Grzechy główne e-mail marketerów

E-mail Marketing

partnerem merytorycznym działu jest GetResponse

Grzechy główne e-mail marketerów

Zbliża się wrzesień, dziatwa gotuje się do szkoły, a marketerzy wracają z nadmorskich plaż. Wszystko co piękne niestety się kończy, tak jak i kończą się te wakacje… oraz nasz krótki cykl :)

Wiemy już CO i KOMU będziemy wysyłać, czas zatem na ostatni przystanek - JAK, czyli główne grzechy e-mail marketerów.

Halo, bileciki do kontroli!

Pełną treść dostaniesz bez grosza,
ale musisz być w naszym newsletterze.

Raz, raz, wpisywać e-mail. Tylko prawdziwy, bo sprawdzę!

partner technologiczny: GetResponse

1. Brak planu

Zacznijmy od najważniejszego , czyli częstej bolączki mniejszych firm – braku zaplanowanej komunikacji. Marketerze, ja rozumiem real time, ale naprawdę nie można prowadzić komunikacji ad hoc. E-mail nie może działać na zasadzie - dziś mam nastrój na newsletter to go wyślę, a jutro może jakiś mailik aktywizujący, po czym miesiąc cisza… Ideą e-mail marketingu jest prowadzenie dialogu, wejście w relację z klientem i sprawienie, by czekał na nasze wiadomości.

Zaplanuj komunikację, w jakie dni wysyłasz newslettery i jakie treści będziesz tam umieszczał, ustaw automatyczne triggery, które wyzwolą akcję w zależności od zachowania odbiorcy i do tego dorzuć maile aktywizujące dla tych klientów, którzy nie są chętni, by przejść na stronę sklepu. Dzięki temu, nie tylko sam będziesz wiedział, co i kiedy wysyłać, ale i zostaniesz zapamiętany przez odbiorcę!

2. Brak dynamicznych treści

Już sam tytuł grzechu brzmi poważnie, a to dopiero początek! Marketerze, wyobraź sobie, że przeglądałeś kilka dni temu kategorię produktu x w sklepie y i po kilku dniach dostajesz ofertę na dokładnie ten sam produkt, który oglądałeś. Jak firma jest sprytna to z dodatkowym rabatem 5 proc. Brzmi ciekawie? No to czemu tego nie robisz?

Jeśli chcesz być skuteczny w swojej komunikacji, musisz umieć ją dostosować do konkretnego odbiorcy. Przykład – case study Optimy. Klient otrzymywał wiadomość z ofertą uzależnioną od tego, jakimi kwotami pożyczki interesował się wcześniej. Dodatkowo dostawał jeszcze prezent! Dzięki takim działaniom, możemy łatwo przywiązać odbiorcę do naszej marki i być o krok przed jego potrzebami! Najważniejsze jednak jest to, że zaawansowana personalizacja pozwoli wejść w tak pożądany dialog z klientem. Każdy może zatytułować maila „Drogi Krzychu”, ale tylko dobry e-mail marketer będzie wiedział, co Krzychowi potrzebne jest do szczęścia. ;)

3. Brak automatyzacji

Automatyzacja, słowo klucz obecnie, kojarzy się ze skomplikowanym procesem i dedykowanymi systemami. Tak naprawdę jednak automatyzacja zaczyna się już od wiadomości warunkowych czy follow-up dostępnych w większości platform e-mail marketingowych. Przykładem takiej optymalizacji działania może być case study Gazety Wyborczej. Dzięki zastosowaniu skryptów, które reagowały na akcje podejmowane przez klientów, udało się podwyższyć CTR do ponad 10 proc. W zależności od tego czy klient na przykład był zainteresowany treściami, czy raczej nie otwierał maili, czy też jego subskrypcja się kończyła – otrzymywał odpowiednią wiadomość. Dzięki takim działaniom można przede wszystkim zaoszczędzić czas i… pieniądze. Nie bez znaczenia jest też fakt, że możesz ją zrobić nawet na swojej bazie 2 tysiący adresów, zaufaj mi – warto.

4. Brak testów

Testuj, testuj, testuj. Te słowa będę powtarzał Ci cały czas. Myślisz, że Twoja kreacja jest super? Sądzisz, że Twoi klienci lubią dostawać zdjęcia małych kotków o 5 rano w niedzielę? Może i tak jest, ale zanim nie przetestujesz tego, zaakceptuj fakt, że jesteś jak Sokrates. Nie wiesz nic.

Czasami mały detal w grafice, delikatna zmiana tytułu czy czasu dostarczenia wiadomości decyduje o powodzeniu całej kampanii. Na szczęście w sukurs przychodzą testy A/B, czyli sprawdzenie, co Twoich odbiorców angażuje najbardziej. Porządna platforma e-mailingowa do tego pozwoli Ci na automatyczną wysyłkę kreacji z najlepszym OR-em, podczas gdy Ty będziesz wypoczywał gdzieś na plaży w Zegrzu :)

5. Brak wielokanałowości

Znam takich, co spojrzą na ten punkt i powiedzą „phi! Wielokanałowość nie jest ważna!”. Cóż, nie jest ważna jeśli nie chcesz się rozwijać! Żyjemy w czasach, gdzie kluczem jest dotarcie do klienta. W dobie tak popularnych adblocków i narzędzi blokujących/czyszczących cookies, trzeba pomyśleć o najprostszych narzędziach, nim porwiemy się z „siekierą na słońce”, jak mówi znany polski sportowiec. Fajnym przykładem takiego działania od podstaw jest spięcie e-maila z sms-em, gdze klient może otrzymywać bardzo podobną wiadomość zarówno na skrzynkę pocztową, jak i telefon. A teraz spójrz, co leży przed Tobą. Samsung? Iphone? A może nowa Nokia? Co by to nie było, zapewne jest to smartfon, który doskonale radzi sobie z obługą internetu. Do czego zmierzam? Do wielokanałowości! Tworzysz kampanię promocyjną w oparciu o swoją LEGALNĄ bazę, w ramach której wyślesz mail oraz sms z takim samym tytułem i dodatkowo CTA w postaci linka do oferty. Gwarantuję Ci, że wyniki polepszą się jak w tym case study!

6. Brak analizy raportów

Ostatni na mojej liście i chyba najcięższy. Można nie dopilnować innych aspektów, ale brak analizy raportów po wysyłce sprawia, że mam ochotę zapytać, po co w ogóle coś wysyłasz? One powinny być Twoją lekturą do kawy! Odłóż tą gazetę i spójrz tutaj. Twoje maile nie docierają do klientów, jesteś na najlepszej drodze do zablokowania sobie IP, czarna lista już gotuje dla Ciebie miejsce, a szef miejsce dla nowego marketera! To brzmi trochę trywialnie, ale chcę byś zrozumiał – musisz wiedzieć, co się dzieje z Twoimi mailami, nie tylko znać CTR-y i OR-y, ale każdą jedną statystykę. W co Twoi klienci klikają, gdzie klikają, jakie treści są najbardziej atrakcyjne dla nich i czego oczekują. Poprawna analiza to więcej niż suche liczby i wystrzeganie się przed twardymi odbiciami. To zrozumienie swoich odbiorców...

Ufff... dobrnęliśmy do końca... mam nadzieję, że moje porady pomogą niejednemu marketerowi poprawić wyniki swoich kampanii, a może poprostu zastanowić się, co można w nich ulepszyć :)

Udanych wysyłek!


Jacek Dziura
Marketing Specialist w SARE S.A. 

Doświadczenie w online marketingu zdobywał w Polsce i Holandii. Swoją przygodę z branżą zaczynał w 2009 roku od e-commerce. Współtworzył sklep MultiPerfumeria.pl, na polski rynek wprowadzał markę vidaXL.nl, a w Booking.com zgłębiał sekrety testów A/B. Dziś zajmuje się edukacją klientów w zakresie komunikacji e-mail. Marketingowiec z wyboru,                                                                                                      sportowiec z pasji.

Polecane

Dzięki, link został przesłany

Zamknij

Serdeńko!
Lubisz już nasz fanpage?

Wystarczy kliknąć:

zobacz nasz fanpage >> Zamknij

Niech zapisze się
do newslettera!

Zostaw e-mail
i powolutku strzałeczka na guziczek!

Zamknij