Ten tytuł domaga się własnego kartonu, czyli siła humoru w chwilach powagi

Ten tytuł domaga się własnego kartonu, czyli siła humoru w chwilach powagi

Honor, odwaga, mądrość, waleczność, … umiejętność stworzenia sarkastycznego mema. Każda z tych cech może uratować narody, ich brak zaś może doprowadzić je do ruiny – brzmi jak mocno wydumana teoria, choć wcale taką nie jest.

O czterech pierwszych cechach rozpisują się książki do historii. Postaram się więc, dla równowagi, pochylić nad tą ostatnią, najmniej docenianą przez historyków, jaką jest poczucie humoru w sytuacjach, w których niezupełnie jest nam do śmiechu.

Żart, którego nikt nie zrozumiał 

Gdybyście z niewyjaśnionych przyczyn przy śniadaniu zaczęli przeglądać archiwalny numer gazety „The New York Times” z 3 lutego 1974 roku, na jednej ze stron znaleźlibyście pewną ciekawą historię. Był 19 grudnia 1973 r., Johnny Carson komentując w swoim programie liczne krajowe niedobory zażartował na wizji, że czytał w gazecie o szykujących się brakach papieru toaletowego. W efekcie tego, jak się wydawało, niewinnego żartu, miliony Amerykanów opróżniło półki tysiąca sklepów z rolek tego „cennego surowca”. Efektem stał się realny niedobór. John Carson przeprosił widownię, zauważając, że nie chciałby zapisać się w historii, jako człowiek, który wzbudził toaletową panikę. 

Czego nas uczy ten przykład? Jak każda broń ostra, ironia i sarkazm mogą być mieczem obosiecznym. Używając ich trzeba mieć w pamięci to, w kogo nią się celuje i pogodzić się z tym, że można chybić.

Nie wiesz co myślę? Przeczytaj moją koszulkę

Żartobliwą ekspresję możemy wyrazić na różnych mediach, np.: tablicy, murze, papierze, dobrze sprawdza się też… bawełna. 

T-shirt przez lata postrzegany był jako bielizna noszona pod odzieżą. W latach 50. dzięki Marlonowi Brando i Jamesowi Deanowi stał się popularną częścią odzieży wierzchniej dla zbuntowanych. W tym okresie Thomas E. Dewey, kandydat na prezydenta ze strony Republikanów stworzył być może pierwszy slogan na koszulce, brzmiący „Do it with Dewey” („Zrób to z Deweyem”). Na boom napisów na koszulkach przyszło jednak poczekać do lat 70., kiedy to t-shirty ugruntowały swoją rolę platformy komunikacji. Duża w tym zasługa sceny punkowej i protestów przeciw wojnie w Wietnamie. Obecnie t-shirt stał się „białą kartką” na której dzielimy się naszymi poglądami na świat, buntem czy też tym, co nas śmieszy.

Zmieńcie coś, bo kończą się kartony

Współczesne najbardziej popularne medium uzewnętrzniania swoich poglądów wśród młodych ludzi (poza Internetem) jest jednak nieco mniej trwałe, choć istnieje z nami dłużej niż koszulka z krótkim rękawem. 

Karton. Niezależnie od tego czy wyrwany z pudełka, czy będący starym opakowaniem po pizzy, w przeciągu paru minut może zamienić się w przestrzeń wyrażania frustracji. Na protestach politycznych czy klimatycznych można zauważyć ciekawą tendencję. Napisy na kartonach nabierają coraz bardziej nieszablonowego, humorystycznego charakteru. Im bardziej niestandardowe, tym większe prawdopodobieństwo, że zostaną zauważone, uwiecznione i rozpropagowane w mediach (także tych społecznościowych). 

To z nich można było się na przykład dowiedzieć, że „Świat niebawem będzie bardziej gorący niż Leonardo Di Caprio” (Berlin). Usłyszeć apel pewnego chłopca: „Chcę żyć wystarczająco długo by zagrać w Fortnighta” (Sydney). Zainspirować się do poszukiwania odpowiedzi na pytanie „I jak mamy teraz wygrać Eurowizję?” na jednym z brexitowych protestów. Niektórzy zaś w krzywym zwierciadle szydzili ze swoich cech narodowych, jak gentelman z transparentem „Jestem Brytyjczykiem. Jestem na proteście. Sytuacja musi być krytyczna”. Nawet amerykańska marka Ben & Jerry’s w Londynie umieściła na swoim sklepie plakat, przypominający te kartonowe, z napisem: „Gone striking. Because, ya know, the planet.” („Poszliśmy na strajk. No bo wiecie, PLANETA.”)

W Polsce Muzeum Krakowa i Muzeum Gdańska ogłosiły, że zbierają transparenty z listopadowych protestów jakie przetoczyły się przez Polskę. „Im więcej „świadków historii” zostanie zabezpieczonych, tym więcej historii nasi potomkowie będą mogli o nas przez nie opowiedzieć. I nie będzie to wyłącznie chłodna opowieść pisana z ich perspektywy czasu, ale również nasza, zawierająca również nasz przekaz emocjonalny” – komentuje tę decyzję Waldemar Ossowski, dyrektor gdańskiego muzeum.

Być może więc niebawem, obok oryginalnej tablicy z tekstem 21 postulatów Solidarności, będziemy mogli zauważyć eksponat głoszący, że „Kot może zostać”.

Nie kłam, bo to wyśmieję

Humor pomaga też w chorobie – i nie mam tu na myśli oklepanego „śmiech to zdrowie”. Audrey Tang digital minister Taiwanu wprowadził taktykę „humor over rumor” (tłum. „humor ponad plotkę”) do zwalczania fałszywych informacji na temat COVID-19. Za każdym razem, gdy w social mediach pojawi się fałszywa informacja, jego sztab hackerów i zatrudnionych przez rząd komików, wymyśla żart dotyczący tego tematu i w formie mema wpuszcza go do sieci. Korzystając z zależności, że internauci są bardziej skłonni dzielić się z innymi czymś co ich śmieszy, zespół „nakrywa czapką” nieprawdziwą wiadomość, która stała u początku całego procesu. By takie działanie odniosło zamierzony skutek, na wymyślenie żartu mają tylko 2 godziny.

Ale po co?

Dlaczego mamy potrzebę wyśmiania niektórych sytuacji? Według H. Bergsona śmiech to wentyl bezpieczeństwa, który wyraża zbiorowe pragnienie niemożliwego – aby formy społeczne zostały dopasowane do autentycznych, zmiennych potrzeb i oczekiwań.

Freud postrzegał śmiech jako formę „ulgi”. Wyrzucamy z siebie psychiczną energię, którą inaczej musielibyśmy włożyć w tłumienie naszego poczucia niepewności wobec przedmiotu, z którego się śmiejemy*. To tłumaczy tak liczne dowcipy o teściowych. 

Inna teoria głosi, że śmiech to sposób na ekspresję wyższości. Śmiejemy się z czegoś/kogoś, a nie z kimś. Jest on więc formą agresywnej odpowiedzi. Współcześni biolodzy ewolucyjni jako praźródło śmiechu wymieniają ryk triumfu w walce pomiędzy naczelnymi*.

Na zakończenie pewien żart: 

Fryzjer pyta się klienta: „Jak mam Cię ściąć?”. Klient na to: „W ciszy”.

Współczesny dowcip? Niezupełnie. Klientem w oryginalnej wersji był starożytny król Macedonii, a żart pochodzi ze zbioru „Philogelos”, książki, którą datuje się na IV-V wiek. 

Śmiech, ironia, sarkazm towarzyszą nam od wieków i jeśli przy ich pomocy jesteśmy w stanie oswoić to, co nas przeraża lub wyrazić nasze poczucie wyższości, to róbmy tak. O ile przyjemniej i zdrowiej jest się śmiać, niż z zajadłą wrogością odpychać ciosy agresora – szczególnie, że może to odnieść o wiele lepszy skutek. Niech to więc będzie nasze drobne zwycięstwo.

 

https://www.theguardian.com/books/2014/jun/28/history-laughter-roman-jokes-mary-beard

Komentarze

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij