońce, dużo wina, pizzy, pasty i dolci do espresso. Te miłe wspomnienia można odtworzyć w Polsce, trzeba tylko znaleźć odpowiednie miejsce, a włoskich restauracji u nas nie brakuje. Tylko Włosi, kiedy odwiedzają nasz kraj, wciąż przecierają oczy ze zdumienia patrząc na nazwy niektórych z nich.

Pizza Mafia, Caporegime, Cosa Nostra, Camorra (szef kuchni poleca!) i Al Capone brzmią wystarczająco włosko, by oddać klimat. Tylko czy takie nazwy nie są przekroczeniem pewnej granicy?

– W Krakowie są trzy takie miejsca, które od razu przychodzą mi na myśl: Omerta, Corleone i Soprano. W tej ostatniej klientów „wita” przy wejściu dwóch mafiozów. Ludzie naprawdę nie rozumieją, że mafia to włoska tragedia – mówi Stefano, Włoch od lat mieszkający w Krakowie.

Jednak ciągle trudno mu przyzwyczaić się do nazewnictwa, które ma przecież służyć tworzeniu włoskiej atmosfery. O ile Corleone i Soprano to nazwiska fikcyjnych postaci, znanych z filmów i seriali, nie wszyscy wiedzą, czym jest omerta. Członkowie sycylijskiej mafii trzymali się swojej zmowy milczenia, która zabraniała im dzielenia się działaniami organizacji z osobami z nią niezwiązanymi, przede wszystkim z wymiarem sprawiedliwości. Złamanie tego niepisanego prawa groziło śmiercią. Zdrajcę rozstrzeliwano. Tym właśnie jest omerta.

Przesada i czepianie się? Może po prostu inny krąg kulturowy. Dlatego odwróćmy sytuację.

– Nie nazywacie restauracji „Katyń” lub „Gestapo”, czy nawet „U Adolfa“, prawda? – pyta Stefano.

Nawet ta ostatnia nazwa budzi skojarzenia, które niekoniecznie służą ucztowaniu. Za to mafia (i wszystko, co z nią związane) ma się u nas świetnie. Być może dlatego, że jako społeczeństwo nigdy nie odczuliśmy dotkliwie jej działań.

Popkultura Włochom zgotowała ten los

Strzelam (o, ironio), że fala amerykańskich filmów o grupach przestępczych z włoskimi korzeniami mogła dać początek myśleniu o mafii w nieco wyluzowany sposób. Kto nie zna Ojca Chrzestnego? Mafia stała się kreaturą kultury masowej. Maskotką, która świetnie się sprzedaje, budzi emocje i podoba widzom. Tymczasem rzeczywistość nie jest taka kolorowa, bo mafia jest problemem rzeczywistym i tragedią w ojczyźnie pizzy.

Niestety coś, co niektórym kojarzy się z rozrywką, innym przywodzi na myśl zupełnie inne konotacje.

Obśmianie strachu jest metodą na oswojenie go, ale niektóre tematy wydostały się poza swoje granice i hulają po świecie w nowej formie. A mafia włoska to poważny problem. ’Ndrangheta (Kalabria), Camorra (Neapol), Cosa Nostra (Sycylia) i Sacra Corona (Apulia) być może brzmią melodyjnie i przywołują turystom wspomnienia festiwalu w San Remo czy piosenki „Felicità” płynącej z głośników wynajętego Fiata 500 (i zagłuszanej przez trąbiące skutery). No właśnie, turystom. W rzeczywistości są to organizacje przestępcze, które wyrządziły wiele złego, przelały sporo krwi i sterroryzowały życie tysięcy ludzi. Wykorzystywanie ich nazw do promocji restauracji czy dań w karcie powinno raczej odbierać apetyt niż go wzmagać. Etymologia wzbudza przecież spory niesmak i nie zachęca do afirmacji życia przy stole biesiadnym.

Jezus, sztandar wschodzącego słońca i Hitler jeans

Potknięcia zdarzają się ciągle, a przykłady można mnożyć także poza branżą gastronomiczną. Obraza uczuć religijnych, nieznajomość i wieloznaczność niektórych symboli i różniące się od siebie kręgi kulturowe zawsze będą wzbudzać dyskusję: czy wypada?

A czasem nie wypada. Wykorzystanie pewnych zasobów bez wiedzy o ich pochodzeniu może być niebezpieczne. Boleśnie przekonała się o tym wódka Żytnia Extra. 5 lat temu na ich profilu pojawiło się zdjęcie z tragicznych wydarzeń z 1982 roku, opatrzone tekstem „KacVegas? Scenariusz pisany przez Żytnią”.

I jak napisał jeden z internautów: post zniknął, ale kac pozostanie na długo.

źródło: wiadomości.gazeta.pl

Takie działania pozostawiają wiele wątpliwości. Czy winna jest edukacja? Niedbałość? Wieczny pośpiech w tworzeniu nowych projektów?

Czy jesteśmy w stanie sprawdzać i kontrolować wszystko, co znajdzie się w obrębie naszego brandu?

Chyba powinniśmy, z ludzkiej przyzwoitości. Dbajmy o wizerunek tworzonej marki, bo świadczy ona o nas samych. Kontrowersje nie zawsze są na miejscu, a sprawdzanie faktów jest w dzisiejszych czasach wyjątkowo łatwe. Mamy tyle możliwości, warto z nich skorzystać.

Wystarczy tylko trochę ludzkiej ciekawości, by „jakoś” zamienić na „jakość”.

Bo można i z pomysłem, i ze smakiem.

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij